Amerykańskie paradoksy brytyjskich dylematów
Z pozoru cała Ameryka jest przerażona perspektywą Brexitu. Barack Obama nawet pogroził palcem, że ewentualne wyjście Zjednoczonego Królestwa z Unii ustawi je na końcu kolejki w nadchodzących rundach negocjacji o liberalizacji handlu i znoszeniu pozostałych barier w relacjach transatlantyckich. I z surowością satrapy przestrzegł, żeby Brytyjczycy sami nie spekulowali, czy Stany Zjednoczone będą ich w tej sytuacji ratować, bo to zależy głównie od niego samego. Zasugerował też, że nie mogą na wiele liczyć. Potem nieco z tonu spuścił, zastępując kij marchewką, i przekonywał głosujących 23 czerwca, że w kupie raźniej i lepiej jest im iść ramię w ramię z Brukselą przy ewentualnym negocjowaniu jakichkolwiek umów ekonomicznej natury w przyszłości.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.