Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Sojusz przesuwa się na Wschód

1 lipca 2018

OBRONNOŚĆ Moskwę rozdrażniły decyzje podjęte w Warszawie. Symbolicznie wschodnia flanka została już wzmocniona. Zdefiniowanie realnej siły czterech batalionów jeszcze przed nami

Warszawski szczyt Paktu Północnoatlantyckiego potwierdził zapowiadane decyzje o wysłaniu czterech bojowych batalionów, które zostaną rozmieszczone w Polsce, na Litwie, Łotwie i w Estonii. Wielonarodowe oddziały powinny być gotowe na początku 2017 r. Choć mają być zdolne do samodzielnych działań, to oficjalnie nikt nie powiedział, w co dokładnie będą uzbrojone.

- Diabeł tkwi w szczegółach. Więcej będziemy wiedzieć, gdy dowiemy się, w co będą wyposażone te jednostki. Liczę, że będą miały duże możliwości rozpoznania, by zminimalizować ryzyko niespodziewanego ataku. Pytanie, czy będą dysponować obroną przeciwlotniczą. I czy będą miały odpowiednie uzbrojenie przeciwpancerne, by koszt ewentualnej agresji był faktycznie duży - zastanawia się Ian Brzezinski, analityk z Atlantic Council. - To, w co będą uzbrojone te grupy batalionowe, zadecyduje, czy będą stanowić realny środek odstraszania. Władimir Putin może potraktować wystawienie słabo uzbrojonych oddziałów jako oznakę słabości i zacząć kwestionować ich wiarygodność - tłumaczy ekspert.

O tym, co przyjedzie do naszego regionu, powinniśmy się dowiedzieć w najbliższych tygodniach. Warto też pamiętać, że w przyszłym roku Polska stanie się głównym miejscem stacjonowania amerykańskiej brygady pancernej.

Rosyjska reakcja na szczyt NATO w Warszawie była przewidywalna. - Mówienie o zagrożeniu ze strony Rosji w sytuacji, gdy w środku Europy giną dziesiątki, a na Bliskim Wschodzie - setki ludzi dziennie, jest absurdem. Trzeba być kompletnie krótkowzroczną organizacją, aby w ten sposób stawiać akcenty - komentował rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, choć zarazem pochwalił sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga za "racjonalne elementy", czyli słowa o konieczności podtrzymania kontaktów Sojuszu z Rosją.

W komunikacie po zakończeniu szczytu rosyjski MSZ pisze, że NATO "zajmuje się powstrzymywaniem nieistniejącego rosyjskiego zagrożenia" oraz o "niespotykanej dotychczas aktywności militarnej państw NATO przy rosyjskich granicach". Zwraca uwagę, że "militarystyczna polityka NATO spowoduje nieodwracalne pogorszenie stosunków z Rosją, a także osłabienie istniejącego systemu bezpieczeństwa w Europie.

W środę ma się odbyć posiedzenie rady NATO-Rosja, na którym przedstawiciele Aliansu z pewnością usłyszą wiele gorzkich oskarżeń. Moskwa dała już do zrozumienia w stanowisku swojego MSZ, że będzie się na tym spotkaniu domagać wyjaśnień.

W komunikacie końcowym warszawskiego szczytu Rosję wymieniono 58 razy i w większości przypadków towarzyszyły temu takie frazy, jak "ograniczenie stabilności i bezpieczeństwa", "agresywne działania" i "odpowiedzialność za łamanie praw człowieka". Jednocześnie jednak zapewniono, że "Sojusz nie szuka konfrontacji ani nie stwarza zagrożenia dla Rosji".

O tym, że Moskwa jest najpoważniejszym zagrożeniem dla stabilności w tej części Europy, mówiło w Warszawie wielu polityków i urzędników. Więcej niż jeszcze kilka lat temu. Dowodem na zmianę stosunku wobec Rosji jest choćby decyzja o rozmieszczeniu w Europie Środkowej czterech zachodnich batalionów. Decyzja, której nie zdołały zablokować państwa takie, jak Francja czy Włochy, uważane za najbardziej przyjazne wobec Rosji z dużych członków Sojuszu.

Ta zmiana to kolejny skutek szoku, jaki zapanował po aneksji Krymu i rozpaleniu konfliktu w Zagłębiu Donieckim. Stąd Ukrainie spośród wszystkich państw spoza NATO poświęcono podczas szczytu najwięcej czasu. Do Warszawy z Kijowa przyleciała mocna delegacja z prezydentem, szefami resortów dyplomacji i obrony oraz wicepremierem ds. integracji euroatlantyckiej na czele.

Ukraińcy mogą się pochwalić poważnym sukcesem: NATO wspomoże ich pakietem wsparcia, opiewającym na kilkaset milionów dolarów. - NATO praktycznie da nam tyle, ile będzie w stanie efektywnie wydać - mówił szef MSZ Pawło Klimkin. Pieniądze mają pójść na 40 różnych programów, od modernizacji armii do rozminowania Donbasu.

- Oczekujemy też od państw zachodnich przedłużenia sankcji wobec Rosji. Nie zniknęła przecież przyczyna, dla której zostały wprowadzone. Rosjanie okupują Krym. Dla nas to kwestia życia i śmierci, bo sytuacja Tatarów krymskich jest dziś gorsza niż w czasach ZSRR - mówi poseł Mustafa Dżemilew, pełnomocnik prezydenta Ukrainy ds. Tatarów krymskich.

W czasie spotkania przywódców państw NATO dyskutowano też o finansach. - Dwa lata temu na szczycie w Newport zobowiązywaliśmy się zacząć wydawać więcej - mówił Jens Stoltenberg. - Musimy tę tendencję podtrzymać - uczulał. 2016 r. ma być pierwszym od 2009 rokiem, kiedy to wydatki państw Sojuszu na obronność rosną, a nie spadają. Jednak dziś tylko pięć z 28 państw wydaje na wojsko zalecane przez Sojusz 2 proc. PKB. Z tego co najmniej 20 proc. budżetu na sprzęt przeznacza tylko dziesięć państw. Polska w ubiegłym roku spełniła oba te warunki. W tym roku wydanie 2 proc. PKB jest praktycznie niemożliwe, bo wymagałoby zrealizowania budżetu resortu obrony narodowej w 100 proc., a to w ostatnich dziesięciu latach nie udało się ani razu.

@RY1@i02/2016/132/i02.2016.132.00000020a.802.jpg@RY2@

TOMASZ URBANEK/EAST NEWS

O tym, że Moskwa jest najpoważniejszym zagrożeniem dla stabilności w tej części Europy, mówili niemal wszyscy politycy, którzy przylecieli do Warszawy

Maciej Miłosz

Michał Potocki

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.