Dziennik Gazeta Prawana logo

Mołdawia (nieśmiało) lgnie do Europy

27 czerwca 2018

Partie prozachodnie o włos wygrały z prorosyjską lewicą

 "Rosja przegrała Mołdawię" - w ten sposób wyniki wyborów w tym kraju skomentowała moskiewska Gazeta.ru. Choć w starciu sił proeuropejskich z prokremlowskimi górą byli ci pierwsi, lewica zwiększyła stan posiadania. Mołdawię czekają trudne lata.

Choćby dlatego, że pierwsze miejsce zajęła Socjalistyczna Partia Republiki Mołdawii (PSRM), zdobywając 21 proc. głosów. Tymczasem większość sondaży nawet nie dawała tej partii szans na wejście do parlamentu. Jej lider Igor Dodon swój sukces zawdzięcza zbiegowi okoliczności. Na socjalistów swoje głosy przenieśli wyborcy Ojczyzny, która została wykreślona z list w przededniu głosowania za rzekome nieprawidłowości finansowe. Swoje poparcie przeniósł na niego także prezydent Rosji Władimir Putin.

PSRM to rozłamowcy z partii komunistycznej (PCRM) Vladimira Voronina, dotychczas stanowiącej główną siłę opozycji. Rozłamowcy mniej skłonni do lawirowania między Moskwą a Brukselą, a co za tym idzie - bardziej zdecydowanie prorosyjscy. Igor Dodon zdążył już ogłosić, że w nowym parlamencie będzie się domagał zorganizowania referendum w sprawie wypowiedzenia podpisanej w czerwcu umowy stowarzyszeniowej z UE, a także wstąpienia do Unii Celnej, obecnie łączącej Rosję, Białoruś i Kazachstan.

Tymczasem komuniści zapowiadają, że oprotestują wyniki wyborów w sądzie, ponieważ podejrzewają fałszerstwa. Partia Voronina może liczyć na wykreśloną z list w ostatniej chwili Ojczyznę. - Zdjęcie naszej partii w ostatni dzień kampanii wyborczej świadczy tylko o jednym: w Mołdawii już nie ma demokracji - mówił przedstawiciel Ojczyzny Alexandru Petcov.

Bez Ojczyzny w parlamencie PSRM i PCRM nie utworzą rządu. 46 mandatów, które najpewniej otrzymają (dane z 95 proc. komisji), to o pięć za mało. Taki margines bezpieczeństwa otrzymały zaś trzy ugrupowania prozachodnie: liberałowie, demokraci i liberalni demokraci. Jeśli uda im się porozumieć w sprawie koalicji, tekę premiera może utrzymać Iurie Leancă, najpopularniejszy obecnie polityk w kraju.

Głównym zadaniem władz, poza poprawą sytuacji gospodarczej tego najbiedniejszego kraju Europy, będzie kontynuacja procesu integracji z Unią. Kiszyniów odnotował na tym polu pewne sukcesy. Mołdawia podpisała i ratyfikowała umowę stowarzyszeniową z UE, a jej mieszkańcy jako jedyni obywatele państw postsowieckich (jeśli nie liczyć należących do Unii Estonii, Litwy i Łotwy) od kwietnia jeżdżą bez wiz do strefy Schengen.

Nowym-starym władzom nie będzie łatwo. Rosja bowiem nie odpuści Mołdawii. W odwecie za proeuropejskie działania władz Moskwa wprowadziła już embargo na wiele produktów spożywczych, grozi wydaleniem setek tysięcy Mołdawian pracujących w Moskwie, a niektórzy politycy niedwuznacznie sugerują, że na terenie separatystycznego Naddniestrza mogą się pojawić znane z Krymu zielone ludziki.

Naddniestrze pozostaje poza kontrolą Kiszyniowa, ale samo także nie ma wpływu na jego politykę. Jednak Rosja poza lojalnością socjalistów może liczyć także na niektóre regiony kraju. Takie jak autonomiczna Gagauzja, gdzie na PSRM głosowało 57 proc. obywateli. Mówiący językiem podobnym do tureckiego Gagauzi w lutym w nieuznanym przez Kiszyniów referendum zagłosowali na odłączeniem od Mołdawii, jeśli ta "utraci suwerenność". Nie wiadomo do końca, co to oznacza - czy za utratę suwerenności może zostać uznane np. wejście w życie stowarzyszenia z UE.

I bez Rosji nowa koalicja nie będzie przesadnie stabilna. Nie tylko ze względu na powszechną biedę, ale i związki polityków z oligarchami. Takimi jak Vladimir Plahotniuc, sponsor Demokratycznej Partii Mołdawii (16 proc. poparcia). Według miejscowych mediów Plahotniuca łączą interesy z rodziną Voronina, który w sferze politycznej pozostaje przecież największym rywalem demokratów. Do tego dochodzą osobiste ambicje liderów. Trójpartyjna proeuropejska koalicja już raz się bowiem rozpadła, gdy w lutym 2013 r. - mimo mediacji zachodnich, w tym polskich polityków i dyplomatów - odeszli z niej liberałowie.

- Nasi byli koledzy zrobili wszystko, co możliwe, by Partia Liberalna zniknęła, ale im to nie wyszło. Niech podziękują Bogu i nam, bo mogliby dziś tańczyć nie europejską horę (taniec wschodniobałkański - red.), ale syberyjską czastuszkę - mówił wczoraj lider PL Mihai Ghimpu. - Mimo to musimy znaleźć kompromis. Nas jest trzech (chodzi o liderów partii proeuropejskich - red.), a Mołdawia - jedna - dodał w już poważniejszym tonie.

Mołdawianie od kwietnia mogą jeździć do państw Unii bez wiz

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Bruksela reaguje na wybory w Mołdawii - czytaj na Dziennik.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.