Unijne show w klasycznym wydaniu
J eszcze zanim szefowie państw i rządów usiedli w poniedziałek do rozmów o obsadzie najważniejszych stanowisk w UE, wiadomo było, że nie zostaną podjęte wiążące decyzje. Dlaczego? Ponieważ szczyt miał charakter nieformalny i jak każdy tego typu nie zakończy się przyjęciem wiążących prawnie konkluzji, a zazwyczaj oświadczeniami przywódców. Niewiadomą było jednak to, czy cztery nazwiska krążące w przestrzeni publicznej od co najmniej kilku dni, a w większości przypadków kilku tygodni, zostaną ogłoszone przed formalną już rundą rozmów. Zdecydowano, że nie zostaną ogłoszone, a obecny szef Rady Europejskiej Charles Michel poinformował, że nie ma porozumienia.
Nieoficjalnym powodem wymienianym w brukselskich kuluarach jest rzekome podzielenie kadencji szefa Rady Europejskiej na dwie 2,5-roczne, w wyniku czego po pierwszej połowie kandydata socjalistów António Costę miałby zastąpić nominat Europejskiej Partii Ludowej. Po pierwsze, kadencja była dzielona już w przeszłości, o czym boleśnie przekonało się Prawo i Sprawiedliwość, wystawiając bez żadnego trybu i procedury kontrkandydata dla Donalda Tuska. Po drugie, socjaliści nie mają zbyt dobrych kart, żeby licytować cokolwiek więcej, niż zaproponuje im EPP. Osiągnęli gorszy wynik niż pięć lat temu, a ich najważniejsi liderzy – Olaf Scholz czy premier Hiszpanii Pedro Sánchez – przegrali wybory w swoich krajach.
Właściwie wydarzyło się to, co zawsze w UE – przeciąganie stanowisk negocjacyjnych jako standardowa procedura podejmowania decyzji, a nie realnej budowy nowego porządku. Jeśli po poniedziałkowym nieformalnym szczycie miałbym obstawić, jaki będzie ostateczny podział, to w pełni utrzymałbym ten zaproponowany przez głównych negocjatorów – Ursula von der Leyen jako szefowa Komisji, Roberta Metsola jako przewodnicząca Parlamentu Europejskiego przez pół kadencji, Kaja Kallas pokieruje unijną dyplomacją, a António Costa – Radą Europejską. Kwestia tego, czy funkcja szefa Rady zostanie podzielona na dwie kadencje, jest tutaj zupełnie wtórna i nie sądzę, żeby EPP kruszyło o nią kopie. Nie oznacza ona jakiegokolwiek realnego wpływu na unijną legislację, a jako funkcja bardziej reprezentacyjna stanowi raczej symboliczne ukoronowanie kariery. Co istotne, w wyniku poniedziałkowych rozmów nie zostały wyłonione jakiekolwiek inne kandydatury niż te wskazane wyżej, a część liderów, w tym spoza obozu EPP Olaf Scholz czy Emmanuel Macron, publicznie poparła taki porządek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.