Katalończycy zastąpili Real na szczycie tabeli
Wojna światów - tak jedna z hiszpańskich gazet zapowiadała spotkanie Barcelony z Realem Madryt. Dziennikarze trafili w dziesiatkę. To nie był zwykły mecz, ale wojna minimalnie wygrana przez klub z Katalonii.
Przed meczem Iker Casillas zauważył, że jeszcze nigdy, odkąd gra w Realu, jego drużyna nie mogła się równać z Barceloną bardziej niż teraz. Miał rację. Przynajmniej jeśli chodzi o pierwszą połowę wczorajszego spotkania: posiadanie piłki niemal po równo, dobre sytuacje tak samo, w końcu wynik także remisowy. Real pokazał, że nie jest zespołem gorszym niż Barca i w takim samym stopniu jak Katalończycy zasługuje na zachwyty.
Pierwsi zaatakowali właśnie goście. W 20. minucie Kaka znakomicie podał w polu karnym do Cristiano Ronaldo, ale gwiazdor Realu z 10 metrów nie potrafił pokonać Victora Valdeza. Chwilę później po akcji tych samych zawodników przed szansą zdobycia gola stanął Marcelo, ale w ostatniej chwili jego anemiczną próbę strzału zablokował niezawodny Carles Puyol. Barcelona poważnie potraktowała te zagrożenia. Najlepszym sposobem na uniknięcie ataków Blancos okazało się przejście do ofensywy. Sygnał do ataku dał Leo Messi, który nie zważał na to, że niemal w każdej akcji był niemiłosiernie poniewierany przez rywali. Argentyńczyk konsekwentnie próbował zakoczyć Casillasa. Bramkarz Realu wychodził z tych pojedynków zwycięsko. Podobnie jak ze starcia z Thierrym Henrym.
Ibrahimović robi różnicę
Pep Guardiola przygotował jednak dla rywali niemiłą niespodziankę. W 50. minucie meczu wprowadził na boisko zawodnika, który sprawił, że mecz nagle przestał być równy. Zawodnikiem tym był Zlatan Ibrahimović. Reprezentant Szwecji zmienił Henry’ego i od tego momentu gospodarze zaczęli zdobywać przewagę. O wyniku Gran Derbi przesądziła akcja w 53. minucie. Dani Alves popisał się genialnym, 30-metrowym podaniem z prawego skrzydła na środek pola karnego. Tam czekał Ibrahimović, który tylko dostawił nogę i Casillas mógł odprowadzić piłkę wzrokiem do siatki.
W 62. minucie z boiska wyleciał Sergio Busquets i gospodarze w najważniejszym meczu sezonu musieli sobie radzić w dziesiątkę.
Stracona szansa Messiego
Manuel Pellegrini wprowadził na boisko dwóch wspaniałych i wypoczętych napastników - Karima Benzemę i Raula. Ich pojawienie się niewiele jednak pomogło. Dwie świetne sytuacje zmarnował Benzema i rozpaczliwe próby ataku w wykonaniu Realu nie przyniosły rezultatów.
W 88. minucie bohaterem mógł zostać Messi. Alves znów idealnie podał i Argentyńczyk znalazł się w sytuacji sam na sam z Casillasem. Bramkarz Realu wspaniale jednak obronił.
Messi mógł tym strzałem udokumentować, że jest najlepszym piłkarzem na świecie. Wszystko wskazuje bowiem na to, że jutro w Paryżu to właśnie Argentyńczyk odbierze Złotą Piłkę magazynu France Football. Wczoraj nie postawił jednak kropki nad i. W ostatniej minucie z boiska wyleciał także Diarra i Real też kończył mecz w dziesiątkę.
Real stracił pierwsze miejsce w tabeli Primera Division. Barcelona ma teraz nad nim dwa punkty przewagi, które Królewskim będzie bardzo trudno odrobić.
@RY1@i02/2009/233/i02.2009.233.000.0017.001.jpg@RY2@
Zlatan Ibrahimović w 53. minucie meczu przesądził o wygranej Barcelony 1:0
AP
Artur Szczepanik
artur.szczepanik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu