Uczmy się od mniejszych
Rozmowa z Agnieszką Cianciarą z Instytutu Studiów Politycznych PAN
Jak wyglądają zmagania polskich lobbystów w Europie?
Poruszają się najczęściej używaną, ale zarazem najmniej skuteczną drogą. Starają się wpływać na krajowych urzędników, żeby ci próbowali forsować interesy biznesu na forach unijnych. Urzędnicy czy ministrowie mogą wpływać na unijny proces legislacyjny jedynie w Radzie UE, gdzie wszyscy polscy urzędnicy szukają kompromisu z przedstawicielami 27 państw. Trzeba uczyć się od mniejszych krajów Unii, które zabiegają także o głosy przedstawicieli innych krajów.
Warto wydawać wiele pieniędzy, gdy efekty są niepewne?
Nie każdy polski przedsiębiorca musi mieć własnego lobbystę w Brukseli. Warto tworzyć związki lobbingowe na poziomie branżowym wraz z innymi krajami. Obecność Polaków w Brukseli musi być wyczuwalna. Europarlamentarzysta nie ma okazji dowiedzieć się o naszych postulatach, jeżeli sami ich nie przedstawimy np. w formie raportów.
Z czego wynika niska efektywność Polaków?
Jak wszystkie nowe kraje UE, nie zdołaliśmy jeszcze na dobre się wtopić w kosmopolityczne środowisko Brukseli. A każdy akt prawny w Parlamencie Europejskim poddawany jest co najmniej jednemu wysłuchaniu publicznemu, w trakcie którego lobbyści mają okazję do przedstawienia swoich racji w sposób oficjalny.
Jakie widzi pani rozwiązania?
Tańsze od własnego biura może być uczestnictwo w jakiejś ogólnoeuropejskiej organizacji. Należy też być bardzo elastycznym - tworzyć możliwe koalicje i odrzucić pomysł "wszystko albo nic". Nawet najlepszym lobbystom w UE nie udaje się wypełnić planu w stu procentach.
@RY1@i02/2012/198/i02.2012.198.00000050a.802.jpg@RY2@
materiały prasowe
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu