Neverending brexit
Powiedzmy sobie szczerze: to nie skończy się prędko. A być może nie skończy się nigdy
W ostatnią niedzielę na ulice Londynu wyszło milion Brytyjczyków. Chociaż domagali się wycofania wniosku o wystąpienie z Unii Europejskiej, to wielu przy okazji chciało dać upust swojej frustracji wynikającej ze sposobu, w jaki ich reprezentanci zajmują się brexitem. Jeden z transparentów głosił więc, że „nagle dziwne kobiety leżące w jeziorze i rozdające miecze wydają się dobrym pomysłem”.
Jest to oczywiście aluzja do jednej z początkowych scen filmu „Monty Python i święty Graal”, w którym król Artur – namaszczony do władania Anglią przez Panią Jeziora, która wręczyła mu miecz Excalibur – dowiaduje się od napotkanego wieśniaka, że dziwne kobiety leżące w jeziorze i rozdające miecze nie mogą stanowić rozsądnej legitymacji dla władzy.
Na marginesie: nie tylko Brytyjczycy sięgają po twórczość Monty Pythona do skomentowania bieżącej sytuacji politycznej nad Tamizą. Niedawno zrobił to także szef holenderskiego rządu Mark Rutte, który porównał premier Theresę May do Czarnego Rycerza – innej postaci ze „Świętego Graala” – który pomimo utraty wszystkich kończyn chce walczyć, utrzymując, że odniósł tylko „powierzchowną ranę”.
Gdyby mieszkańcy Zjednoczonego Królestwa chcieli wyjść na ulicę w ten weekend, to bez wątpienia frustracja byłaby jeszcze większa. W środę wieczorem zawiodła bowiem kolejna próba wyjścia z politycznego impasu wokół brexitu. Tym razem podjął ją parlament, który odbył głosowanie nad ośmioma różnymi opcjami związanymi z wyjściem z Unii Europejskiej, w tym unią celną z Brukselą i drugim referendum.
Gdy podliczono głosy, okazało się, że żadna z opcji nie zdobyła większości głosów, co dziennik „The Guardian” skwitował z przekąsem na pierwszej stronie: „Parlament wreszcie się wypowiedział. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie”.
O ile nie stanie się cud – o czym później – to na chwilę obecną najbardziej prawdopodobne jest, że Wielka Brytania nie pożegna się z Unią Europejską ani 12 kwietnia, ani 22 maja, ani nawet w tym roku. Z brexitem po prostu przyjdzie nam żyć jak z nastolatkiem, który miał wyjechać na studia, ale nie dostał się na uczelnię, więc teraz jeszcze rok posiedzi w domu.
Problem polega na tym, że Brytyjczycy znaleźli się w sytuacji, z której nie ma prostego wyjścia. Co więcej, większość z dyskutowanych nad Tamizą wariantów wymaga czasu, czyli przedłużenia członkostwa Zjednoczonego Królestwa we Wspólnocie na więcej niż do końca maja – i nie gwarantuje sukcesu.
Weźmy chociażby zmianę na stanowisku premiera, o czym pogłoski zaczęły krążyć w ostatni weekend i co zapowiedziała już zresztą premier Theresa May. Nawet jeśli szefowa brytyjskiego rządu stała się dla niektórych członków swojej partii symbolem porażki, jaką jest brexit, to pozbycie się jej z Downing Street 10 nic nie zmieni. Następca, bez względu na to, czy zostanie nim euroentuzjasta, czy eurosceptyk, będzie miał dokładnie taki sam orzech do zgryzienia i stanie wobec tego samego składu Izby Gmin.
Niewiele wniesie również rozpisanie nowych wyborów. Nie ma bowiem gwarancji, że gdyby Brytyjczycy jeszcze raz udali się do urn, wyłoniliby Izbę Gmin w radykalnie odmiennej konfiguracji. Sondaże nie wskazują bowiem, żeby notowania głównych partii radykalnie się zmieniły. Widoków na uformowanie silnej większości więc nie ma, a do tego w Westminsterze zasiedliby w dużej mierze ci sami ludzie. Wniosek? Nie tędy droga.
Powrót do stołu negocjacyjnego z Brukselą? Oprócz tego, że wymagałoby to przyzwolenia ze strony liderów pozostałych państw unijnych, to efektywnie cofnęłoby cały proces brexitu do punktu zero – momentu kilka chwil po ogłoszeniu wyników referendum – i wymagałoby znacznego przedłużenia członkostwa w Unii Europejskiej, czyli przynajmniej do końca 2019 r., a najpewniej jeszcze dłużej.
Wiele wskazuje jednak na to, że takie rozwiązanie może być konieczne. Brexit jest bowiem kwestią zbyt polaryzującą brytyjską politykę, aby wyjście z tego impasu było proste. Parlament chce, żeby Wielka Brytania rozstała się z Unią Europejską – w środę przepadł z kretesem wariant, w którym posłowie wyrzuciliby do kosza wniosek o pożegnanie ze Wspólnotą, gdyby miało dojść do twardego brexitu. Jednocześnie posłowie nie chcą twardego brexitu – co po raz kolejny potwierdzili w środę – czyli wyjścia bez żadnej umowy z Brukselą. Nie podoba im się natomiast jedyna umowa, jaką się im przedkłada. Jeden z konserwatywnych posłów nazwał ją nawet podczas debaty w Westminsterze wypolerowanym klockiem.
Alternatywą oczywiście jest kolejne referendum. Wydaje się, że im dłużej trwa impas nad Tamizą, tym bardziej prawdopodobne, że posłowie jednak zdecydują się po raz kolejny zwrócić do obywateli. Bezsensowny jest argument, że drugi plebiscyt stanowiłby oznakę braku szacunku dla wyniku pierwszego. Decyzję bowiem podejmuje się na podstawie posiadanej wiedzy, a w obecnej sytuacji zarówno politycy, jak i obywatele są bogatsi o prawie trzy lata brexitowej debaty. W środę wieczorem wariant z organizacją drugiego referendum był drugim pod względem ilości głosów „za”.
Dalsze przedłużenie oznacza jednak konieczność organizacji kolejnych eurowyborów, na co niezwykle alergicznie reagują eurosceptycy – a także premier May. W debacie brexitowej nie ma jednak czerwonych linii nie do przeskoczenia; wystarczy przypomnieć sobie, jak torpedowali porozumienie May eurosceptyczni torysi z Jacobem Reesem-Moggiem na czele. Dzisiaj mówią, że bardzo chętnie poprą umowę, byle tylko już wyjść z Unii.
Z tym też związany jest wspomniany już cud, czyli głosowanie w piątek w parlamencie po raz trzeci nad porozumieniem wyjściowym (co w momencie oddawania do druku tekstu nie było pewne i wokół czego trwała przepychanka między rządem a spikerem Izby Gmin). Jeśli przerażeni wizją oddalającego się brexitu torysi (oraz unioniści z Irlandii Północnej) staną murem za dokumentem, wtedy dalszy plan gry znacząco się uprości: Wielka Brytania zakończy swoje członkostwo w Unii Europejskiej 22 maja – i wkrótce mieszkające w jeziorach kobiety z mieczami przestaną jawić się jako rozsądna alternatywa dla sposobu wyłaniania rządów. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu