Wspólny unijny rynek potrzebuje poprawek
Wyeliminowanie pojawiających się dysfunkcji nie tylko umocni Europę, ale pomoże też wynegocjować korzystne warunki umowy o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi. To jeden z najważniejszych wniosków płynących z dyskusji pt. "Rynek, ale jaki? Jak powinna wyglądać nowa strategia jednolitego rynku UE?".
W wystąpieniu wprowadzającym były premier i przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek podkreślił rolę wspólnego rynku w budowaniu tożsamości Europy. - Jesteśmy punktem odniesienia dla milionów ludzi na całym świecie. Wielu z nich przyjeżdża do nas z Azji czy Ameryki Południowej głównie po to, by dowiedzieć się, jak doszliśmy do tego, co mamy dzisiaj - przekonywał prof. Buzek. Przyznał jednak, że idea wspólnego rynku nie została wdrożona w sposób perfekcyjny. Najbardziej widocznym tego przejawem są kontrowersje wokół wspólnej waluty, jaką jest euro. - Wyobrażano sobie, że to pójdzie jeszcze dalej. Tak się nie stało. W dodatku potem okazało się, że pierwszymi krajami, które złamały reguły stabilności i wzrostu, były Francja i Niemcy - przypomniał.
W ramach dalszej budowy wspólnego rynku UE priorytetowo traktowane są dwie sfery: wspólny rynek cyfrowy oraz energetyczny. Jerzy Buzek przypomniał, że w ostatnim czasie jednym z największych sukcesów unijnych decydentów było przyjęcie pakietu telekomunikacyjnego, wskutek czego już od przyszłego roku zaczną znikać opłaty za roaming. Na koniec dodał, że dalsza budowa wspólnego rynku będzie konieczna z uwagi na zabezpieczenie interesów Europy także na zewnątrz. - Nie wyjdziemy na czysto z kryzysu, nie poradzimy sobie w negocjacjach ze Stanami Zjednoczonymi dotyczącymi umowy o wolnym handlu, jeśli nie wzmocnimy filarów wspólnego rynku - przypomniał prof. Buzek.
Roland Freudenstein, zastępca dyrektora ds. naukowych z Wilfried Martens Centre for European Studies, zwrócił uwagę, że w ostatnich tygodniach - w związku z falą uchodźców pukających do drzwi Europy - pod dużym znakiem zapytania stanęła jedna z największych wartości wspólnego rynku, czyli swobodny przepływ osób.
Tomasz Husak, szef gabinetu komisarz ds. rynku wewnętrznego, przemysłu, przedsiębiorczości i MSP, dodał kolejne trzy problemy trapiące jednolity rynek. Pierwszy to brak wzajemności uznawania kwalifikacji i przepisów prawa w różnych krajach członkowskich, co znacznie utrudnia podejmowanie transgranicznej działalności gospodarczej. Drugi problem to brak chęci wśród przedsiębiorców do podejmowania ryzyka inwestycji w innym kraju. Trzeci problem związany jest z dyskryminacją konsumenta. W tym kontekście Tomasz Husak przypomniał sprawę biletów do Eurodisneylandu. - Park rozrywki prowadził politykę różnicowania cen biletów w zależności od narodowości. Oczywiście nie jest możliwe ustalenie jednolitej ceny, bo o tym decydują czynniki ekonomiczne. Ale tu o cenie biletu decydował numer IP lub pochodzenie klienta - zwrócił uwagę.
Wojciech Szpil, prezes zarządu Totalizatora Sportowego, wskazał na problem online gamblingu, czyli hazardu internetowego. Wspólny rynek może doprowadzić do jeszcze większego upowszechnienia tej formy hazardu. - Profity generowane przez narodowe loterie są przeznaczane w dużej części na sport, kulturę czy edukację. Wszystkich 70 loterii narodowych w Europie generuje ok. 76 mld euro rocznie, z czego 25 mld trafia właśnie na te cele. Jeśli online gambling będzie się umacniał, przejmie sporą część tych przychodów i w konsekwencji pieniądze nie trafią do ludzi, których staramy się wspierać - przestrzegł Wojciech Szpil. Dodał, że narodowe loterie są gotowe wspierać unijnych decydentów w wypracowywaniu właściwych rozwiązań dotyczących tej branży.
Wspólny rynek jest istotny także z punktu widzenia umowy transatlantyckiej o wolnym handlu (TTIP), nad którą Europa pracuje ze Stanami Zjednoczonymi. Zależność jest prosta - im silniejszy rynek UE, tym korzystniejsze warunki tej umowy będziemy mogli wynegocjować. - Umowa oznaczałaby ustanowienie standardu euroamerykańskiego, który byłby dominujący w świecie - dodał Tomasz Husak.
Wojciech Szpil przypomniał, że przy negocjacjach umowy TTIP trzeba pamiętać o specyfice polskich przedsiębiorstw. - Nie mamy firm o zasięgu globalnym. Jesteśmy państwem poddostawców dla dużych, zagranicznych firm. TTIP musi prowadzić do globalizacji naszych przedsiębiorstw. Takich już jest coraz więcej, wystarczy wspomnieć o firmach Inglot czy Wielton - powiedział Wojciech Szpil.
W trakcie dyskusji pojawiło się pytanie, czy wspólny rynek nie sprzyja największym graczom, takim jak Niemcy. Zdaniem panelistów to nie jest usprawiedliwiona teza. - W lipcu KE podjęła działania wobec krajów, które nie przestrzegają reguł europejskich - zwrócił uwagę Tomasz Husak.
Otwarcie na przepływ towarów i usług to największy dorobek Unii, chociaż wymaga dopracowania
Tomasz Żółciak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu