Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Do więzienia za Myszkę Miki

27 czerwca 2018

Rosyjska sztuka pod ostrzałem cenzury politycznej i religijnej

Nowosybirsk, poranek 15 maja tego roku. Artem Łoskutow, 22-letni artysta performer i student, odbiera telefon. Ktoś z sekcji zapobiegania ekstremizmowi ministerstwa spraw wewnętrznych grzecznie, lecz stanowczo zaprasza na rozmowę w miejscowym oddziale MSW. Artem odpowiada: "Nie, dziękuję". Wieczorem tego samego dnia zostaje aresztowany przez jednostkę antyterrorystyczną. Łoskutow miał przy sobie 11 gramów marihuany - brzmi oficjalny zarzut. Artysta zaprzecza. Na torebce brak jego odcisków palców, śladów narkotyku śledczy nie znajdują też ani na ubraniu, ani dłoniach. - To była prowokacja - mówi Dziennikowi Gazecie Prawnej Łoskutow, znany z happeningów, w których krytykuje władze. - W dzisiejszej Rosji jakikolwiek polityczny przekaz, nawet cytat: "Praw nie dają, prawa się bierze", z Maksyma Gorkiego, może zostać potraktowany jako ekstremizm. Za hasła: "Gdzie ja niby jestem?", "Chcę wrócić na Marsa", "Świnie też są ludźmi", można trafić do więzienia - tłumaczy artysta.

W październiku odbyły się już trzy sądowe rozprawy, w czasie których zeznawali świadkowie oskarżenia. Kolejna odbędzie się 17 listopada. Sprawa Łoskutowa postawiła świat rosyjskiej sztuki na nogi. Powstała nawet strona internetowa, na której można śledzić przebieg wydarzeń. Przypadek Łoskutowa nie jest odosobniony.

Sztuka w Rosji coraz częściej jest dziś na cenzurowanym. Wystarczy, że artysta wypowiada się przeciw władzy, Cerkwi lub porusza drażliwe wątki obyczajowe. Za pokazanie pracy przedstawiającej ludzi modlących się przed wizerunkiem Myszki Miki zamiast Jezusa kuratorzy trafili przed sąd w Moskwie. Andriej Jerofiejew oraz Jurij Samodurow zorganizowali w 2007 r. wystawę "Zakazana sztuka - 2006", na której pokazali 20 dzieł, które zostały usunięte z innych rosyjskich wystaw. Nacjonalistyczna organizacja Narodowy Synod natychmiast zarzuciła im podburzanie do religijnej nienawiści. Podczas jednej z rozpraw zeznawał ortodoksyjny pop, który nazwał Jerofiejewa "sługą szatana".

Samodurow ma już na koncie wyrok skazujący go na 100 tys. rubli grzywny za wystawę "Uwaga! Religia!" z 2005 r. Sąd uznał, że ekspozycja obraziła uczucia prawosławnych wiernych. Jerofiejew z kolei został w zeszłym roku zwolniony z Galerii Tretiakowskiej za to, że próbował pokazać wystawę "Polityczna sztuka w Rosji od 1972 roku do współczesności" we Francji. Ostro zaprotestował wtedy minister kultury Aleksander Sokołow, który nazwał ją "wstydem dla Rosji", po czym osobiście namówił Władimira Putina, by interweniował u Nicolasa Sarkozy’ego. Wystawa nie trafiła nad Sekwanę.

Nie idzie o cenzurę, która oficjalnie nie istnieje, lecz zaangażowanie w sprawy sztuki polityków i wykorzystanie kruczków prawnych. - Sztuka w Rosji jest dziś mniej wolna niż w latach 90., choć znacznie bardziej niż za czasów ZSRR - twierdzi w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną Matthew Bown, specjalista od współczesnej wschodnioeuropejskiej sztuki, właściciel berlińskiej Matthew Bown Gallery oraz strony Izo.com. - Artyści i galerie zaczynają stosować autocenzurę.

Kłopoty twórców wynikają często z niejasnych układów polityczno-biznesowych. W kwietniu mer Moskwy Jurij Łużkow pozwał o zniesławienie 52-letniego artystę Germana Winogradowa. Poszło o anagram imienia i nazwiska mera, które w języku rosyjskim da się ułożyć w słowa "zręczny oszust". Takie hasło miało się pojawić podczas manifestacji pod Centralnym Domem Artystów. To jedna z ważniejszych instytucji sztuki w Moskwie, tam mieści się m.in. oddział sztuki XX w. Galerii Tretiakowskiej. Problem w tym, że na miejscu CDA Jelena Baturina, najbogatsza kobieta Rosji, a zarazem żona Łużkowa, chce wybudować centrum handlowo-usługowe, luksusowe apartamenty i hotel. Muzeum miałoby stanowić mały dodatek do eleganckiego kompleksu. Zgodę na budowę wydał oczywiście Łużkow. Germana Winogradowa na manifestacji nie było, ale hasło "Łużkow jest zręcznym oszustem" zostało na transparencie podpisane jego nazwiskiem. To wystarczyło, aby pozwać artystę.

- Ostatnie wydarzenia potwierdzają istnienie praktyk zastraszania środowiska artystycznego. A wciąż pamiętamy, co oznacza pobyt w rosyjskim więzieniu, warunki od czasów Gułagu nie zmieniły się znacząco. Nic dziwnego, że niewiele osób chce się narażać - mówi nam Awdiej Ter-Oganian. Jego sprawa była pierwszą głośną historią cenzurowanego artysty w latach 90. i zakończyła dekadę artystycznej wolności w Rosji. Ter-Oganian za użycie w swoich kolażach prawosławnych ikon został oskarżony o "prowokowanie religijnego napięcia". Uciekł z Rosji w 1998 r., gdy jeszcze trwał proces, i poprosił o azyl w Czechach. Podobnie wyglądała sprawa Olega Mawromattiego, który zwykł w ramach swoich performance’ów dokonywać samoukrzyżowania. Wyjechał do Bułgarii. W obu przypadkach zaocznie wydano wyroki skazujące. - Oczywiście chciałbym wrócić do Rosji. Ale perspektywa więzienia jest tam dziś bardziej realna niż 10 lat temu. W najbliższej przyszłości na pewno nie wybieram się w kierunku Moskwy - mówi Ter-Oganian.

Małe szanse na wygranie z rosyjskim wymiarem sprawiedliwości mają członkowie grupy Wojna. Podpadli zarówno władzy, jak i prawosławnej Cerkwi. W zeszłym roku Oleg Worotnikow, jeden z liderów grupy, przebrał się w sutannę, a na głowę założył policyjną czapkę. W takim uniformie wszedł do supermarketu. Załadował wózek do pełna, po czym wyszedł ze sklepu, nie płacąc za żaden z artykułów. Nikt go nie zatrzymał. Nikt nie zawiadomił policji. Chwilę później Wojna zaatakowała jeszcze mocniej. W jednej z sal moskiewskiego Muzeum Biologii w przeddzień wyborów prezydenckich odbył się happening "Pieprz swojego następcę, misiu". Miś to oczywiście prezydent Dmitrij Miedwiediew, który został na stanowisku premiera zastąpiony przez Władimira Putina. Worotnikow i spółka rozebrali się i zaczęli uprawiać seks. Wykonane przez nich wtedy zdjęcia są dziś najmocniejszym dowodem oskarżenia. I raczej nie pomoże im poparcie Andrieja Monastyrskiego, legendy rosyjskiej awangardy, który oświadczył: "Gdyby nie Wojna, współczesna rosyjska sztuka byłaby okropna i prowincjonalna".

Co na to sami artyści? Artem Łoskutow za każdym razem, gdy nadchodzi dzień rozprawy, przygotowuje performance. Jak mówi, aby uatrakcyjnić proces. Przedostatnim razem, 12 października, zaczął od wysłanego do mediów oświadczenia, że sąd w Nowosybirsku zamierza zamienić w centrum sztuki nowoczesnej i z tej okazji przed rozprawą wyda uroczysty obiad. Na inaugurację wydarzenia hałaśliwie odegrano na saksofonie rosyjski hymn. Później częstowano sokami i pączkami. Łoskutow przyniósł portret Dzierżyńskiego, bo jego imię postanowiono nadać nowemu centrum sztuki. Na finał zaprezentował show poświęcony funkcjonariuszom, którzy go zatrzymali i rzekomo mieli znaleźć narkotyki. - Władze bardzo obawiają się rozgłosu, a wszystko, co teraz robię, robię w celu nagłośnienia sprawy. Myślę, że dlatego nie wsadzą mnie do więzienia - mówi Łoskurow.

@RY1@i02/2009/222/i02.2009.222.186.0011.101.jpg@RY2@

Rosyjscy artyści Kotienok, Oleg Worotnikow i Piotr Werziłow podczas happeningu w moskiewskiej galerii Winzawod, 2008 r.

Reuters/Forum

Max Fuzowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.