Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Spadochroniarz chce być następcą Obamy

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 13 minut

Generał, który uratował USA przed klęską w Iraku i wymyślił strategię dla Afganistanu, zostanie politykiem

David Petraeus coraz bardziej denerwuje się, gdy słyszy pytanie, czy będzie startował w walce o Biały Dom. A przynajmniej udaje irytację. - Której części słowa "nie" nie rozumiecie - odpowiadał kilka dni temu podniesionym głosem dziennikarzom CNN.

Ale dziennikarze nie odpuszczają. Z każdym tygodniem coraz mocniej podejrzewają, że coś jest na rzeczy.

Sam generał często wraca zresztą do tematu prezydentury przez nikogo o to niepytany, choć oczywiście markując oburzenie. W dodatku ostatnio wybrał się z serią wykładów do New Hampshire, małego stanu w Nowej Anglii, który w amerykańskich prawyborach za mniej niż dwa lata będzie miał decydujący wpływ na to, kto zostanie mianowany kandydatem Republikanów i Demokratów. Generał najwyraźniej chce lepiej dać się poznać lokalnym elitom. Może liczy, że w kluczowym momencie uzyska ich poparcie?

Kandydatura Petraeusa szczególnie trafia do przekonania konserwatywnej frakcji Republikanów. To ludzie, którzy często kończyli te same, prawicowe i najbardziej prestiżowe szkoły Ameryki: szkołę wojskową w West Point i Uniwersytet Princeton. Atutem dla tej części amerykańskiej sceny politycznej są też bliskie kontakty, wręcz zażyłość generała z prezydentem George,em W. Bushem. Być może razem z nim (na stanowisko wiceprezydenta) mógłby kandydować znany ze zdecydowanie prawicowych poglądów senator z Indiany Mike Pence. Obaj w tych dniach wybierają się do New Hampshire. Jednak spokojny, pozbawiony ideologicznego zacięcia sposób mówienia generała trafia także do bardziej centrowego, liberalnego skrzydła Republikanów.

Nominacja na najwyższy urząd w państwie dla aktywnego dowódcy wydaje się kuriozum w demokratycznej Europie. Po tej stronie Atlantyku ostatnim, który stanął na czele państwa, był przed półwiekiem generał Charles de Gaulle. Ale Stany Zjednoczone mają inną tradycję. - U nas polityka jest otwarta dla każdego, kto udowodnił w jakiejkolwiek dziedzinie życie, że potrafi osiągnąć sukces. To nie tylko pole do popisu dla zawodowych polityków wyłonionych przez struktury partyjne - tłumaczy w rozmowie DGP James Carafano, związany z konserwatywną Heritage Foundation.

Amerykanie w przeszło 200-letniej historii mieli już prezydentów, którzy byli wcześniej aktorami, producentami orzeszków ziemnych, przedsiębiorcami czy farmerami. Ale walkę o Biały Dom najwięcej wygrało generałów - aż dwunastu. Listę otwiera oczywiście pierwszy prezydent, zwycięzca wojny o niepodległość Jerzy Waszyngton. Słynnymi dowódcami byli także Andrew Jackson i bohater II wojny światowej Dwight Eisenhower. Ale generalskie epolety nosiło wielu innych, dziś nieco zapomnianych prezydentów, jak Zachary Taylor, Franklin Pierce, Rutherford Hayes czy James Garfield. - W Ameryce armia odgrywa o wiele większą rolę niż w Europie - zwraca uwagę Michael O,Hanlon, ekspert waszyngtońskiej Brookings Institution. - Dla Stanów Zjednoczonych II wojna światowa nie była taką traumą jak w dla państw europejskich i nie pogrzebała tradycji militarystycznych. Odnieśliśmy zwycięstwo, a nasz kraj nie został zniszczony. Do dziś USA pozostają zresztą największą potęgą wojskową świata. Większość Amerykanów ma bezpośredni kontakt z bronią palną, bo w kraju jest jej przeszło 200 milionów sztuk. A każde dziecko wie, jaka dywizja stacjonuje w okolicy, kto jest jej dowódcą i jakie ma insygnia - dodaje.

David Petraeus za swój pierwowzór uważa zapewne Ulyssesa S. Granta, amerykańskiego prezydenta z drugiej połowy XIX wieku. Był protegowanym Abrahama Lincolna, który wbrew wielu sceptykom mianował go dowódcą wojsk Unii. I nie pomylił się. W kluczowych bitwach w dolinie Missisipi i pod Chattanooga Grant zdołał rozbić wojska Konfederatów. To otworzyło Ameryce drogę do trwałej jedności, a jemu samemu drzwi Białego Domu. I to na dwie kadencję.

Dla Davida Petraeusa wojną secesyjną jest Irak, a Abrahamem Lincolnem - George W. Bush. Jeszcze nim w marcu 2003 r. amerykańskie czołgi ruszyły na Bagdad, generał miał opinię twardziela. Kiedyś na ćwiczeniach został omyłkowo trafiony przez żołnierza w pierś, kula ledwo ominęła serce. Nieprzytomnego zabrano do szpitala, już po kilku dniach zażądał, bo go wypisać. Kiedy ordynator stanowczo odmówił, Petraeus wyskoczył z łóżka i ku przerażeniu lekarzy zrobił 50 pompek. Jeszcze tego samego dnia był w domu.

Do Iraku trafił jako dowódca elitarnej 101. Dywizji Desantowej. Brał udział w bezpośrednich walkach w Falludży, Nadżafie, Mosulu. - W rywalizacji o prezydenturę odwaga na wojnie jest dużym atutem - zwraca uwagę Stephen Biddle, ekspert nowojorskiego Council on Foreign Relations, który na zaproszenie Petraeusa pojechał na miesięczną misję do Iraku. - Swój udział w wojnie wietnamskiej John Kerry wykorzystywał w kampanii wyborczej do maksimum, choć ostatecznie poniósł klęskę. Z kolei Bill Clinton musiał gęsto się tłumaczyć, dlaczego wymigał się od służby wojskowej. Dla wielu wyborców odwaga na polu walki to dowód, że także w polityce kandydat będzie uczciwy - dodaje.

Swoimi czynami w Iraku Petraeus nawet nie musi specjalnie się chwalić. Dziś dla większości Amerykanów jest tym człowiekiem, który w chwili, gdy wszystko wydawało się już stracone, uratował USA przed wielką klęską.

Rick Atkinson, korespondent The Washington Post w Iraku, wspomina, jak w chwili, gdy amerykańskie czołgi jeździły ulicami Bagdadu, padały pomniki Saddama, a w Waszyngtonie panował powszechny entuzjazm, Petraeus pytał, jak się to wszystko skończy. - On już wówczas zdawał sobie sprawę, że znacznie łatwiej wygrać wojnę niż pokój - wspomina Atkinson.

Syn holenderskiego emigranta, który uciekł z Europy w czasie II wojny światowej, Petraeus wżenił się w wielopokoleniową rodzinę amerykańskich generałów. Jego żona Holly Knowlton jest córką gen. Williama Knoltona, komendanta prestiżowej szkoły wojskowej West Point, którą Petraeus skończył z wyróżnieniem. Przez kolegów został zapamiętany jako prymus, człowiek, który we wszystkim, od sportu po naukę, a nawet stosunki towarzyskie, chce udowodnić, że jest najlepszy. Niejako całe życie przygotowywał się do kluczowego testu w Iraku. Prace doktorską poświęcił bowiem lekcjom, jakie amerykańska armia powinna wyciągnąć z Wietnamu.

Mianowany dowódcą garnizonu w Mosulu, Petraeus był jednym z nielicznych amerykańskich wojskowych, który koncentrował się na odbudowie struktur państwa, pomocy ludności cywilnej, odtworzeniu sieci dróg i kanalizacji. - Pomoc finansowa to nasza amunicja - brzmiało jedno z jego powiedzeń.

Generał opracował w Mosulu podstawowe zasady przeciwdziałania wojnie partyzanckiej, które kilka lat później, jako naczelny dowódca amerykańskiej armii, wprowadził do obowiązkowego cyklu szkoleń sił zbrojnych USA. Przyjął także, że priorytetem musi być ochrona ludności cywilnej przed atakami rebeliantów, nawet jeśli ma to oznaczać większe zagrożenie dla amerykańskich wojsk. - Dzięki temu Mosul był jedyną prowincją, w której Amerykanom udało się utrzymać dobre stosunki z Irakijczykami. Ale kiedy Petraeus został odwołany do innych zadań, stracono to, co wypracował - wspomina Atkinson.

Osiągnięcia Petraeusa nie do końca poszły jednak na marne. Błyskotliwego generała dostrzegł prezydent George W. Bush. I właśnie jego mianował w styczniu 2007 r. głównodowodzącym międzynarodowych sił w Iraku, ogłaszając jednocześnie nową strategię prowadzenia wojny. Biały Dom posłał dodatkowe oddziały wojsk, aby chronić ludność cywilną i stworzyć warunki bezpieczeństwa, które pozwolą Szyitom, Sunnitom i Kurdom na nawiązanie rozmów i stabilizację sytuacji politycznej w kraju.

Ku zaskoczeniu większości komentatorów pod dowództwem generała liczba zamachów w Iraku gwałtownie spadła, a gospodarka zaczęła się rozwijać. Petraeus stał się ulubionym dowódcą George,a Busha. Przynajmniej raz w tygodniu prowadzili narady telefoniczne. Bush wiedział, że choć irackie zwycięstwo przyszło zbyt późno, by powstrzymać Baracka Obamę przed zdobyciem Białego Domu w 2008 r., to jednak przynajmniej uratowało honor jego prezydentury.

