Jeszcze nie żegnamy Saakaszwilego
Jeszcze do końca nie zdołaliśmy rozszyfrować, kim jest premier Gruzji Bidzina Iwaniszwili i o co mu tak naprawdę chodzi, a on już szykuje się do odejścia. Zgodnie ze swoją obietnicą po planowanych na 27 października wyborach prezydenckich ma zamiar opuścić urząd premiera. Trudno się jednak spodziewać, by pierwszy polityk od kolorowej rewolucji z 2003 r., który zdołał stawić czoła kończącemu ostatnią kadencję Micheilowi Saakaszwilemu, całkowicie wycofał się z życia publicznego.
Przeciwnicy Iwaniszwilego zarzucają mu łamanie zasad demokracji, procesy polityczne, nie brakuje nawet podejrzeń o rosyjską agenturalność. Rzeczywiście, za kratki trafił np. były premier i szef MSW Wano Merabiszwili, czołowy macher ekipy Saakaszwilego z czasów rewolucji róż. Zamknięto rosyjskojęzyczną telewizję PIK, która miała przekonywać sąsiadów z Północy do gruzińskiego punktu widzenia. Ale najgorsze obawy zwolenników kończącego kadencję prezydenta jednak się nie sprawdziły. Iwaniszwili zmienił retorykę, ale na znaczące ustępstwa na rzecz Kremla nie poszedł.
Premier, który do polityki trafił wprost z biznesu (najbogatszy Gruzin dorobił się na działalności w Rosji), utrzymuje, że swoje główne zadanie wykonał. Miało ono polegać na rozbiciu politycznego monopolu Saakaszwilego i jego Zjednoczonego Ruchu Narodowego (ENM). I to się udało. W ubiegłym roku Gruzińskie Marzenie Iwaniszwilego niespodziewanie wygrało wybory parlamentarne po tym, jak kilka dni przed głosowaniem do mediów wyciekły filmy pokazujące tortury w gruzińskich więzieniach. Także w wyścigu prezydenckim zdecydowanym faworytem jest właśnie kandydat Iwaniszwilego, Giorgi Margwelaszwili. Sondaże dają mu 43 proc. poparcia, dwukrotnie więcej niż Dawitowi Bakradzemu, byłemu szefowi parlamentu z ENM.
Otwarte pozostaje jednak pytanie, co stanie się z Gruzińskim Marzeniem, gdy Iwaniszwili zrezygnuje z premierostwa. Oczywiście może zostać kimś w rodzaju gruzińskiego Muammara Kaddafiego, który pozbawiony formalnych stanowisk i tak był prawdziwym przywódcą Libii. Tyle że dymisja premiera najpewniej doprowadzi do wzrostu ambicji jego następcy na stanowisku szefa rządu, który niekoniecznie musi chcieć słuchać dobrych rad politycznego ojca. Tymczasem samo Gruzińskie Marzenie jest eklektyczną zbieraniną partii i partyjek, trochę na wzór Akcji Wyborczej Solidarność, której jedynym celem (marzeniem) było odsunięcie od władzy tracącego na popularności Saakaszwilego. Wybory prezydenckie postawią w tym zadaniu kropkę nad i, po której z całą mocą ujawnią się rozbieżne poglądy i ambicje koalicjantów.
Walka polityczna Saakaszwilego z Iwaniszwilim powoli zamieni się więc w wyścig, czyj ruch polityczny jako pierwszy zacznie się rozpadać. Jeśli będzie to Gruzińskie Marzenie, zwolennicy dotychczasowego prezydenta mogą jeszcze triumfalnie powrócić, a sam Saakaszwili - wyrokiem historii, która jak wiadomo, kołem się toczy, ponownie objąć stery władzy. I to z obszernymi prerogatywami, ponieważ po wyborach system polityczny w Gruzji zmieni się z półprezydenckiego w stricte parlamentarny. Wiele musi się czasem zmienić, by nic się nie zmieniło.
Jeśli ugrupowanie premiera Gruzji się rozpadnie, prezydent straci najpoważniejszego rywala. I choć wkrótce odchodzi, może wrócić
@RY1@i02/2013/204/i02.2013.204.00000070a.803.jpg@RY2@
Michał Potocki zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj i świat
Michał Potocki
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj i świat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu