My chcemy nudy
Wybory w USA nie były manichejskim starciem dobra ze złem. Nominowany dwa razy do nagrody Emmy i doskonale poruszający się we współczesnych mediach Donald Trump nie jest kąpiącym się w kiczu prostakiem, który wieczorami nakłada na głowę uszyty przez Melanię kaptur Ku Klux Klanu. Była szefowa Departamentu Stanu Hillary Clinton nie jest z kolei doświadczonym w dyplomacji światowcem, który miłuje pałacowe intrygi i wie, jak skutecznie sprawować władzę. Byliśmy raczej świadkami starcia świata Walta Kowalskiego z "Gran Torino" w reżyserii Clinta Eastwooda z wielkomiejskim światkiem Penelope Longstreet z "Rzezi" Romana Polańskiego. Dwóch Ameryk, które mówią ze swoim charakterystycznym akcentem. Mają swoje trupy w szafie. Wady i przywary. Z tych dwóch światów dla nas lepsza jest mieszczańska Ameryka zakłamania i póz opisana przez Polańskiego. Czyli Stany Clinton. Takie USA są w swojej nudzie przewidywalne. W nich największym dramatem może być wrzucenie w gniewie służbowego smartfona do wazonu z wodą. "Gran Torino" kończy się znacznie bardziej tragicznie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.