Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

L’Oreal wstrząsnął Francją

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 17 minut

Konflikt spadkobierczyń fortuny coraz bardziej szkodzi politykom

Napięcia dotyczące sposobu, w jaki spadkobiercy LOreala mają się ponoć podzielić fortuną dziedziczki kosmetycznego imperium, usidliły jednego z ministrów i zagroziły stabilizacji rządu Sarkozyego.

Liliane Bettencourt długo unikała rozgłosu. 87-letnia spadkobierczyni fortuny LOreala, firmy założonej w 1909 r. przez jej ojca chemika Eugenea Schuellera, lepiej czuje się w swojej luksusowej paryskiej rezydencji niż na plotkarskich kolumnach magazynów. Jednak w ubiegłym tygodniu intymne szczegóły na temat życia najbogatszej kobiety w Europie zostały upublicznione na pierwszych stronach francuskich gazet, a zdrada długoletniego kamerdynera przerodziła się w kryzys polityczny. Nie chodzi nawet o to, co kamerdyner widział, ale co słyszał. Przez cały rok potajemnie nagrywał prywatne rozmowy swojej pracodawczyni i wysyłał je do kobiety, o której Liliane Bettencourt mówiła, że "nie chce jej widzieć nigdy więcej" - jej jedynego dziecka Francoise Bettencourt-Meyers, która przekazała 28 komputerowych dysków policji. Ich zawartość, która przeciekła do prasy, pokazuje zagmatwane relacje Bettencourt z jej wyklętą córką oraz przyjaźń z Francois-Marie Banierem, któremu hojną ręką podarowała wyspę na Seszelach i miliard euro w prezentach. Wiele mówi też o politycznych koneksjach kultywowanych przez strażników jej wartej 20 mld euro fortuny, które obecnie grożą destabilizacją przynajmniej części kluczowej, lecz kontrowersyjnej reformy gospodarczej prezydenta Nicolasa Sarkozyego.

Eric Woerth, minister pracy, któremu Sarkozy w obliczu ogólnonarodowych strajków powierzył misję przeforsowania zmian w systemie emerytalnym, musiał ostatnio odpierać wezwania do rezygnacji. Wynikały one z oskarżeń o potencjalny konflikt interesów związany z tym, że jego żona jest doradczynią finansową Bettencourt.

Woerth był do niedawna ministrem finansów odpowiedzialnym za napełnienie pustego państwowego skarbca, między innymi poprzez ściganie tych, którzy korzystają z rajów podatkowych. Kiedy więc jedna z rozmów - rzekomo pomiędzy spadkobierczynią i Patriceem de Maistreem, jej doradcą finansowym, sugerowała, że dziedziczka LOreala może unikać płacenia podatków poprzez zakładanie kont m.in. w Szwajcarii, Woerth znalazł się na linii strzału. Minister zaprzeczył, jakoby dopuścił się jakichkolwiek nadużyć. - Te oskarżenia są skandaliczne i fałszywe - powiedział tygodnikowi "Journal du Dimanche". - Zostały upublicznione tego samego dnia, w którym ogłaszałem reformę emerytalną. To próba zdyskredytowania mnie. Polityk odgryzł się również parlamentarzystom, kiedy okazało się, że udekorował de Maistrea, szefa swojej żony, Legią Honorową przyznawaną przez ministerstwo finansów, w którym Woerth pracował. Oświadczył też, że Florence Woerth zrezygnuje z pracy w biurze Bettencourt, czym rozwścieczył feministki.

Florence Woerth twierdzi, że nie ma pojęcia o całości fortuny Bettencourt, bo jej zadaniem było inwestowanie około 300 mln euro rocznej dywidendy z 31-procentowego pakietu spadkobierczyni w LOreal. - Jestem zwyczajnym pracownikiem. Nie wyobrażacie sobie, do jakiego stopnia w takiej organizacji obowiązuje kultura tajemnicy - mówi pani Woerth, dodając, że poczuła niesmak, słysząc, że de Maistre mógł ją zatrudnić, by zadowolić jej męża.

Bettencourt zapewnia, że ureguluje swoje sprawy podatkowe i jeżeli okaże się, że ma niezadeklarowane konta za granicą, zgłosi je władzom podatkowym. Podejmuje również kroki prawne przeciwko publikacji nagrań.

Jeżeli to prawda, rewelacje te wykraczają poza ploteczki o sławnych i bogatych i dotyczą istoty francuskich relacji pomiędzy pieniądzem a władzą. Każą również zapytać o francuskie podejście do konfliktu interesów.

Dla Evy Joli, sędzi śledczej i deputowanej do Parlamentu Europejskiego, "chodzi o dobre funkcjonowanie demokracji". Joly dodaje: - Ludzie w demokracji muszą czuć, że zostaną potraktowani w ten sam sposób co Bettencourt. Theodore Zeldin, filozof i historyk, mówi: - Wiadomo, że światy polityki i pieniędzy kontaktują się ze sobą. Jednak we Francji, kiedy takie sprawy wychodzą na światło dzienne, wszyscy wyrażają zdumienie. Francuskie nastawienie do pieniędzy jest takie samo jak do seksu - są uważane za sprawę prywatną.

Jednak bliskie relacje samego Sarkozyego z niektórymi spośród najbogatszych przemysłowców we Francji są w tym kraju traktowane podejrzliwie. Jego pobyt na jachcie magnata medialnego Vincenta Bollorea wkrótce po zwycięstwie w wyborach prezydenckich wywołał narodową wściekłość. Przyjaźni się również z Martinem Bouyguesem, prezesem koncernu medialno-budowlanego Boygues, i Henri de Castriesem, szefem grupy ubezpieczeniowej AXA.

Dla samej Bettencourt kontrowersje nie są niczym nowym. Zarówno jej ojciec, jak i mąż byli gorliwymi nacjonalistami. Niedawno stała się najbardziej znaną we Francji ofiarą oszustwa zmontowanego przez amerykańskiego finansistę Bernarda Madoffa. Jednak prywatność skończyła się dla niej dwa lata temu, kiedy jej córka wniosła sprawę przeciwko znanemu fotografowi Francoisowi-Marie Banierowi, oskarżając go o wykorzystanie psychicznej słabości matki w celu wyłudzenia prezentów wartych ponad miliard euro. Fotograf zaprzeczył, mówiąc, że przez wiele lat odmawiał przyjmowania prezentów i wziął je w końcu na żądanie przyjaciółki.

- Francois uważa, że jej matka została zmanipulowana przez tego człowieka - mówi osoba bliska Bettencourt-Meyers, która namawia matkę do poddania się testom medycznym i w razie potrzeby jakiejś formie opieki. Ta sugestia rozwścieczyła Bettencourt. Twierdzi, że córka jest po prostu zazdrosna o jej relacje z Banierem. - Madame Bettencourt przekazała 90 proc. swojej fortuny córce. Madame Bettencourt-Meyers ma akcje swojej matki w LOrealu (minus dochody z dywidendy) i rezydencję w Neuilly. Wydaje się jednak, że chce więcej - mówi Georges Kiejman, prawnik Liliane Bettencourt.

Francois-Marie Banier znał Bettencourt i jej zmarłego przed trzema laty męża Andre, polityka, od ponad 20 lat. - Była najbardziej pożądaną kobietą na świecie. Imponująca i piękna. Kobieta, która myśli i działa niezależnie - powiedział Banier w grudniu ubiegłego roku dziennikowi "Le Monde", wspominając swoje wrażenia. 62-letni Banier może się pochwalić imponującą listą przyjaciół i znajomych, zarówno z teraz, jak i z przeszłości - od Salvadora Dalego po pisarzy Louisa Aragona i Samuela Becketta, pianistę Vladimira Horowitza, księżnę Karolinę z Monako, aktora Johnnyego Deppa i projektantkę Dianę von Furstenberg. - Bettencourt zawsze była otoczona przez konserwatywnych ludzi, ale on wprowadził ją do świata sztuki i kultury. Sprawił jej tym wiele przyjemności - mówi osoba dobrze go znająca.

- Nie wiedziałem, że przyjaźń może być warta miliard dolarów - zauważa Olivier Metzner, prawnik córki.

- Pani Bettencourt jest szczodra - to leży w jej naturze - kontrargumentuje Pascal Wilhelm, prawnik de Maistrea. O rzekomych negocjacjach de Maistrea z Bettencourt na temat zakupu jachtu jego marzeń za pieniądze ze Szwajcarii Wilhelm mówi: - Patrice de Maistre nigdy nie dostał ani łodzi, ani pieniędzy na łódź. Madame Bettencourt chciała dać mu prezent, ale te komentarze były żartobliwe i zostały wyrwane z kontekstu.

Wśród innych osób, które w przeszłości miały rzekomo skorzystać ze szczodrości Bettencourt, znajduje się sir Lindsay Owen-Jones, pochodzący z Walii przewodniczący rady nadzorczej LOreala. Otrzymał podobno przynajmniej 100 mln euro w dowód uznania za nadzorowanie ekspansji firmy przez 18 lat swojej prezesury. Sir Lindsay odmówił komentarza, "by nie faworyzować żadnej ze stron sporu".

Tajne nagrania sugerują, że Pałac Elizejski z niepokojem oczekuje konsekwencji afery Bettencourt dla jednej z największych francuskich firm. LOreal, w którego radzie nadzorczej matka i córka zasiadają wspólnie, mimo że nie rozmawiają ze sobą, odmawia komentarza, ograniczając się do stwierdzenia, że koncern nie dawał pieniędzy partii Sarkozyego.

Obok Lilliene Bettencourt dużym akcjonariuszem w LOrealu jest szwajcarski koncern spożywczy Nestle, który ma 30 procent. Porozumienie uniemożliwiające mu zwiększenie tego udziału wygasło w ubiegłym roku.

Jeżeli chodzi o kamerdynera, to zaprzecza on, jakoby dopuścił się zdrady. Twierdzi, że dokonywanie nagrań było jego obowiązkiem, ponieważ "nie mógł dłużej znieść", że jego pracodawczyni jest wykorzystywana. Trwająca sprawa sądowa powinna rzucić nieco światła na to, czy 17. najbogatsza osoba na świecie nieświadomie trwoniła swoją fortunę. Jak na razie tylko jedna rzecz jest jasna: Bettencourt nie umknie blaskom fleszy. Jak skomentowała to jedna z francuskich gazet: "Dallas zawitało do Neuilly".

@RY1@i02/2010/127/i02.2010.127.000.0015.001.jpg@RY2@

Fot. East News

Do tej pory Liliane Bettencourt udawało się unikać rozgłosu

Tłum. TK

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

Scheherazade Daneshkhu

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.