Czasem trzeba się cofnąć, by pokonać przeszkody
PATRONAT W Sopocie padły ważne pytania o przyszłość Polski, Europy i wspólnej waluty
Nagromadzenie się sytuacji kryzysowych, tj. niepewna sytuacja na wschodniej Ukrainie, kryzys migracyjny, problemy z greckim zadłużeniem, powracające pytania o przyszłość wspólnej waluty, perspektywa zbliżającego się referendum członkowskiego w Wielkiej Brytanii, a także fala eurosceptycyzmu przetaczająca się przez różne kraje europejskie. W jaki sposób Unia powinna poradzić sobie z tymi i innymi problemami, próbowano odpowiedzieć w dniu inauguracji Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie.
- Unia Europejska jest w kiepskim stanie, a odpowiada za to kumulacja kryzysów - przyznał były minister spraw zagranicznych Niemiec Joschka Fischer. Polityk zwrócił jednocześnie uwagę, że najpoważniejszym zagrożeniem dla Wspólnoty w perspektywie krótkoterminowej jest zwycięstwo zwolenników opuszczenia Unii Europejskiej w przyszłotygodniowym referendum w Wielkiej Brytanii. Zdaniem Fischera Brexit przede wszystkim zaszkodzi wizerunkowi Unii, prezentując ją jako organizację wewnętrznie podzieloną. - Zwolennicy wyjścia Wielkiej Brytanii z UE mówią, że odzyskają kontrolę nad granicami swojego kraju. Ale Brexit nie zmieni geografii - stwierdził polityk. Nie bez znaczenia jest również to, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej byłoby po myśli obecnej administracji Kremla. W perspektywie długoterminowej za największe zagrożenie uznał powrót nacjonalizmu. Rozwiązaniem jest dalsze zacieśnianie integracji; w przeciwnym razie Unii grozi rozpad. - Utrzymywanie obecnego stanu tylko przyspieszy dezintegrację - przestrzegał Fischer. Z tą diagnozą nie zgodził się Jan Krzysztof Bielecki. Były premier Polski zwrócił uwagę, że społeczeństwa europejskie zdają się coraz częściej odrzucać ideę "coraz bliższej Unii". - Tak wynika z wielu sondaży, a przecież Unia nie będzie przekonywać ludzi, że jednak chcą ściślejszej integracji - mówił Bielecki.
Padło także pytanie o przyszłość wspólnej waluty. Stanowczo w tym względzie wypowiedziała się Brigitte Granville, dyrektor Centrum Badań nad Globalizacją na londyńskim Uniwersytecie Królowej Marii. Jej zdaniem wspólną walutę trzeba porzucić, ponieważ stanowi fundamentalne zagrożenie dla istnienia Wspólnoty Europejskiej.
Ekonomistka przypomniała, że wprowadzenie wspólnej waluty odbiera krajom możliwość prowadzenia suwerennej polityki monetarnej i - celem podniesienia konkurencyjności - zmusza do przeprowadzania wewnętrznej dewaluacji, której jednym z elementów jest obniżenie kosztów pracy. Zdaniem Granville to jednak jest niemożliwe bez jednoczesnego zapewnienia wzrostu gospodarczego w krajach, w których sektor państwowy stanowi ok. połowy gospodarki, tak jak we Francji i we Włoszech (o co trudniej, gdy nie kontroluje się polityki monetarnej). W przeciwnym razie prowadzi to do masowych protestów społecznych, a w efekcie uderza także w samą ideę wspólnej Europy.
- Jest takie francuskie powiedzenie, że czasem trzeba się cofnąć, żeby można było pokonać przeszkody - mówiła Brigitte Granville. Wskazała również na nierówność w traktowaniu zamożnych i niezamożnych krajów na forum unijnym; jej zdaniem tym pierwszym pozwala się na naginanie fiskalnych reguł obowiązujących w Unii, tym drugim - jak Grecji - nie daje się marginesu swobody.
Nie zgodził się z tym Klaus Regling stojący na czele Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego - jednej z instytucji powołanej po kryzysie zadłużeniowym. Jego zdaniem po kryzysie w Unii podjęto gigantyczny wysiłek na rzecz umocnienia wspólnej waluty, a warunki, na jakich Grecja obecnie pożycza pieniądze, sprawiają, że mimo gigantycznego zadłużenia koszt obsługi długu jest dla rządu w Atenach niższy niż przed bailoutami, ponieważ Grecy otrzymują teraz pieniądze na znacznie korzystniejszych warunkach.
W kwestii przyszłości Polski w Europie wicepremier Morawiecki stwierdził, że musimy bardziej dbać o własne interesy. Zdaniem ministra rozwoju pójdziemy w ten sposób w ślady najsilniejszych krajów unijnych, które robią to już od dawna. Premier zwrócił uwagę na szwankujące europejskie prawo antymonopolowe, przez które polskie Fakro od ponad dekady nie jest w stanie wymusić zaprzestania monopolistycznych praktyk przez Velux.
- 25 lat temu trzy fundamentalne swobody UE - przepływu osób, kapitału i towarów - doskonale funkcjonowały, ale szwankowała czwarta - swoboda przepływu usług. Ćwierć wieku później jesteśmy w tym samym punkcie. A więc działają te swobody, które najbardziej służą krajom rozwiniętym, a ta, która najbardziej przydałaby się nam, nie działa. Różnice w Europie nie zachodzą podług kryteriów geograficznych: północ-południe, wschód-zachód, ale między rynkami wschodzącymi a rozwiniętymi. Kiedy tylko staliśmy się potęgą transportową, nagle pojawiły się takie rozwiązania jak wprowadzenie płacy minimalnej w Niemczech czy dyrektywa o pracownikach delegowanych - mówił premier. Jego zdaniem jedynym antidotum jest budowa sektorów wysokomarżowych, a jedną z metod jest wymuszanie swobody przepływu usług w tych branżach, w których jesteśmy najmocniejsi.
- Wspólna Europa jest ideą, która zrodziła się na gruzach kontynentu doświadczonego przez dwie wojny światowe. To owoc doświadczeń pokoleń, które przeżyły te konflikty, a potem doświadczyły kolejnej, tym razem zimnej wojny. To idea, dzięki której przestaliśmy walczyć ze sobą - powiedział na zakończenie Fischer.
Różnice w Europie nie zachodzą według kryteriów geograficznych
@RY1@i02/2016/113/i02.2016.113.000001400.805.jpg@RY2@
europejski kongres finansowy
Luigi Lovaglio, prezes Pekao, jeden z uczestników debaty "Jaka przyszłość Europy"
@RY1@i02/2016/113/i02.2016.113.000001400.806.jpg@RY2@
Jakub Kapiszewski
@RY1@i02/2016/113/i02.2016.113.000001400.807.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu