Brytyjczycy czwartej fali się nie kłaniają
Chociaż pandemia nad Tamizą przybiera na sile, to rząd nie schodzi z kursu na pełne zniesienie obostrzeń. Inne kraje działają bardziej ostrożnie
Kiedy w październiku ub.r. w Wielkiej Brytanii wykrywano ponad 20 tys. infekcji koronawirusem dziennie, premier Boris Johnson zarządził czterotygodniowy lockdown. Teraz po drugiej stronie kanału La Manche każdej doby wykrywa się prawie 30 tys. zakażeń, ale mowa jest wyłącznie o tym, żeby 19 lipca znieść resztę obowiązujących obostrzeń (w Wielkiej Brytanii każda część Zjednoczonego Królestwa prowadzi w tym zakresie politykę na własną rękę).
Różnica między październikiem ubiegłego roku a lipcem bieżącego jest jedna: szczepionki. Pierwszą dawkę preparatu otrzymało przynajmniej 45,4 mln osób – 86 proc. pełnoletnich mieszkańców Wielkiej Brytanii (34 mln jest już po drugiej). Ochrona, jaką zapewniły, jest widoczna w danych ze szpitali. W styczniu, w szczycie trzeciej fali (październikowa, czyli druga, była słabsza), w placówkach w samej Anglii pacjenci chorzy na COVID-19 zajmowali prawie 35 tys. łóżek. Mechanicznej wentylacji wymagała jedna dziesiąta z nich.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.