Niezawodne embarga doktora Oniszczenki
Gdzie Kreml nie może, tam sanepid pośle. Rosja w ramach przymuszania Ukrainy do wejścia do Unii Celnej sięgnęła po swoje wunderwaffe. Niezawodny Giennadij Oniszczenko, szef Rospotriebnadzoru, znalazł w czekoladkach z Kijowa... rakotwórczy benzopiren. W efekcie wprowadzono zakaz importu produktów ukraińskiej firmy Roshen.
Jak zawsze w takich przypadkach istotny jest kontekst. A kontekst wygląda tak, że Kreml usiłuje wchłonąć Ukrainę do białorusko-kazachsko-rosyjskiej Unii Celnej. Aby to było możliwe, wcześniej należy jednak zapobiec podpisaniu przez Kijów dawno już gotowej umowy o stowarzyszeniu i wolnym handlu z UE. Co prawda z biegiem czasu taka perspektywa coraz bardziej się oddala, ale lepiej dmuchać na zimne.
W ramach marchewki Kreml oferuje niższe ceny gazu. I dużo retoryki typu "my wsie sławianie". W sobotę prezydent Władimir Putin z okazji święta floty (a przy okazji 1025-lecia chrztu Rusi Kijowskiej) gościł na Krymie. Rosyjski przywódca wziął tam m.in. udział w konferencji o wszystko mówiącym tytule "Wartości prawosławno-słowiańskie - podstawą cywilizacyjnego wyboru Ukrainy". Ale, jak mówią Rosjanie, "cztob żyzń rajem nie kazałaś" (żeby życie nie zdawało się rajem), oprócz marchewki potrzebny jest również kij. A żaden kij nie był w ostatnich latach chętniej używany niż embarga doktora Oniszczenki. I zawsze tak szczęśliwie się składało, że znalezienie czegoś niezdrowego w żywności sąsiadów zbiegało się z trudnymi do rozwiązania problemami w dwustronnych relacjach.
I tak po wygranej PiS w 2005 r. okazało się, że Polacy fałszują certyfikaty weterynaryjne mięsa. W 2006 r. Oniszczenko znalazł pestycydy w mołdawskich i gruzińskich winach, azotany w gruzińskiej wodzie Borżomi, a w łotewskich szprotach substancje rakotwórcze. Wymienione kraje prezentowały wówczas najbardziej asertywne podejście spośród całej, jak chciałaby ją widzieć Moskwa, bliskiej zagranicy. W 2009 i 2010 r. Rosjanie zakazywali zaś importu białoruskiego mleka (znaleziono w nim zbyt dużo antybiotyków), w efekcie czego udało się Mińsk skłonić właśnie do wejścia do Unii Celnej.
Teraz ta sama groźba wojny handlowej ma zmusić do ustępstw znacznie ważniejszą Ukrainę. Także pierwsza ofiara konfliktu wygląda na nieprzypadkową. Właścicielem firmy Roshen jest Petro Poroszenko. Kreml go nie lubi, bo w 2004 r. był głównym sponsorem pomarańczowej rewolucji, a tej zniewagi Putin nigdy nie zapomniał nikomu, kto był w nią zaangażowany. Później "król czekolady" zbliżył się do obecnych władz, w 2012 r. był nawet ministrem handlu. I choć jego notowania od tego czasu spadły, embargo na czekoladki można uznać za zawoalowaną pogróżkę pod adresem znacznie bliższych władzom oligarchów. A ci już będą wiedzieli, co i komu powinni w tej sytuacji doradzić. I to akurat najsłabszy punkt kremlowskiego planu. Ukraińscy oligarchowie prędzej sami zjedzą rakotwórcze czekoladki, niż dobrowolnie przystaną na rosyjski dyktat gospodarczy.
@RY1@i02/2013/146/i02.2013.146.00000070a.802.jpg@RY2@
Michał Potocki dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Michał Potocki
dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu