Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Teraz Daesh przejmuje Libię

30 czerwca 2018

Jeśli islamiści będą kontrolować wybrzeże Morza Śródziemnego, kryzys migracyjny jeszcze się pogłębi

Coraz więcej jest sygnałów, że Państwo Islamskie próbuje przenieść swoją główną działalność do pogrążonej w wojnie domowej Libii. Dla Europy byłby to jeszcze większy problem niż upadek Syrii, jednak na razie brakuje chętnych do interwencji zbrojnej.

Według Pentagonu prowadzone w Syrii i Iraku operacje międzynarodowej koalicji przeciw Państwu Islamskiemu wbrew pozorom przynoszą efekty. W pierwszym z tych krajów organizacja straciła ok. 20 proc. terytorium, które kontrolowała rok temu, w drugim - nawet 40 proc. Wskutek bombardowań instalacji naftowych zmniejszyły się jej dochody z eksportu ropy, czego skutkiem jest zmniejszenie nawet o połowę żołdu wypłacanego bojownikom. Sama ich liczba też spadła. Opublikowany w zeszłym tygodniu raport amerykańskiego wywiadu wskazuje, że w Syrii i Iraku jest ich do 25 tys., podczas gdy w 2014 r. liczba ta dochodziła do 31 tys.

Nie ma jednak zbyt wielu powodów do zadowolenia, bo równocześnie zwiększa się obecność Państwa Islamskiego w Libii. Amerykański wywiad szacuje, że w szeregach tej organizacji walczy tam już ok. 6 tys. osób, co oznacza, że łączna liczba jej bojowników praktycznie się nie zmieniła, zaś w związku z trudnościami w przedostaniu się do Syrii i Iraku to właśnie północnoafrykański kraj stał się głównym celem potencjalnych dżihadystów. Od pewnego czasu pojawiają się doniesienia, że przywódca Państwa Islamskiego Abu Bakr al-Baghdadi w ostatnich miesiącach wysłał do Libii głównych dowódców, a być może również sam się tam przeniósł.

Z punktu widzenia Państwa Islamskiego taki ruch miałby sens. Libia jest krajem upadłym w jeszcze większym stopniu niż Syria i Irak, a w przeciwieństwie do sytuacji w Syrii żadne z mocarstw nie jest zainteresowane losem żadnego z lokalnych przywódców. Co więcej - Libia znajduje się bliżej Europy. Pierwszym przyczółkiem Państwa Islamskiego było tu portowe miasto Darna we wschodniej części kraju, które bojownicy deklarujący lojalność wobec tej organizacji zajęli w październiku 2014 r. Później miejscowi mudżahedini odbili część miasta i obecnie nikt go nie kontroluje w całości.

Tymczasem Państwo Islamskie zdobyło na początku zeszłego roku Syrtę - jeden z głównych libijskich portów, w pobliżu którego urodził się i zginął były libijski przywódca Muammar Kaddafi - i obecnie kontroluje 250-kilometrowy odcinek wybrzeża nad zatoką Wielka Syrta. Na sięgającym kilkadziesiąt kilometrów w głąb lądu terytorium znajdują się złoża ropy naftowej, zatem główne źródło finansowania organizacji może zostać utrzymane, choć sprzedawanie surowca będzie trochę trudniejsze.

Co ważne, trwająca w Syrii wojna domowa daje duże możliwości rozszerzania wpływów. Wschodnią i południową część kraju kontroluje uznawany przez większość krajów, w tym Zachód, rząd wyłoniony w wyborach w 2014 r. Północno-zachodnią - alternatywne władze powołane przez przegranych, których dominującą siłą jest Bractwo Muzułmańskie. Biorąc pod uwagę doniesienia o rosnącej liczbie bojowników Państwa Islamskiego w Libii, można się spodziewać, że to ono w najbliższym czasie będzie zyskiwało terytorialnie. Liczbę osób, które wyjechały z Libii walczyć w szeregach organizacji Al-Baghdadiego, szacuje się na ok. 600, czyli znacznie mniej niż z sąsiedniej Tunezji. Nie wynika to jednak z braku potencjalnego poparcia dla dżihadu, lecz z tego, że potencjalni bojownicy wojnę mieli u siebie, bo od czasu obalenia Kaddafiego w 2011 r. walki w Libii toczą się praktycznie nieustannie.

Umocnienie się Państwa Islamskiego w Libii jest niebezpieczne dla Europy w kontekście kryzysu migracyjnego. O ile uchodźcy z Syrii czy Iraku, zanim przedostaną się do Europy, muszą pokonać terytorium Turcji, o tyle Libię oddziela od południowych skrawków Włoch tylko niespełna 200 km Morza Śródziemnego, a tamten szlak przerzutowy jeszcze kilka miesięcy temu był najczęściej wybierany. Łatwo sobie wyobrazić scenariusz, że Państwo Islamskie będzie masowo wysyłać do Europy imigrantów z całej Afryki, pobierając od nich opłaty, a pomiędzy nimi umieszczać swoich bojowników. Na razie jednak bardziej od Europy zaniepokojone sytuacją są Stany Zjednoczone.

@RY1@i02/2016/027/i02.2016.027.00000150a.802.jpg@RY2@

AP

Wojna domowa sprzyja ISIS w poszerzaniu stanu posiadania

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.