Sikorski pokazał nam dyplomację od kuchni
"Bullshit kompletny" - tak w opublikowanych przez "Wprost" nagraniach szef polskiego MSZ ocenia miejsce zajmowane przez Stany Zjednoczone w polskiej polityce
"Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy, kompletni frajerzy" - mówił Radosław Sikorski wskazując, że logika budowania sojuszy dyplomatycznych przez Polskę jest postawiona na głowie, bo nie bierze pod uwagę naszego położenia geograficznego. "Polsko-amerykański sojusz jest nic niewart. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa" - kwituje Sikorski w cytowanej przez "Wprost" rozmowie z Jackiem Rostowskim.
W momencie, kiedy zamykany jest ten numer, nie znamy jeszcze zagranicznych reakcji na ostre słowa szefa polskiej dyplomacji, nie można więc powiedzieć, czy media i politycy okażą się wyrozumiali dla szefa naszej dyplomacji. Ale w końcu nawet George Friedman, założyciel i prezes wywiadowni gospodarczo-politycznej Stratfor, w niedawnej rozmowie z "Dziennikiem.pl" powiedział, że Polska leży w "bardzo kiepskiej okolicy".
Dyplomaci zresztą nie mają zwyczaju w rozmowach między sobą za bardzo owijać w bawełnę. Najświeższym przykładem jest upubliczniona w lutym rozmowa między wysoką rangą urzędniczką amerykańskiego Departamentu Stanu Victorią Nuland a ambasadorem USA na Ukrainie Geoffreyem Pyattem. Dyplomaci omawiali możliwość zaangażowania międzynarodowych organizacji w rozwiązanie kryzysu ukraińskiego. Nuland potwierdziła, że swojego przedstawiciela przyśle ONZ, po czym stwierdziła, żeby "pieprzyć Unię Europejską". Ta ekstremalna opinia wpisała się w wyrażane od dawna przez polityków z Waszyngtonu niezadowolenie ze skali europejskiego zaangażowania w światowe konflikty.
Prawda inna od tej podawanej w oficjalnych komunikatach wychodzi czasem na jaw podczas rozmów przy przypadkowo włączonym mikrofonie. Tak było m.in. podczas szczytu państw grupy G20 w Cannes w 2011 r. Wówczas przedstawiciele mediów przez przypadek usłyszeli wymianę zdań między Barackiem Obamą a prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym, dotyczącą izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu. - Nie mogę znieść tego kłamcy - zagadał Sarkozy. - Masz go dość? Ja muszę sobie z nim radzić częściej niż ty - odparł Obama.
Wgląd w dyplomatyczną kuchnię światową opinia publiczna uzyskała także dzięki aferze WikiLeaks. Wśród opublikowanych przez organizację Juliana Assange’a notatek, które wydobył z rządowych sieci Bradley Manning, znalazła się również instrukcja dla dyplomatów dotycząca zbierania wszelkich możliwych danych na temat oficjeli innych państw. Pracownicy Departamentu Stanu USA w miarę możliwości mieli dostarczać takie informacje jak zajmowane stanowiska, numery telefonów, numery kart kredytowych czy kont w programach lojalnościowych linii lotniczych. W świetle informacji na temat podsłuchiwania kanclerz Niemiec przez NSA wydaje się to być mało znaczące, jednak wywołało w USA pytania o zacierające się role między szeregowymi pracownikami ambasad a szpiegami.
@RY1@i02/2014/119/i02.2014.119.00000030b.803.jpg@RY2@
BE&W
Sojusz z USA jest nic niewart - miał powiedzieć Sikorski
Jakub Kapiszewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu