Dym rosyjskich pożarów zasnuł Moskwę i Kijów
Żywioł w Rosji jest coraz trudniejszy do opanowania. Według najnowszych danych pożary objęły już 500 tys. hektarów lasów i pól. Dym dotarł nawet nad Ukrainę.
Jeszcze 1 sierpnia władze mówiły o 115 tys. ha. Do wczoraj w pożarach w Rosji zginęły 34 osoby. Gryzący dym przeszkadza pilotom śmigłowców w prowadzeniu akcji ratowniczej. Zagrożone są setki wsi i miast w kilkunastu regionach kraju. Z dymem walczą też władze Moskwy: w metrze uruchomiono dodatkowe wentylatory, które mają pomóc w usuwaniu zapachu spalenizny unoszącego się nad 10-milionową metropolią.
Niektóre z 7 tys. pożarów wywołali ludzie. Jedną ze wsi w obwodzie włodzimierskim podpalili sami mieszkańcy, po tym jak rozniosła się plotka o niemieckiej firmie, która bezpłatnie odbudowuje spalone domostwa. To zapewne echo ubiegłotygodniowej oferty pomocy w postaci tymczasowych domów dla pogorzelców, jaką wystosował Berlin.
Tymczasem problem odczuwają już mieszkańcy krajów sąsiednich. - Oddychamy dziś dymem z torfowisk obwodu moskiewskiego i Rosji centralnej - mówił wiceszef ukraińskiego leśnictwa Wiktor Czerwony. Ministerstwo zdrowia w Kijowie zaleciło, z uwagi na smog i rekordowo wysokie temperatury, wprowadzenie sjesty od 13 do 16.
Sytuację utrudnia fala upałów. Lipiec był w Moskwie najcieplejszy w historii - temperatura była o prawie 8 stopni wyższa niż zazwyczaj o tej porze roku. I nie zanosi się na zmianę pogody. W Moskwie na dziś zapowiadano 37 stopni; tak wysokie temperatury mają się utrzymać do niedzieli. Podobne prognozy ogłoszono dla Kijowa.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu