Wenezuela decyduje, czy pisać kolejny rozdział rewolucji
Wenezuelczycy wybierali wczoraj kierunek, w którym podąży kraj. Głosowanie zakończyło się tuż przed północą polskiego czasu, wstępne wyniki wyborów poznamy jeszcze dzisiaj. Mimo że kandydatów na urząd prezydenta było siedmiu, sondaże wskazywały, że w ostatecznej rozgrywce będą się liczyli tylko dwaj: Nicolas Maduro (na to stanowisko namaścił go zmarły na początku marca Hugo Chavez) oraz Henrique Capriles Radonski, gubernator stanu Miranda, który obiecuje z kolei zerwanie z "socjalizmem XXI wieku".
Maduro przez wiele lat był najbardziej zaufanym współpracownikiem Chaveza. Jako szef dyplomacji odegrał kluczową rolę w budowie sojuszy z Iranem, Syrią i Białorusią. Niemniej sondaże dają mu niewielką przewagę nad Caprilesem Radonskim, dlatego w trakcie krótkiej kampanii Maduro nie ryzykował i śmiało grał kartą zmarłego prezydenta. W telewizji opowiadał, jak uznał śpiewającego ptaka za sygnał, że duch Chaveza jest przy nim i wspiera go w walce.
Zadanie stojące przed zwycięzcą nie będzie łatwe. Wenezuela nie może dłużej unikać głębokich reform, bo mimo rekordowych zysków z ropy (ponad 100 mld dol. w ubiegłym roku) ma poważny problem - inflację, która na koniec tego roku może wynieść 30 proc. Mieszkańcy narzekają na przerwy w dostawach prądu, a w sklepach brakuje podstawowych artykułów: mąki, mleka, papieru toaletowego, oleju i pasty do zębów. Nawet redukcja ubóstwa, największe osiągnięcie Chaveza, z perspektywy czasu nie wygląda aż tak imponująco. W 2002 r. prawie połowa Wenezuelczyków żyła w biedzie, do 2011 r. wskaźnik ten zmalał do 30 proc.
@RY1@i02/2013/073/i02.2013.073.00000060c.803.jpg@RY2@
Jakub Kapiszewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu