Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Sąsiedzi Rosji boją się presji imperium

30 czerwca 2018

Aneksja Krymu zmieniła zasady gry. Od Łotwy po Uzbekistan wszyscy się ich obawiają

Aneksja Krymu, pełzająca inwazja w Zagłębiu Donieckim i powrót imperialnej retoryki w wystąpieniach Władimira Putina wywołały poważne obawy w większości państw dawnego ZSRR. Ich przywódcy obawiają się rosnącej presji Rosji, a także podgrzewania istniejących i kreowania nowych separatyzmów.

- Na Ukrainie żyją miliony rosyjskojęzycznych obywateli i Rosja zawsze będzie chronić ich interesy - tłumaczył Putin motywy przyłączenia Krymu. Moskwa zastrzega więc sobie prawo do interwencji nie tylko w obronie swoich obywateli, lecz także każdego, kto w domu mówi po rosyjsku. Ta teza została wzmocniona ustawą, na mocy której każdy nosiciel języka rosyjskiego urodzony na terenach byłego ZSRR lub carskiej Rosji (a więc także w Warszawie) ma prawo ubiegać się o paszport z dwugłowym orłem.

Także dlatego, gdy na forum ONZ głosowano nad rezolucją potępiającą Rosję za aneksję, dwie byłe republiki sowieckie poparły stanowisko Kremla: Armenia i Białoruś. Ta pierwsza nie miała innego wyjścia. Wciśnięta między wrogą Turcję a rosnący w siłę Azerbejdżan jest skazana na sojusz z Rosją. Tym bardziej że od wczesnych lat 90. Erywań okupuje część azerskiego terytorium, utrzymując separatystyczne quasi-państwo w Górskim Karabachu.

Z kolei Białoruś usiłuje zachować równowagę między oboma sąsiadami. Z jednej strony prezydent Łukaszenka deklarował we wtorek, że "będziemy razem z Rosją w najtrudniejszych sytuacjach". Z drugiej jednak jednoznacznie sprzeciwił się wymuszanej przez Kreml federalizacji Ukrainy. - W takim przypadku rękoma Ukraińców doprowadzilibyśmy do rozpadu kraju - mówił. Wcześniej Łukaszenka spotkał się z nieuznawanym przez Rosję p.o. prezydentem Ołeksandrem Turczynowem i powtarzał, że w sytuacji analogicznej do krymskiej Białorusini stanęliby do walki.

Na Białorusi pojawili się już ludzie skarżący się na ucisk osób rosyjskojęzycznych. Pomimo że język rosyjski dominuje w życiu publicznym i zawodowym, jest też używany na co dzień przez 70 proc. obywateli. Liderem Domu Rosyjskiego jest były lokalny urzędnik z Witebska Andrej Hieraszczanka, publicznie zaprzeczający samemu istnieniu narodu białoruskiego i nazywający ten kraj "kolejnym rosyjskim państwem". - Do takich ludzi trzeba podchodzić jak do dywersantów - mówił we wtorek Łukaszenka.

W wielu państwach odżyły też obawy przed podsycaniem separatyzmów. W Mołdawii chodzi już nie tylko o Naddniestrze, oderwane w 1991 r. samozwańcze państwo, w którym stacjonują rosyjscy żołnierze. Notabene ukraińskie władze informują, że z terytorium Naddniestrza do pobliskiej Odessy przenikają rosyjscy prowokatorzy, a w razie utworzenia na tych terenach postulowanej Noworosji, Naddniestrze mogłoby wejść w jej skład. Głosy domagające się odłączenia od Mołdawii w przypadku dalszych postępów w integracji z UE pojawiły się zaś w autonomicznej Gagauzji, dużym mieście Bielce i etnicznie bułgarskim rejonie Taraclia. Co więcej, tegoroczne wybory parlamentarne w Mołdawii mogą wygrać prorosyjscy komuniści.

Na Łotwie i w Estonii, choć są one bezpieczniejsze jako członkowie NATO, także w sposób zwarty żyją Rosjanie, stanowiący 1/3 mieszkańców. Obawy Łotwy wywołała np. informacja szefa parlamentarnej komisji obrony Valdisa Zatlersa, jakoby rosyjskie służby przeprowadzały sondaże na temat postaw mieszkańców w znacznej mierze rosyjskojęzycznej Łatgalii wobec wydarzeń na Krymie. By odciąć ich od kremlowskiej propagandy, Ryga zawiesiła na trzy miesiące licencję rosyjskiego kanału RTR-Płanieta.

Sytuację na Krymie uważnie śledzi graniczący z Rosją Kazachstan. - Ukraina może być przykładem tego, jak Rosja może potraktować Kazachstan przed planowanym podpisaniem traktatu o Unii Euroazjatyckiej. Prezydent Nursułtan Nazarbajew najwyraźniej się obawia, że Moskwa może użyć siły, jeśli nasi politycy będą hamować procesy integracyjne - mówił BBC politolog Tałgat Mamyrajymow. Także dlatego że północna część kraju jest w większości rosyjskojęzyczna, a etniczni Rosjanie skarżą się na nadreprezentację Kazachów w urzędach. Choć Rosjanie stanowią 22 proc. ludności, obsadzają jedynie 5 proc. państwowych etatów. - Konflikt może wybuchnąć, gdy organizacje rosyjskie przy współudziale Rosji zaczną budzić separatyzm - dodał Mamyrajymow.

Z kolei w Uzbekistanie, rządzonym twardą ręką przez Isloma Karimowa, odżywa separatyzm karakałpacki, obwiniający władze centralne o dyskryminację ekonomiczną. Karakałpakstan to zamieszkana przez 1,7 mln ludzi autonomia, w której 2/3 ludności stanowią Kazachowie i spokrewnieni z nimi Karakałpacy. "Naród Karakałpakstanu nie zgadza się z polityką reżimu Karimowa. Naród żąda zjednoczenia z Rosją" - czytamy w odezwie organizacji Naprzód! kierowanej przez Maripa Kungradskiego.

@RY1@i02/2014/079/i02.2014.079.00000070a.802.jpg@RY2@

Pięty achillesowe sąsiadów Rosji

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.