Stracił kolczyki, może stracić szacunek
Słynny Diego Maradona jest w poważnych kłopotach. Start prowadzonej przez niego reprezentacji Argentyny w przyszłorocznych finałach mistrzostw świata w RPA stoi pod dużym znakiem zapytania, w kraju rośnie krytyka pod adresem selekcjonera, a dodatkowo "Boski Diego" od lat jest na celowniku włoskiej policji podatkowej, co kilka dni temu odczuł na własnej skórze.
W ubiegłym tygodniu Maradona przyjechał do ekskluzywnego uzdrowiska w Merano w północnej części Włoch w poszukiwaniu ciszy i spokoju. Chciał choć na kilka dni oderwać się od nieciekawej rzeczywistości i zrelaksować się przed czekającymi go decydującymi meczami reprezentacji, a także poddać kuracji odchudzającej. Wybór miejsca wypoczynku okazał się jednak bardzo nietrafiony. Były gwiazdor wróci do kraju bez pary diamentowych kolczyków o wartości 4 tys. euro, które zostały zarekwirowane przez policję na poczet niezapłaconych podatków. Według komendy policji podatkowej w Bolzano Maradona sam wręczył funkcjonariuszom biżuterię, gdy tego od niego zażądano.
Według włoskich organów fiskalnych Maradona jest im winny prawie 37 mln euro. Dług pochodzi z czasów gry Argentyńczyka w SSC Napoli, a dotyczy niezapłaconych podatków. Według prawnika piłkarza miały być one uiszczone przez klub, ponieważ widniejąca w kontrakcie kwota oznacza zarobki netto. Z tą interpretacją nie zgodził się w 2005 roku włoski sąd, który orzekł, że zaległości musi uregulować Maradona. Rok wcześniej klub, którego prezesem był Corrado Ferlaino, ogłosił bankructwo, co dodatkowo pogorszyło pozycję "Boskiego Diego" w procesie.
Z tego powodu każde pojawienie się byłego wirtuoza w Italii może skończyć się podobnie jak wizyta w Merano - nieplanowaną wizytą policji podatkowej i stratami materialnymi. Cztery lata temu Maradonie udało się podpisać niewiarygodnie wysoki kontrakt z włoską telewizją w programie "Tańczące gwiazdy", ale publiczności nie dane było długo nacieszyć się widokiem tanecznych talentów piłkarza. Po nagraniu zaledwie trzech odcinków show policja zajęła honorarium Argentyńczyka, który w tej sytuacji stracił motywację do udziału w programie. Tym bardziej że przeszło mu koło nosa 3 mln euro. Rok później policja odebrała Maradonie dwa zegarki marki Rolex o łącznej wartości 30 tys. euro, gdy pojawił się pod Neapolem na zwołanej przez siebie konferencji prasowej. "Boski Diego" został namierzony też na pożegnalnym meczu jego przyjaciela Ciro Ferrary, obecnego trenera Juventusu Turyn.
Wygląda na to, że spłacając długi w taki sposób, 48-letni gwiazdor zacznie unikać wizyt we Włoszech.
Jednak Maradona ma do spłacenia także poważny dług we własnym kraju. Kiedy obejmował reprezentację Argentyny, mógł liczyć na ogromne wsparcie ze strony kibiców i dziennikarzy. Kredyt zaufania, jakim został obdarzony, jest jednak na wyczerpaniu, a przyczyniły się do tego niedawne porażki z Boliwią, Ekwadorem, Brazylią i Paragwajem w eliminacjach do mistrzostw świata 2010. Po pierwsze bardzo poważnie zmniejszyły one szanse Argentyny na awans do afrykańskiego mundialu, a dodatkowo w Buenos Aires każda przegrana z Canarinhos jest traktowana w kategoriach klęski narodowej i totalnego upokorzenia. W mediach zaczęto dyskutować na temat ewentualnego odsunięcia Maradony od obowiązków selekcjonera. Pojawiły się spekulacje, że ratować kadrę mógłby Carlos Bilardo, były selekcjoner, a obecnie dyrektor sportowy reprezentacji.
Na krytykę Diego pozwolił sobie nawet jeden z piłkarzy grających w jego drużynie, przywrócony do reprezentacji właśnie przez obecnego selekcjonera Juan Sebastian Veron. - Mamy świetnych zawodników, ale trener nie stworzył prawdziwego zespołu. Mam nadzieję, że mimo wszystko nam się uda - powiedział 34-letni napastnik Argentyny i Estudiantes już wówczas, gdy Maradona wyjechał do Włoch.
Wcześniej coś podobnego zostałoby uznane za bluźnierstwo. "Boski Diego" wciąż jest bowiem w swoim kraju otoczony czymś w rodzaju kultu. Ten kult zostanie poddany ostatecznemu egzaminowi w październiku. Wtedy bowiem Argentyńczycy, którzy obecnie zajmują piąte, barażowe miejsce, rozegrają swoje dwa ostatnie mecze eliminacyjne z Peru i Urugwajem. O ile Peruwiańczycy są outsiderem grupy południowoamerykańskiej, o tyle Urugwaj znajduje się w tabeli tuż za ekipą Maradony. Jeśli pokona ją w Montevideo, a wcześniej upora się z Ekwadorem, to Argentyna nie zagra w finałach mistrzostw świata.
Co by to oznaczało dla kraju, który od 1970 roku nie opuścił ani jednego mistrzowskiego turnieju, który dwa razy sięgał po tytuł i w którym piłka jest niemal religią, nie trzeba tłumaczyć. Tym bardziej że zespół "Boskiego Diego" jest przepełniony gwiazdami największego światowego formatu, z Leo Messim na czele. Brakuje co najwyżej megagwiazdy, jaką był sam Maradona, ale takie rodzą się raz na sto lat.
W Diego i powrót dobrej passy wciąż wierzy jednak prezes argentyńskiej federacji futbolowej Julio Grondona. Broni nie składają też piłkarze. - Jesteśmy w trudnej sytuacji, ale wszystko zależy od nas - uważa Veron.
Maradona jest jednak pod wielką presją i ani na chwilę nie może o tym zapomnieć.
@RY1@i02/2009/185/i02.2009.185.000.019a.101.jpg@RY2@
AP
Diego Maradona po przegranym meczu z Paragwajem
Katarzyna Koziarz
korespondencja z Rzymu
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu