Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Silniejszy może wszystko

30 czerwca 2018

Łapówki, defraudacje, oskarżenia o współczesne niewolnictwo. Amerykańska pomoc dla Afganistanu ma także swoją ciemną stronę

Dla wielu z nich to ostatnia deska ratunku, by zarobić na utrzymanie rodziny. To zazwyczaj prości ludzie, często analfabeci - to sprawia, że stają się wyjątkowo łatwym celem oszustów. Prowadząc wielomiesięczne śledztwo w kilku krajach, dziennikarze stacji telewizyjnej Al-Dżazira America dotarli do kilkudziesięciu byłych i obecnych pracowników amerykańskich baz wojskowych w Afganistanie, którzy musieli płacić za to, by móc tam pracować.

W nepalskich i indyjskich wioskach działają naganiacze, którzy oferują pracę w bazach zarządzanych przez Amerykanów. By jednak tam się dostać, trzeba zapłacić 4 tys. dol. Chętnym obiecuje się, że będą zarabiać 1,2 tys. dol. miesięcznie - czyli inwestycja ma się zwrócić po kilku miesiącach. Jednak już w czasie podróży do Afganistanu okazywało się, że będą otrzymywać tylko po 500 dol., a na dodatek będą musieli pracować po ok. 12 godzin dziennie, i to bez dni wolnych. Dla porównania Amerykanie zatrudniani przez głównych "kontraktorów", czyli amerykańskie korporacje Fluor, Ecolog i Dyncorp, które żyją ze współpracy z wojskiem, pracują krócej i zarabiają znacznie więcej. By skusić ich do wyjazdu, stawki muszą być przecież znacznie wyższe niż w Stanach, czyli sięgać co najmniej kilku tysięcy dolarów miesięcznie.

Gdy jednak Nepalczycy czy Hindusi próbowali zatrudnić się u kogoś z wielkiej trójki na własną rękę, okazywało się to niemożliwe. - Dzieje się tak, bo osoby odpowiadające za rekrutację dostają łapówki od pośredników - przyznaje menedżer jednej z firm "kontraktorskich". Jak duża jest skala tego zjawiska, można się tylko domyślać. Ale w styczniu tego roku dla US Central Command, któremu podlegają bazy w Iraku i Afganistanie, pracowało prawie 40 tys. nie-Amerykanów, którzy nie byli obywatelami krajów, w których znajdują się bazy.

Żeby pokazać, że nie są gołosłowni, dziennikarze katarskiej stacji przeprowadzili prowokację. Podawali się za przedstawicieli firm z USA, które chcą zatrudnić pracowników do amerykańskich baz. W trakcie rozmowy jeden z naganiaczy zaproponował im płacenie 200 dol. za każdego człowieka, którego od niego wezmą. Oczywiście pod stołem.

To, że gigantyczne pieniądze, jakie amerykański podatnik wydaje na Afganistan, powinny być lepiej kontrolowane, zrozumieli także członkowie Kongresu. I powołali SIGAR, specjalnego inspektora generalnego ds. afgańskiej rekonstrukcji. Urząd ten sprawdza, czy przy okazji przepływu gotówki nie dochodzi do nieprawidłowości i ma obowiązek publikowania raportów. Co kwartał. Jest o czym czytać i pisać.

By mieć świadomość, o jak dużych pieniądzach jest mowa, trzeba przytoczyć liczby. Od 2002 r. Amerykanie wydali na pomoc dla Afganistanu ponad 100 mld dol. W czerwcu ubiegłego roku, gdy te wydatki były jeszcze o kilka miliardów mniejsze, można je było podzielić w następujący sposób: 55 mld przeznaczono na wszelkie kwestie związane z bezpieczeństwem, na szkolenie i wyposażenie afgańskich armii, policji. 25 mld dol. pochłonęła kategoria zarządzanie i rozwój, a prawie 7 mld wydano na politykę zwalczania upraw maku. Ponad 2,5 mld dol. przeznaczono na pomoc humanitarną, a 8 mld zaklasyfikowano dość enigmatycznie, jak operacje i nadzór.

Dominujący wpływ na obieg pieniądza w tym kraju mają dwa czynniki. Pierwszy - Afganistan w światowym rankingu skorumpowania przygotowywanym przez Transparency International zajął w 2012 r. trzecie miejsce od końca. Wyprzedził tylko Sudan Południowy, Koreę Północną oraz Somalię. Drugi - 68 proc. budżetu pochodzi od zewnętrznych darczyńców - głównie z USA, państw UE i wszelkiej maści fundacji. Przekładając te liczby na codzienność: tutaj nic nie da się załatwić bez łapówek. - Znam turecką fundację, która chciała w górach na północy zbudować drogę. Afgańczycy nie musieli robić nic, musieli się tylko zgodzić. Lokalna władza zażądała łapówki, a Turcy nie chcieli płacić, więc droga nie powstała - opowiada pracownik jednej z organizacji pozarządowych.

Gigantyczne pieniądze płynące na odbudowę Afganistanu, które na dodatek są na wyciągnięcie ręki, zachęcają do innych działań. Amerykańskie firmy często po prostu nie płacą afgańskim podwykonawcom. W czerwcu 2013 r. jeden z miejscowych przedsiębiorców budowlanych, by odzyskać należne mu pieniądze, groził samospaleniem przed ambasadą USA w Kabulu. Liczby mówią same za siebie: na ponad 750 skarg, które od 2009 r. wpłynęły do SIGAR, prawie 200 dotyczyło niepłacenia lokalnym przedsiębiorcom.

Do takich działań zachęca to, że wszelkie problemy w umowach pomiędzy amerykańskimi firmami a lokalnymi podwykonawcami muszą być rozstrzygane przed sądami w USA.

To sprawia, że swoich praw mogą dochodzić tylko ci, których stać na założenie sądowej sprawy. Innym problemem jest to, że umowy są konstruowane tak, by "przewaga" była po stronie amerykańskiej. W kulturze afgańskiej podpisywanych umów nie traktuje się poważnie, bo tu wszystko załatwia się na słowo. Mało więc osób parafuje kontrakty, a jeszcze mniej je czyta. Poza tym, jak niedawno opowiadał na łamach DGP Tom Rosenstock, prawnik prowadzący w Kabulu kancelarię prawną, czasem dochodzi do sytuacji, w której amerykańskie firmy nie płacą, bo po prostu nie chcą tego zrobić. - Zwyczajnie nikt ich do tego nie zmusza, a konsekwencje są żadne. Na szczęście wysłanie ponaglenia przez zachodniego prawnika może w tym wypadku zdziałać cuda - mówił.

Kolejny dowód na to, że koncerny z USA nie płacą, bo czują się bezkarne. Do firmy, która nie zapłaciła afgańskiemu podwykonawcy, SIGAR wysłał pismo informujące, że w związku z tym jej uczestnictwo w kolejnych amerykańskich przetargach może zostać zablokowane. W krótkim czasie ćwierć miliona dolarów trafiło na konto Afgańczyków.

Fragment raportu głównego inspektora: "Bazując na naszym doświadczeniu, można stwierdzić, że groźba zawieszenia możliwości udziału w przetargach to dobre narzędzie, by skłonić kontraktorów do poprawy zachowania i dotrzymywania swoich zobowiązań w stosunku do lokalnych firm". O tym, jak wyeliminować przymusową pracę i oszustwa przy zatrudnianiu, SIGAR nie pisze.

@RY1@i02/2014/066/i02.2014.066.000001800.802.jpg@RY2@

AFP/East News

Maciej Miłosz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.