Holandia wybiera lewicowy populizm
W sondażach prowadzi partia, która sprzeciwia się paktowi fiskalnemu i EMS, a limity deficytu budżetowego nazywa idiotyzmem
Holendrzy też już mają dość oszczędności i odpowiedzialnej polityki fiskalnej. Na niewiele ponad dwa tygodnie przed wyborami parlamentarnymi prowadzenie w sondażach objęła radykalna i antyeuropejska Partia Socjalistyczna (SP).
Według zeszłotygodniowego sondażu TNS-Nipo zarówno SP, jak i największe ugrupowanie dotychczasowej koalicji rządowej - liberalna VVD - zdobędą po 34 miejsca w 150-osobowym parlamencie. Z kolei z symulacji przeprowadzonej przez uniwersytet w Leiden na podstawie różnych sondaży wynika, że socjaliści będą mieć 35 mandatów, o dwa więcej niż VVD. Tak czy inaczej to SP będzie największym wygranym tych wyborów, bo do tej pory była zaledwie piątą co do wielkości siłą polityczną i nigdy nie współuczestniczyła w rządzeniu. Jeśli utrzyma prowadzenie do 12 września, jej lider Emile Roemer - 50-letni były nauczyciel - dostanie misję sformowania rządu.
Założona w 1971 r. partia ma korzenie maoistowskie i przez lata odgrywała marginalną rolę w holenderskiej polityce. Głośniej zrobiło się o niej, gdy sprzeciwiała się powstaniu euro i prowadziła kampanię - zresztą skuteczną - przeciw eurokonstytucji, odrzuconej w referendum w 2005 r. Teraz też ma w programie hasła, które u zwolenników większej integracji europejskiej budzą przerażenie. Roemer zapowiedział, że jeśli przejmie władzę, to zorganizuje referendum w sprawie unijnego paktu fiskalnego sprzeciwia się pomocy finansowej dla zadłużonych krajów strefy euro i nowo tworzonemu Europejskiemu Mechanizmowi Stabilności, obowiązek utrzymywania deficytu budżetowego poniżej trzech proc. PKB nazwał idiotyzmem, a jeśli Holandia z powodu przekroczenia go zostanie ukarana przez Komisję Europejską, nie zamierza płacić. Na dodatek odrzuca oszczędnościową politykę premiera Marka Ruttego i chce wprowadzenia dodatkowej, 65-procentowej stawki podatkowej dla osób zarabiających powyżej 150 tysięcy euro rocznie, przez co najbogatsi Holendrzy już myślą o przetransferowaniu kapitału np. do Szwajcarii.
Właśnie oszczędności budżetowe były powodem upadku w kwietniu gabinetu Ruttego (od tego czasu kieruje on rządem tymczasowym). Szef liberałów chciał dalszych cięć, by zejść z deficytem - wynoszącym w zeszłym roku 4,6 proc. - poniżej dopuszczalnych trzech. Ale zmiana rządu w Holandii będzie miała znaczenie nie tylko lokalne. Holandia - która nadal cieszy się najwyższą oceną wiarygodności kredytowej w oczach agencji ratingowych - jednoznacznie popierała wszystkie niemieckie pomysły w sprawie naprawy finansów publicznych w strefie euro. Jeśli Roemer rzeczywiście miałby utworzyć rząd - co na rozdrobnionej scenie politycznej w Holandii z zasady nie jest łatwe - byłoby to z punktu widzenia Berlina jeszcze boleśniejsze niż czerwcowa wymiana Nicolasa Sarkozy’ego na Francois Hollande’a. Nowy prezydent Francji też wprawdzie odrzuca oszczędności jako sposób na wyjście z kryzysu, ale nie całą integrację europejską.
@RY1@i02/2012/165/i02.2012.165.00000090b.802.jpg@RY2@
afp
Być może po wyborach to Emile Roemer utworzy rząd
Bartłomiej Niedziński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu