Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Nowy rząd Węgier ryzykuje konflikt z MFW

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Wybory parlamentarne na Węgrzech kończą ośmioletni okres rządów socjalistów. Władzę bierze prawicowy Fidesz, który zapowiada, że ulży przedsiębiorcom i w ten sposób postawi na nogi gospodarkę.

Fidesz ufa w swoje recepty gospodarcze. Chce walczyć z bezrobociem (wspierając samozatrudnienie niskimi podatkami). To może jednak zaowocować powiększeniem deficytu budżetowego. A to na pewno nie spodoba się Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, który grozi zablokowaniem antykryzysowej pomocy dla Budapesztu, jeśli deficyt rzeczywiście będzie wzrastał.

Sukces Fideszu oznacza, że na fotel premiera powraca Viktor Orban. 47-latka (który rządził już nad Balatonem między 1998 a 2002 rokiem) czeka wiele trudnych zadań. Węgry najmocniej w regionie odczuły skutki kryzysu gospodarczego. Tylko w 2009 r. węgierski PKB skurczył się o 6,3 proc., bezrobocie nadal jest wysokie (11,4 proc.). Według najnowszej analizy instytutu Kopint-Tarki wzrost ma wynieść w tym roku 0,8 proc. PKB. To mniej niż w innych państwach regionu: Czechach (wzrost ok. 1,5 proc.) czy Polsce (2,5 do 3 proc.).

- Największym problemem Węgrów pozostaje zadłużenie - mówi nam Attila Ratfai, ekonomista z Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie. Przypomina, że w listopadzie 2008 r. węgierski rząd w celu zapewnienia sobie płynności budżetowej przyjął pożyczkę Międzynarodowego Funduszu Walutowego w wysokości 15,7 mld dol. Jej kolejne transze uzależnione są od efektów zbijania deficytu do rekomendowanego przez MFW poziomu 3,8 proc. PKB w skali roku. Mimo wysiłków socjalistycznego rządu w ubiegłym roku ten cel nie został osiągnięty. A przejmujący władzę Orban nie ukrywa nawet, że dla niego dyscyplina budżetowa ma znaczenie drugorzędne.

Przez całą kampanię wyborczą niezmiennie powtarzał za to, że kluczem do wyjścia Węgier z kryzysu ma być wzrost gospodarczy. Orban chce go nakręcać poprzez obniżki podatków i ulżenie przedsiębiorcom. Powołuje się przy tym na dobre wyniki gospodarcze z lat 1998 - 2002. Tyle że niższe podatki nieuchronnie oznaczają niższe wpływy budżetowe i w konsekwencji zwiększenie deficytu. Tym bardziej że obciążenia fiskalne częściowo zredukował już w ostatnich miesiącach technokratyczny rząd Gordona Bajnaia, zmniejszając np. składkę na ubezpieczenie zdrowotne o 5 proc. Tu otwiera się pole potencjalnego konfliktu z MFW.

- Fidesz doskonale wie, że w polityce fiskalnej jego pole manewru jest ograniczone - komentuje Ratfai. Z powodu trudnej sytuacji budżetowej w trakcie obecnej kampanii wyborczej centroprawica pożegnała się na przykład z częścią swoich populistycznych haseł gospodarczych, którymi zasłynęła w czasie poprzedniej kampanii wyborczej. W 2006 r. obiecywała na przykład przeforsowanie narodowych ustaw gwarancyjnych, które zabezpieczyłyby osobom starszym prawo do 13. emerytury. Dziś po tamtych pomysłach nie ma już śladu. Orban obiecuje jednak tylko, że emerytury nie będą spadały. Szef Fideszu w ciągu ostatnich miesięcy próbował też zerwać z wizerunkiem niereformowalnego konserwatysty. Zaproponował na przykład powołanie na Węgrzech zielonego banku do finansowania innowacyjnych projektów, które pozwolą na zaoszczędzenie energii i zmniejszenie rachunków za prąd.

Odwrót od miękkiego gospodarczego populizmu może jednak w dłuższej perspektywie oznaczać dla Orbana na własnym podwórku spadek popularności. Tymczasem od początku kryzysu Fideszowi rośnie po prawej stronie sceny politycznej poważny konkurent: radykalna partia Jobbik (Ruch na rzecz Lepszych Węgier). Wśród jego pomysłów są między innymi: renacjonalizacja niektórych gałęzi przemysłu sprzedanych zagranicznym inwestorom w latach 90., podwyżki podatków dla działających na Węgrzech zagranicznych firm i banków oraz wprowadzenie zakazu zakupu ziemi przez obcokrajowców. Jobbik zasłynął też formowaniem umundurowanych oddziałów gwardii obywatelskiej, która miała chronić prawdziwych Węgrów przed cygańską przestępczością.

Aby utrzymać wysokie poparcie, Orban będzie musiał więc lawirować pomiędzy zachowaniem współpracy z MFW a presją ze strony rodzimych populistów. Szybka utrata popularności przez poprzedniego premiera Ferenca Gyurscanya pokazuje, jak kapryśny bywa elektorat nad Balatonem.

@RY1@i02/2010/071/i02.2010.071.000.014a.001.jpg@RY2@

Fot. AP

Lider Fideszu Viktor Orban

O swoich planach gospodarczych: Kluczem do pokonania problemów jest wzrost gospodarczy. Zamierzam uprościć i obniżyć podatki. To z kolei pociągnie za sobą tworzenie nowych miejsc pracy. I dalej wzrost wpływów do budżetu. Tylko w ten sposób uda nam się zatrzymać rosnący dług publiczny i wyjść z obecnej zapaści. Moim planem jest prowadzenie takiej polityki gospodarczej, by bezrobocie spadło poniżej poziomu 3 proc.

O walce z dziurą budżetową: Moja poprzednia kadencja (1998 - 2002) to jedyny okres w najnowszej historii Węgier, gdy dług publiczny obniżał się w szybkim tempie. Równolegle do tego radykalnie zmniejszała się w naszym kraju liczba ludzi bez pracy..

O stosunkach z UE i MFW: Zamierzam również przywrócić zaufanie do Węgier za granicą. To oznacza, że papiery wartościowe państwa będziemy mogli sprzedawać korzystniej niż do tej pory. W interesie Węgier leży jak najszybsze przyjęcie euro. Problem jednak w tym, że na to nie będziemy mieli szansy jeszcze przez lata.

O zarzutach, że uprawia populizm: Państwo da jednego forinta, ale ty wydaj dwa. Ta polityka daje impuls dla gospodarki. Nie uważam, by moja polityka była praprzyczyną obecnych problemów. Problemy zaczęły się w 2002 r., gdy straciliśmy władzę, a przejęli ją postkomuniści. Oni nie potrafili dać gospodarce żadnego impulsu

Rafał Woś

rafal.wos@infor.pl

współpraca mk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.