China Town wyrasta pod Mińskiem
Aleksander Łukaszenka kończy dziś wizytę w Chinach. Dla białoruskiego prezydenta Pekin to dodatkowy wektor w polityce zagranicznej, szansa na choćby częściowe ograniczenie żelaznego uścisku Rosji. A przy tym partner, który w przeciwieństwie do Zachodu wszystko rozumie i o nic nie pyta. Dla Chin Mińsk może się z kolei stać wrotami do 170-milionowego rynku państw unii celnej.
- Skoro Chińska Republika Ludowa pozycjonuje się już jako imperium, w dobrym znaczeniu tego słowa, bez Europy nie może się ona rozwijać. ChRL wybrała Białoruś. Uwierzcie, to uznanie naszego potencjału w oczach chińskiego kierownictwa, specjalistów, narodu. Nie wkładalibyście pieniędzy w niestabilne państwo - mówił szef państwa w okolicznościowej rozmowie z agencją Xinhua. Tymczasem wkładają, i to niemałe. Tylko w tym roku chińskie banki wypłaciły białoruskim partnerom 77,2 mln dol. kredytów i były trzecim najważniejszym źródłem zewnętrznych pożyczek po kontrolowanym przez Rosjan Funduszu Antykryzysowym Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej i samej Rosji.
W okolicach podmińskiej miejscowości Smolewicze na powierzchni 9 tys. hektarów buduje się właśnie chińsko-białoruski park przemysłowy. Docelowo może tam pracować i mieszkać nawet 150 tys. chińskich robotników, dla których już teraz jest budowane 75 tys. mieszkań i 3 tys. willi przewidzianych dla pracowników wyższego szczebla. Mają to być głównie fabryki branży elektronicznej, IT czy przemysłu lotniczego z Białorusi i Chin. Ale i łotewska firma farmaceutyczna Grindeks, która jako pierwsza spółka z UE zapowiedziała swój udział w rozwoju China Town.
Park ze stolicą Białorusi połączy szybki tramwaj, a żeby pracownicy mieli co robić wieczorami, na miejscu powstanie wielkie centrum rozrywki. - Będzie prawie jak w Las Vegas. Nie tylko kasyno, lecz także kompleks hotelowy i inne obiekty turystyczne - mówiła "Komsomolskiej Prawdzie w Biełorussii" Żanna Sinicyna, główna architekt technoparku. W ramach dygresji można dodać, że odkąd w Rosji hazard został praktycznie zakazany, znaczna część biznesu kasynowego przeniosła się właśnie w okolice Mińska.
Chińczycy są zaangażowani nie tylko przy budowie parku technologicznego. W Nowołukomlu, 150 km od Mińska, 500 robotników z Państwa Środka rozbudowuje najważniejszą elektrociepłownię w kraju o kolejny blok. Myliłby się jednak ten, kto by pomyślał, że Chińczycy zauważyli jakąkolwiek różnicę po przyjeździe na miejsce. Nie dość, że mają własnych kucharzy i mieszkają praktycznie na placu budowy, to jeszcze są eksploatowani dokładnie tak samo jak ich bracia pozostali nad Żółtą Rzeką. Robotnicy mają prawo do jednego wolnego dnia w miesiącu. Chyba że jest duży upał, wówczas w niektóre niedziele dostają wolne popołudnie. I tak przez dwa lata kontraktu.
Sami Białorusini nie mają pretensji o zwożenie do kraju chińskich budowlańców. Miejscowe firmy raczej cierpią na brak niż nadmiar chętnych do pracy. Za to ogromne oburzenie wzbudza przymusowe wysiedlanie ludzi z terenów pod chińskie inwestycje. I obawa, że China Town nad Świsłoczą może się rozrosnąć do trudnych do kontrolowania rozmiarów.
Chiny to dla Białorusi pożądany partner. W przeciwieństwie do Zachodu o nic nie pyta
@RY1@i02/2013/137/i02.2013.137.000000700.803.jpg@RY2@
Michał Potocki dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Michał Potocki
dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu