Wielki przemysł krytykuje Merkel
W weekend ruszyła wielka kampania medialna, w której czołówka menedżerów z potężnego niemieckiego sektora energetycznego poddała rząd miażdżącej krytyce.
Przemysłowcom nie podoba się przygotowywana przez Merkel oraz jej ministra środowiska Norberta Roettgena koncepcja energetycznej przyszłości Niemiec, która zostanie zaprezentowana jesienią. Zakłada ona wprowadzenie nowego podatku od produkcji energii atomowej i utrzymanie wprowadzonego jeszcze przez rząd Gerharda Schroedera moratorium zakładającego zamknięcie wszystkich niemieckich reaktorów do roku 2030.
Przeciwko protestują szefowie takich gigantów niemieckiego przemysłu, jak ThyssenKrupp, Metro, E.ON czy RWE. W ramach sfinansowanej przez nich kampanii od kilku dni w niemieckich mediach pojawiają się olbrzymie ogłoszenia nawołujące Angelę Merkel do energetycznego realizmu i odwagi. Ich zdaniem Niemcy nie powinni rezygnować z taniej energii atomowej ani uderzać w jej rozwój dodatkowym opodatkowaniem.
Spór o atom toczy się w Niemczech od dziesięcioleci. W 2002 roku lewicowy gabinet SPD-Zieloni przeforsował to, czego domagał się przez lata prężny ruch antyatomowy: rządzący zabronili budowania za Odrą nowych reaktorów i nakazali stopniowe zamykanie kolejnych. Głównymi argumentami na rzecz takiego posunięcia były strach przed potencjalną awarią na miarę Czarnobyla i problem z utylizacją radioaktywnych odpadów.
Politycy chadecji przez długi czas uchodzili za zdeklarowanych przeciwników antyatomowej histerii. Jednak wraz z przejęciem władzy przez Angelę Merkel do głosu zaczęło dochodzić w CDU - skądinąd bliskie pani kanclerz skrzydło proekologiczne. Przekonuje ono, że Niemcy muszą stopniowo odchodzić od starych i obarczonych ryzykiem źródeł prądu (jak węgiel i atom) na rzecz energetyki odnawialnej. W myśl powstających obecnie w ministerstwie środowiska planów około 2050 r. Niemcy powinny czerpać całe swoje zapotrzebowanie z energii wodnej, wiatrowej czy słonecznej.
Opór wielkiego przemysłu jest dla Angeli Merkel sporym zagrożeniem. Jej koalicja dołuje w sondażach. Gdyby wybory miały się odbyć dziś, władzę w Niemczech przejęłaby opozycja - SPD i Zieloni. Konflikt z lobby biznesowym nie wróży więc dobrze w obliczu zbliżających się wyborów w kolejnych ważnych landach (np. w Badenii-Wirtembergii w 2011 r.) i może bardzo utrudnić rządzenie krajem do końca kadencji w 2013 r.
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu