NATO na to nic. Polska także nie
Donald Trump wezwał Sojusz do zwiększenia obecności na Bliskim Wschodzie. Polskie zaangażowanie, jeśli się zwiększy, to na pewno nie szybko
– Poproszę NATO, by bardziej się zaangażowało w proces bliskowschodni – zapowiedział prezydent USA w swoim przemówieniu po irańskim ataku rakietowym na bazy wojskowe w Iraku. Jeszcze tego samego dnia walczący o reelekcję polityk zadzwonił do Jensa Stoltenberga, sekretarza Sojuszu. W oficjalnym komunikacie organizacji można przeczytać, że politycy „rozmawiali o sytuacji w regionie i roli NATO. (…) Zgodzili się również, że Sojusz może bardziej działać na rzecz regionalnej stabilności i walki z międzynarodowym terroryzmem”. Mają oni pozostać w „bliskim kontakcie” w tej sprawie.
Słowa Trumpa wywołały pewne zdziwienie, ponieważ wcześniej ten komunikat nie był przekazany Kwaterze Głównej organizacji w Brukseli. Tak więc sojusznicy niejako dowiedzieli się o tym z prasy. – Trump ma niewielką wiarygodność, gdy prosi NATO o zrobienie czegoś więcej, ponieważ przez lata krytykował tę organizację – stwierdził Erik Brattberg, dyrektor Carnegie Endowment for International Peace w czwartkowej wypowiedzi dla Defense News. – Podczas gdy niektórzy przywódcy NATO, jak francuski prezydent Emmanuel Macron, wzywają do wzmocnienia roli NATO na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, pozostali są sceptyczni. Podczas ostatniego spotkania NATO w Londynie przywódcy jasno powiedzieli, że ich głównym celem jest powstrzymanie Rosji, a nie rozmieszczenie na Bliskim Wschodzie – tłumaczył analityk. To widać m.in. poprzez wzmacnianie wschodniej flanki i utworzenie sojuszniczych batalionowych grup bojowych w Polsce i w każdym z krajów bałtyckich.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.