Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bliski Wschód

Netanjahu opiera się naciskom Zachodu

19 marca 2024
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

I zraelskiemu premierowi Binjaminowi Netanjahu nie spodobały się sugestie Amerykanów, że powinien zorganizować przedterminowe wybory parlamentarne. Chuck Schumer, lider demokratycznej większości w Senacie i jeden z najbliższych sojuszników Izraela, stwierdził w ubiegłym tygodniu, że dalsze rządy „Bibiego” są główną przeszkodą na drodze do osiągnięcia pokoju na Bliskim Wschodzie. Wsparli go inni kluczowi przedstawiciele amerykańskiej administracji, w tym Joe Biden. – Schumer wygłosił dobre przemówienie. Wyraził poważne obawy, które podziela wielu Amerykanów – powiedział prezydent podczas spotkania z premierem Irlandii Leo Varadkarem. Z kolei była przewodnicząca Izby Reprezentantów Nancy Pelosi dodała, że wypowiedź senatora była „aktem odwagi i miłości do Izraela”.

Na odpowiedź Netanjahu nie trzeba było długo czekać. W niedzielę na antenie CNN przekonywał, że większość obywateli sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu. – Izraelczycy rozumieją, że decydując się na przeprowadzenie wyborów teraz, przed zakończeniem wojny, doprowadzilibyśmy do co najmniej sześciomiesięcznego paraliżu. To znaczy, że przegralibyśmy walkę w Gazie – komentował. Amerykanie usłyszeli też, że Izraelczycy popierają politykę kierowanego przez Netanjahu rządu. W takiej sytuacji – zdaniem „Bibiego” – jakiekolwiek głosowanie nie miałoby sensu. Słowa Netanjahu trudno jednak traktować poważnie. Tylko w miniony weekend na ulicach całego kraju – w Hajfie, Jerozolimie czy Tel Awiwie – demonstrowały tysiące Izraelczyków, domagając się właśnie przyspieszonych wyborów. Blokowanie autostrad i wysłuchiwanie emocjonujących przemów członków rodzin przetrzymywanych w Strefie Gazy zakładników stało się w ostatnich miesiącach nieodłącznym elementem izraelskiego krajobrazu politycznego.

Antyrządowy ruch rośnie w siłę. – Gdziekolwiek spojrzeć, panuje chaos. To wynik polityki rządu. Chaos stał się jego główną polityką – powiedziała Towa Szeleg, organizatorka protestu w Jerozolimie. Niezadowolenie widać także w sondażach. Gdyby wybory odbyły się dziś, Netanjahu straciłby władzę. Z badania przeprowadzonego w ubiegłym tygodniu przez ośrodek Lazar wynika, że kierowany przez niego Likud mógłby liczyć na 18 proc. głosów, a Zjednoczenie Narodowe Beniego Ganca – na 36 proc. W roli premiera „Bibiego” widziałoby 34 proc. społeczeństwa, zaś postrzeganego jako centrystę Ganca – 47 proc. Słowa Amerykanów można odczytywać jako element dodatkowej presji na Netanjahu, by odciągnąć go od pomysłu wejścia do Rafah, położonej na granicy z Egiptem miejscowości, w której przebywa ponad 1,4 mln palestyńskich uchodźców wewnętrznych. Na razie jednak premier utrzymuje, że presja międzynarodowa nie powstrzyma Izraela przed realizacją jego celów. – Ci, którzy mówią, że nie dojdzie do operacji w Rafah, to ci sami ludzie, którzy mówili, że nie wejdziemy do Gazy czy Chan Junus i nie wznowimy walk po listopadowej przerwie – komentował Netanjahu.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.