Targi o eurofundusze w cieniu wyborów
Negocjacje unijnego budżetu na lata 2021–2027 skończą się najwcześniej wiosną 2020 r. Co nie przeszkadza partiom już dziś „zarządzać” pieniędzmi
Zbliżające się eurowybory i zmiany, które nastąpią w składzie Komisji Europejskiej, mocno komplikują proces negocjowania kształtu przyszłej unijnej perspektywy finansowej. – Nie wiemy, jak wyglądać będzie układanka w Parlamencie Europejskim i Komisji po wyborach. Może być tak, że ustalenia zawarte teraz, za miesiąc czy dwa będą już nieaktualne – wskazuje jeden z rządowych urzędników, biorący udział w negocjacjach z KE. Przykładowo, już udało nam się wywalczyć, że z funduszy unijnych będzie można finansować infrastrukturę gazową w Polsce. – Ale tu PE wyraził już negatywne stanowisko, zwłaszcza socjaldemokraci. Nie wiadomo więc, co europarlament powie po wyborach, zwłaszcza jeśli dojdzie do jakichś zmian w „grupie trzymającej władzę” – tłumaczy nasz rozmówca.
Jak mówi Janusz Lewandowski, były komisarz UE ds. budżetu i programowania finansowego oraz kandydat Koalicji Europejskiej w tegorocznych wyborach w okręgu pomorskim, w UE rządzi zasada, że „nic nie jest bud żetowo uzgodnione, dopóki wszystko nie jest uzgodnione”. – Warto zabiegać o cząstkowe uzgodnienia, ale potwierdzeniem tego wszystkiego będą dopiero ostatecznie zatwierdzone wieloletnie ramy finansowe. Na razie wszystkie państwa pozycjonują się przed wyborami, chcą pokazać swoim społeczeństwom, że walczą o jak najlepszy budżet. KE nie jest dziś rozgrywającym, występuje w roli „uczciwego maklera”, który sprzyja porozumieniu między rządami. Istotniejszy jest skład Parlamentu Europejskiego, w którym po wyborach może pojawić się więcej sił eurosceptycznych, dążących do przycinania budżetu Unii – twierdzi Lewandowski.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.