- Przez wiele lat Petraeus nie ujawniał swoich politycznych poglądów. Pisałem dla niego teksty przemówień, wiele razy z nim rozmawiałem. Ale nie byłem w stanie powiedzieć, czy jest republikaninem, czy demokratą. Jak większość wysokiej rangi dowódców uważał, że ma po prostu służyć państwu - mówi James Carafano.

Wielka polityka pchnęła Petraeusa w objęcia Republikanów. Prezydent Obama, jeszcze jako senator z Illinois, był przeciwny doktrynie "Surge" i niechętnie odnosił się do generała, który firmował nową strategię. Gdy demokrata wprowadził się do Białego Domu, Petraeus dostał awans i został mianowany szefem dowództwa armii na cały region Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej. Od tej pory z Tampy na Florydzie nadzoruje działania amerykańskiej armii w kilkudziesięciu krajach świata, nie tylko w Iraku.

Jego pozycja byłaby jednak o wiele wyższa, gdyby zamiast Stanleya McChrystala objął dowodzenie największą dziś amerykańską operacją wojskową w Afganistanie. - Byłoby to tym bardziej naturalne, że strategia zwycięstwa, którą przyjął w Afganistanie Obama, została żywcem skopiowana z "Surge" w Iraku - mówi James Carafano.

- Strategia czasowego wzmocnienia liczby amerykańskich wojsk w Afganistanie przyniesie, tak jak w Iraku, rezultaty, ale zajmie to o wiele więcej czasu - ostrzegł w minionym tygodniu podczas przesłuchań w Kongresie Petraeus. Jego zdaniem teraz kluczem do sukcesu jest nawiązanie dobrych stosunków z afgańską ludnością na niskim i średnim szczeblu. Dopiero jeśli społeczeństwo zacznie się przychylnie odnosić do amerykańskiej interwencji, możliwe będzie nawiązanie dobrych stosunków z afgańskimi władzami.

Zdaniem Petraeusa dobrze się stało, że prezydent Obama wyznaczył na 2011 rok termin wycofania się Amerykanów z tego kraju. To bowiem zmusi władze w Kabulu do zwielokrotnienia wysiłków na rzecz budowy sprawnej, afgańskiej armii. Nadchodzące dwa lata trzeba jednak wykorzystać na odbudowę szpitali, szkół, dróg oraz administracji afgańskiej, tak aby ludność odczuła poprawę warunków życia.

Petraeus musi teraz rozstrzygnąć, czy zakończyć 36-letnią, błyskotliwą karierę wojskową w sztabie w Tampie, czy zdjąć mundur i stanąć do rywalizacji o najwyższy urząd w państwie. Ryzyko jest wielkie. Ostatnim wysokiej rangi amerykańskim wojskowym, który wybrał karierę polityczną, był generał Wesley Clark, kierujący interwencją NATO w Kosowie i Jugosławii w 1999 r. Stanął do walki o Biały Dom w 2004 r., ale poniósł sromotną klęskę, która zaważyła na całej jego karierze. - Dziś wojskowym jest o wiele trudniej zdobyć prezydenturę niż za czasów Eisenhowera 50 lat temu - zwraca uwagę Carafano. - Trzeba zmobilizować ogromne pieniądze, zdobyć przychylność mediów - wymienia.

Petraeus ma jednak atuty, których trudno byłoby się spodziewać po zawodowym wojskowym. W 1987 r. doktoryzował się ze stosunków międzynarodowych na prestiżowym uniwersytecie w Princeton. Potem wielokrotnie wykładał politykę międzynarodową i często zabierał głos w kluczowych dla amerykańskiej dyplomacji kwestiach. Jak choćby w ostatnim tygodniu, sprzeciwiając się poparciu USA dla budowy przez Izrael nowych osiedli we Wschodniej Jerozolimie. W przeciwieństwie do większości swoich kolegów ma też doskonały kontakt z mediami. - W Iraku często zabierał ze sobą na misje dziennikarzy. Rozumie, że wojnę wygrywa się, nie tylko pokonując na polu walki przeciwnika, ale także zachowując po swojej stronie opinię publiczną - uważa Stephen Biddle.

W 2008 r. Demokraci postawili na outsidera z zaledwie dwuletnim doświadczeniem w Senacie i zdobyli Biały Dom. Aby nie dopuścić do reelekcji Baracka Obamy, Republikanie być może w 2012 r. też będą musieli pójść tym tropem. A na razie spoza grona zawodowych polityków nie mają nikogo lepszego niż Davida Petraeusa.

@RY1@i02/2010/060/i02.2010.060.186.0006.001.jpg@RY2@

Fot. Bloomberg

David Petraeus w 2005 roku w Afganistanie. Od tego czasu przybyła mu na pagonach czwarta generalska gwiazda

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.