Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Niemcy ściągają specjalistów

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

ZA ODRĄ PRZESTALI SIĘ BAĆ napływu taniej siły roboczej ze Wschodu i wzrostu bezrobocia. Na problemy ze znalezieniem pracowników narzeka aż 70 proc. niemieckich przedsiębiorców. Najbardziej potrzebni są informatycy

Minister nauki Anette Schavan przedstawiła w ub. tygodniu projekt ustawy likwidującej bariery w uznawaniu w Niemczech zagranicznych dyplomów. To odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie na specjalistów w przededniu otwarcia się niemieckiego rynku pracy.

Brak fachowców najgłośniej artykułuje sektor IT - druga po przemyśle maszynowym branża za Odrą, która zatrudnia 843 tys. osób.

- Mamy 28 tys. wolnych etatów. 11,2 tys. w firmach komputerowych i 16,8 tys. w branżach pokrewnych, które potrzebują informatyków - ogłosił szef branżowego zrzeszenia Bitcom August Wilhelm Scheer.

Branżowcy biją na alarm, bo liczba zleceń dla sektora nowych niemieckich technologii rośnie, ale nie ma ich kto realizować. - Giganci tacy jak SAP czy Software AG wysysają wszystkich specjalistów, a reszta się dusi - alarmuje Scheer.

Podobnie jest w innych sektorach. We wrześniu minister gospodarki Rainer Bruederle mówił, że niemieckie firmy na pniu zatrudniłyby nawet 30 tys. inżynierów, a według raportu Niemieckiej Izby Przemysłu i Handlu na problemy ze znalezieniem pracowników narzeka aż 70 proc. niemieckich przedsiębiorstw. To popyt tylko na pracowników wysoko wykwalifikowanych, do których należy doliczyć nawet 100 tys. osób potrzebnych w branży opiekuńczej czy sanitarnej.

- Ta tendencja będzie się pogłębiać, bo jest związana ze starzeniem się społeczeństwa - mówi nam Alexander Herzog Stein, ekonomista z kolońskiej Fundacji Hans Boecklera.

Jak dowodzą w najnowszym raporcie Gerd Zika i Johann Fuchs z Norymberskiego Instytutu Badań nad Rynkiem Pracy (IAB), w ciągu najbliższych 15 lat rezerwuar niemieckiej siły roboczej spadnie z 44,8 mln do 41,1 mln.

- Aby wyrównać te niedobory, imigracja netto musi podnieść się do 300 - 400 tys. rocznie - szacują. Problem jednak w tym, że obecnie jest ona ujemna. W 2009 r. Niemcy opuściło o 13 tys. ludzi więcej, niż się tam osiedliło.

Z analizy szwajcarskiego Instytutu Prognoz wynika, że do 2015 r. tylko w Bawarii, niemieckim centrum nowych technologii, potrzebnych będzie ok. 500 tys. nowych pracowników. Z kolei w Berlinie w ciągu najbliższych 5 lat tylko w branży produkcyjno-transportowej potrzebnych będzie 14 tys. inżynierów, 7 tys. matematyków i 15 tys. prawników. Do walki o pracowników już szykują się też portowy Hamburg, finansowy Frankfurt czy Stuttgart.

Ułatwienia w uznawaniu zagranicznych dyplomów mają dotyczyć przede wszystkim szkół inżynierskich, wydziałów nauk ścisłych i medycznych. Dokument przewiduje, że niemieckie urzędy będą miały maksymalnie 3 miesiące na rozpatrzenie wniosku o nostryfikację. Prawo ma być gotowe w styczniu 2011. Berlin liczy, że w ten sposób pozyska nawet 300 tys. specjalistów, którzy już w Niemczech są, ale z powodu przeszkód biurokratycznych nie mogą pracować.

Kwitną też oddolne inicjatywy. W Hamburgu ruszyło niedawno centrum kompetencyjne Elbcampus. Będzie dostosowywać umiejętności przybyszów do niemieckiego rynku pracy.

Szanse na skorzystanie z niemieckiego boomu mają Polacy. Emigracja nie będzie jednak przypominać wielkiej 2-milionowej fali, jaka w 2004 r. zalała Wyspy Brytyjskie. Polscy eksperci szacują, że za Odrę wyjedzie co najwyżej 400 tys. ludzi. Główną barierą jest nieznajomość języka.

@RY1@i02/2010/208/i02.2010.208.000.004a.001.jpg@RY2@

Fot. Bloomberg

Tylko w Bawarii, niemieckim centrum technologii, potrzebnych będzie pół miliona pracowników

Rafał Woś

rafal.wos@infor.pl

agencja pracy Work Express w Katowicach

Oceniając realistycznie, do końca roku wyjedzie nie więcej niż 200 tys. osób. Potencjalnie ta liczba podskoczy do 400 tys. Za Odrę będzie nas pchał mocno zakorzeniony w umysłach polskich pracowników stereotyp dobrego solidnego niemieckiego pracodawcy. Zwłaszcza w zestawieniu z niezbyt dobrą renomą, jaką cieszą się rodzimi pracodawcy.

Pierwszym kryterium będzie znajomość języka. Wielu czeka w związku z tym spory szok. Po drugie, Niemcy szukają dziś kogoś więcej niż tylko gastarbeitera, który przyjedzie, zrobi swoje i wróci. Liczą już na pewną gotowość do wtopienia się w tamtejszą kulturę i ewentualnie pozostania na stałe. Słowem, będą wybierać takich pracowników, którzy mogą być Klosem informatykiem albo lekarzem Podolskim.

Dziś w cenie są pracownicy mobilni. I ta reguła dotyczy także Niemiec. Z punktu widzenia tamtejszego pracodawcy idealny pracownik to tzw. skoczek, czyli wysoko wykwalifikowany fachowiec zdolny pół roku popracować w Dortmundzie, a pół roku w Rostocku. Tacy będą mogli przebierać w ofertach.

Rozmawiał Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.