Sąsiedzi z Kotliny Fergańskiej
Uzbecy z Oszu mówią "DGP" o konflikcie etnicznym z Kirgizami
W nocy ze środy na czwartek obudziły mnie krzyki i strzelanina. Wybiegłem z żoną i dziećmi na ulicę. Nie zdążyliśmy zabrać dokumentów, pieniędzy. Nie było czasu uruchomić auta. Uciekaliśmy na piechotę. Widzieliśmy, jak Kirgizi podjeżdżali do domów sąsiadów ciężarówkami. Ładowano do nich uzbecki dobytek: meble, sprzęty domowe, garnki. Gospodarzy chowających się w domu zabijano na miejscu. Kolega wciąż szuka żony i syna zgubionych podczas ucieczki.
Gdy do dzielnicy wkroczyło wojsko, cieszyliśmy się, że władze przysłały pomoc. Ale zamiast stanąć w naszej obronie, zaczęli wraz z kirgiskimi cywilami na nas polować. Pomagali plądrować domy. Jednemu z moich kolegów odcięli głowę. Rannych leżących na ulicy oblewali benzyną i podpalali. Oficjalnie zginęło 180 osób, ale to nieprawda. Tylko w mojej dzielnicy zabito co najmniej 150 ludzi. Ustawiliśmy barykady, ale to na nic. Mają ciężki sprzęt, jeżdżą transporterami BTR. Atakują nas z północnej części miasta, czasem strzelając w powietrze. W ten sposób chcą nas wykończyć psychicznie. Mamy mnóstwo rannych, a leki się kończą. Rany dezynfekujemy wódką. Jedna strzykawka przypada na wiele osób. Niektórzy kirgiscy sąsiedzi starają się nam pomagać, ale większość się boi: pomaganie Uzbekom grozi śmiercią.
@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.000.0025.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Pogrzeb mężczyzny zamordowanego podczas walk etnicznych
W środę pogrzebaliśmy trzy osoby. 7-letniego chłopca, 23-latka i 5-letnią córkę sąsiadów. Została postrzelona w nogę. Zanim zmarła, męczyła się dwa dni. Jej matkę Kirgizi zgwałcili na oczach męża, po czym zastrzelili.
Gdy napastnicy wkraczali do naszej dzielnicy, wiedzieli, w których sklepach czy restauracjach właścicielami są Uzbecy, a w których Kirgizi. Majątek tych drugich został nietknięty. Niektórzy z nich woleli na wszelki wypadek oznaczyć farbą swoje domy, żeby pijani napastnicy przez przypadek nie obrabowali również ich.
Pomoc humanitarna do nas nie dociera. Kirgizi przechwytują ją gdzieś w mieście. Wszystkie nasze apele, które umieściliśmy w internecie, pozostały bez echa. Wciąż słychać strzelaninę, po ulicach krążą Kirgizi z automatami w rękach. Z dachów bloków strzelają snajperzy, wśród których są nawet kobiety. Liczymy tylko na Rosję - tylko jej wojsko zdoła zaprowadzić tu porządek.
@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.000.0025.002.jpg@RY2@
Fot. AFP
Ranni Uzbecy leżą w zaimprowizowanych szpitalach, brakuje dla nich leków
Wychowałem się w Oszu, wciąż mam tam rodziców i żonę z dziećmi. Dzwonię do nich co chwila. Na szczęście zdążyli uciec; pomogli im sąsiedzi Kirgizi. Za to po moim domu nie został nawet kamień, a wielu znajomych zamordowano. Winy za tę rzeź nie ponoszą miejscowi Kirgizi. Chodziłem z nimi do klasy i nigdy nic złego mi nie zrobili. Sprawcy przyszli z okolicznych wiosek, biednych aułów w górach. Dla nich atak na miastowych Uzbeków - do których należą domy i sklepy - to sposób na przeprowadzkę do miasta.
@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.000.0025.003.jpg@RY2@
Fot. AFP
Obóz uchodźców 15 km od Oszu
wypowiedzi zebrała Nino Dżikija
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu