Obama siłuje się z gospodarką
Barack Obama przedstawił wczoraj w Ohio plan rozruszania amerykańskiej gospodarki, który przy okazji ma pozwolić Demokratom na uniknięcie porażki w listopadowych wyborach do Kongresu.
Miejsce wystąpienia prezydenta było nieprzypadkowe - Ohio to jeden z bastionów Demokratów, a dokładnie miesiąc temu w tym stanie lider republikańskiej mniejszości w Izbie Reprezentantów John Boehmer pytał się, gdzie są obiecane miejsca pracy, i wezwał Obamę, by zwolnił zespół swoich doradców gospodarczych.
Prezydent w Cleveland zwrócił się do Kongresu o przyjęcie trzech propozycji - wartego 50 miliardów dolarów programu rozbudowy i renowacji infrastruktury drogowej i kolejowej; ulgi podatkowej dla przedsiębiorstw pozwalającej im w przyszłym roku na odpisanie całości wydatków na inwestycje w zakłady i sprzęt; przedłużenia na czas nieokreślony ulgi podatkowej dla firm na badania i rozwój. Dzięki tym ulgom przedsiębiorstwa zaoszczędziłyby 200 miliardów dolarów, jednak Biały Dom przekonuje, że budżet państwa będzie to kosztować tylko 30 miliardów. Bo zainwestowane przez firmy pieniądze wrócą w postaci większych podatków.
Punktem spornym pozostają ulgi podatkowe dla osób prywatnych. Z końcem roku wygasa wprowadzona za czasów George''a W. Busha ulga dla osób zarabiających powyżej 250 tys. dolarów rocznie. Obama nie chce jej przedłużać, do czego nawołują Republikanie, a nawet część Demokratów. Prezydent wolałby za to, by objęci nią byli Amerykanie o niskich i średnich dochodach.
Problemem jest jednak to, że wszystkie te propozycje - jeśli zostaną przyjęte - przyniosą efekty najwcześniej za kilka miesięcy. Tymczasem Obama potrzebuje wyraźnej poprawy na rynku pracy jeszcze przed początkiem listopada. Bo jak na razie sondaże wskazują, że wyborcy ukarają prezydenta za słabe wyniki gospodarcze - bezrobocie utrzymuje się na poziomie prawie 10 proc. i wzrost PKB, którego tegoroczną prognozę obniżono właśnie z 3,6 do 1,6 proc. Według opublikowanej wczoraj prognozy Cook Political Report Republikanie przejmą co najmniej 40 miejsc w Izbie Reprezentantów, co da im większość, zaś w 100-osobowym Senacie zwiększą swój stan posiadania z 41 mandatów do 48 - 50.
@RY1@i02/2010/176/i02.2010.176.000.008b.001.jpg@RY2@
Fot. U.S. Navy
Barack Obama
bjn
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu