Jak Orbán z antykomunisty stał się sojusznikiem Putina? Była członkini zarządu Fideszu wyjaśnia
Otwarcie na Wschód miało zwiększyć pole manewru Budapesztu i wzmocnić jego pozycję w relacjach międzynarodowych. W praktyce oznaczało zbliżenie nie tylko z Rosją, ale również z Turcją i Chinami.
– Jeśli uwierzymy we własną siłę, jesteśmy w stanie położyć kres komunistycznej dyktaturze (…). Jeśli będziemy wystarczająco zdeterminowani, możemy zmusić partię rządzącą do przeprowadzenia wolnych wyborów – mówił w 1989 r. 26-letni, dobrze zapowiadający się polityk Viktor Orbán.
Niecałe cztery dekady później premier nie tylko regularnie blokuje unijne sankcje wobec Rosji po jej napaści na Ukrainę oraz wstrzymuje wielomiliardowe pożyczki na dozbrojenie Kijowa, lecz także zaczął przekonywać, że Bruksela stanowi dla Węgier większe zagrożenie niż Moskwa. Jego minister spraw zagranicznych, Péter Szijjártó, według doniesień medialnych miał zaś przekazywać poufne informacje o współpracy w ramach Unii Europejskiej nieoficjalnymi kanałami do Kremla.
Uzależnieni od Rosji
– Orbán nigdy nie przedstawia Rosji jako przyjaciela. Zawsze mówi o niej jako o koniecznym partnerze biznesowym ze względu na relacje energetyczne – podkreśla Zsuzsanna Szelényi, dyrektorka Instytutu Demokracji na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim.
Węgry znacząco zwiększyły swoją zależność od rosyjskiej ropy od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, mimo wysiłków UE zmierzających do ograniczenia importu rosyjskich paliw kopalnych. Z raportu Center for the Study of Democracy (CSD) wynika, że w 2025 r. rosyjska ropa odpowiadała już za 93 proc. importu tego surowca na Węgrzech, podczas gdy w 2021 r. było to 61 proc.
Określając Węgry jako „ostatnią twierdzę zależności od rosyjskiej energii” w Europie, raport wskazuje, że rząd Orbána celowo pogłębił tę zależność, mimo prób UE odejścia od rosyjskich surowców. Analiza potwierdza, że zależność Węgier od rosyjskiej ropy, gazu i paliwa jądrowego ma charakter strukturalny i jest podtrzymywana przez szczególne regulacje prawne, długoterminowe kontrakty, bodźce komercyjne oraz powiązane politycznie sieci biznesowe.
– Orbán dokonał znaczącej zmiany w swoim podejściu do Rosji – mówi Szelényi, która w pierwszych latach działalności Fideszu zasiadała w jego zarządzie. Kiedy w 1990 r. odbyły się pierwsze wolne wybory na Węgrzech, Orbán i Szelényi znaleźli się wśród 22 członków Fideszu — wówczas liberalno-centrowej grupy antykomunistycznych studentów i intelektualistów — wybranych do Zgromadzenia Narodowego. Z partii odeszła cztery lata później, gdy ugrupowanie zmieniło swoją orientację z liberalnej na konserwatywną. – Orbán budował poparcie, zdobywając wyborców po prawej stronie sceny politycznej. Gdy w latach 90. Fidesz przesunął się z pozycji liberalnych na prawicowe, węgierska prawica była nawet bardziej antyrosyjska niż reszta sceny politycznej – dodaje.
Polityk wyraźnie antyrosyjski
Po 2002 r., kiedy Fidesz przegrał wybory, uzyskując 32,28 proc. głosów, nic nie wskazywało na to, że porażka skłoni Orbána do zmiany narracji.– Jeszcze w 2008 r., jako polityk opozycji, wygłaszał bardzo mocne przemówienia, tłumacząc, dlaczego Węgrzy nigdy nie powinni ufać Moskwie – mówi Szelényi. Podkreślał, że Rosja jest w istocie „imperium, które zawsze próbuje podporządkować sobie sąsiednie kraje”. – Te wystąpienia były naprawdę znakomite. Orbán był wówczas wyraźnie antyrosyjski – wspomina Szelényi.
Do zmiany doszło na krótko przed tym, jak ponownie został premierem w 2010 r. - Doszło wówczas do spotkania z Władimirem Putinem i resetu relacji - wskazuje Szelényi. W listopadzie 2009 r. Orbán, będący faworytem nadchodzących wyborów, spotkał się z rosyjskim przywódcą w Sankt Petersburgu. - Nikt jednak nie wie, co dokładnie się wtedy wydarzyło, to pozostaje tajemnicą. Ale widać wyraźnie, że od tego momentu Orbán zaczął mówić o Rosji zupełnie innym tonem - dodaje.
Przełomowym momentem okazał się 2014 r., kiedy Orbán podpisał z Kremlem umowę dotyczącą ogromnej pożyczki na rozbudowę elektrowni jądrowej Paks II. Porozumienie to oznaczało nie tylko pogłębienie zależności od Moskwy, lecz także początek ideologicznego zbliżenia. Zaledwie sześć miesięcy później premier przedstawił koncepcję budowy „nieliberalnego państwa”, opartego na wartościach narodowych i chrześcijańskich, wskazując Rosję Władimira Putina jako jeden z punktów odniesienia.
Węgry w centrum
Na tę zmianę w polityce Orbána zwraca uwagę również węgierski portal śledczy Direkt36. Już w 2018 r. jego dziennikarze, powołując się na rozmowy z ponad trzydziestoma osobami posiadającymi wiedzę o działaniach premiera, pisali, że lider Fideszu miał tłumaczyć współpracownikom zacieśnianie relacji z Rosją chęcią wzmocnienia pozycji Węgier na arenie międzynarodowej. „Uważa, że węgierska gospodarka może na tym skorzystać, a kraj zyska lepszą pozycję negocjacyjną wobec państw zachodnich. Według osób z jego otoczenia Orbán lubi poruszać się wśród wpływowych przywódców i manewrować między nimi. Postrzega węgierską politykę jako nudną i jest przekonany o własnych wyjątkowych zdolnościach politycznych” - czytamy.
W podobny sposób jego działania komentuje Szelényi. Przed 2010 r. punktem odniesienia węgierskiej polityki zagranicznej były Waszyngton, Bruksela i Berlin. W takim układzie – jak tłumaczy – Węgry pozostawały na peryferiach procesu decyzyjnego.
Nowa koncepcja wprowadzona przez Orbána zakładała zmianę tej perspektywy. Punktem odniesienia miały stać się Berlin, Moskwa i Ankara. – W tej narracji Węgry przestawały być peryferiami, a zaczynały jawić się jako państwo położone „w centrum” różnych osi geopolitycznych – opowiada.
„Otwarcie na Wschód” miało więc – według tej logiki – zwiększyć pole manewru Budapesztu i wzmocnić jego pozycję w relacjach międzynarodowych. W praktyce oznaczało zbliżenie nie tylko z Rosją, ale również z Turcją i Chinami, a w kolejnych latach także pogłębianie kontaktów z innymi państwami spoza tradycyjnego kręgu zachodniego”.
Co więcej — jak pisał w 2018 r. portal Direkt36 — wydarzenia ostatnich kilku lat sugerują, że Orbán postrzegał poprawę relacji z Rosją jako rozwiązanie niemal wszystkich swoich problemów, w tym konfliktu z Zachodem oraz walki o władzę z różnymi wpływowymi postaciami na Węgrzech. „Uważał, że właściwa relacja z Rosją może być odpowiedzią na zestaw problemów gospodarczych i politycznych, z którymi się mierzył” — powiedziało źródło bliskie węgierskiemu premierowi.
Dlatego Péter Magyar, szef opozycyjnej partii Tisza, określił niedzielne wybory parlamentarne jako „referendum” dotyczące miejsca Węgier w świecie: to jego zdaniem wybór między określaną przez Orbána „nieliberalną” ścieżką, sprzymierzoną z Putinem, a ponowną integracją z Unią Europejską i Zachodem. - Nie chcemy zwykłej zmiany rządu, ale prawdziwej zmiany systemu - powiedział Magyar podczas jednego z wieców.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu