Dziennik Gazeta Prawana logo

Kijów, Mińsk i moskiewska grawitacja

30 czerwca 2018

Jeśli czegoś można być w naszym regionie świata pewnym, to stale wywieranej rosyjskiej presji integracyjnej na Białoruś i Ukrainę. Zwłaszcza że idee fixe trzeciej kadencji prezydenta Władimira Putina jest powstanie od 2015 r. Unii Euroazjatyckiej, wzorowanej na europejskiej. Przy czym rosyjska gospodarka stanowi 72 proc. całej Wspólnoty Niepodległych Państw. Niemcy mają w UE 20 proc., a i tak udanie kreują politykę unijną na swój obraz i podobieństwo.

Istnieje przy tym jedna specyficzna cecha presji na Kijów i Mińsk. Im bardziej tłamszona jest jedna ze stolic, tym więcej oddechu ma druga. Dla Rosji priorytetem jest obecnie Ukraina, która jeszcze w tym roku może podpisać umowę o wolnym handlu z UE. Przepisy wynegocjowanego już półtora roku temu porozumienia uniemożliwią Ukrainie członkostwo w rosyjsko-białorusko-kazachskiej Unii Celnej (UC). Dlatego Rosja kusi Kijów "skrajnie korzystnymi" (słowa premiera Mykoły Azarowa) zniżkami na gaz, pokazując jednocześnie przykład Białorusi, która do UC weszła i tańszy gaz ma.

Przy czym "tańszy" nie oznacza 15-proc. zniżki, jak w przypadku Polski. "Średnia cena gazu dla Białorusi w 2012 r. wynosiła 168 dol. za 1 tys. m sześc. Jeśli porównać ją z ceną dla Ukrainy, równą około 430 dol. za 1 tys. m sześc., to przy importowanej objętości rzędu 20,3 mld m sześc. korzyść wyniosła 5,3 mld dol." - pisze "Bankauski Wiesnik", oficjalne pismo banku centralnego Białorusi. A ponieważ Białoruś ma być oknem wystawowym Unii Celnej, nie można jednocześnie obchodzić się z nią zbyt brutalnie. Białoruski politolog Andrej Lachowicz powtarza w swoich analizach, że tak długo, jak Kreml nie osiągnie swoich celów na Ukrainie, Białoruś będzie zdolna opierać się rosyjskiej ekspansji.

I tak właśnie jest. Mimo wielokrotnych zapowiedzi Rosjanom nie udało się po 2010 r. przejąć żadnego dużego zakładu, poza resztówką przesyłowego Biełtranshazu. Także w sprawie planowanej pełnowartościowej bazy wojskowej Mińsk usiłuje lawirować. Aleksander Łukaszenka nazwał zapewnienia rosyjskiego ministra obrony Siergieja Szojgu, jakoby kwestia bazy została już rozstrzygnięta, nieporozumieniem, zaś pomysł założenia holdingu białoruskiego MAZ z rosyjskim Kamazem określił mianem bandyckiego i inspirowanego przez zachodnią konkurencję (choć formalnie rozmowy cały czas trwają). Co charakterystyczne, słowa Łukaszenki nie są na razie komentowane przez rosyjskich przywódców. Jeśli przykład Białorusi ma przyciągać Ukraińców, to nie można jej widowiskowo poniżać.

Prawdziwe intencje zdradził za to rosyjski ambasador w Mińsku, znany z mówienia rzeczy, które Kreml ma na myśli, ale nie na języku. - Możemy wesprzeć modernizację waszej gospodarki, ale nie myślcie, że będziemy dawać pieniądze na tworzenie konkurencji dla rosyjskich przedsiębiorstw - oświadczył Aleksander Surikow. Innymi słowy Moskwa przyzna Mińskowi kredyty, ale tylko w zamian za aktywa. Na razie Białoruś obejdzie się bez ekstraśrodków. Ale sytuacja może się szybko zmienić; sytuacja na rynku walutowym jest krucha i może się przerodzić w kolejny kryzys na miarę wielkiej dewaluacji i hiperinflacji 2011 r.

@RY1@i02/2013/113/i02.2013.113.00000070c.802.jpg@RY2@

Michał Potocki dziennikarz działu życie gospodarcze świat

Michał Potocki

dziennikarz działu życie gospodarcze świat

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.