Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Urzędnicy tworzą organizacje pozarządowe

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Rosyjskim organizacjom pozarządowym (NGO) niespodziewanie wyrośli groźni konkurenci. Są nimi tworzone odgórnie przez urzędników państwowych NGO. Łatwiej im pozyskiwać granty, choć pieniądze te rzadko służą później działalności dobroczynnej. DGP dotarł do jednej z takich organizacji.

Według dziennika Nowyje Izwiestija na 670 tys. NGO tylko połowę można uznać za rzeczywiście niezależne. Reszta to w znacznej mierze efekt ambicji lokalnych urzędników. Ostatnio, na fali antykorupcyjnych wystąpień prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, bardzo modne stały się np. organizacje zajmujące się walką z łapownictwem. "Nie mniej niż 70 proc. takich struktur powstało, by zarabiać pieniądze bądź dla PR jakiegoś urzędnika" - czytamy w Nowych Izwiestijach.

Tego typu praktyka jest powszechna zwłaszcza w krajach z kulejącą demokracją. ONZ ukuła dla tego typu tworów skrót GONGO, oznaczający organizację pozarządową zorganizowaną przez rząd. GONGO łatwiej otrzymać dofinansowanie z instytucji państwowych - cieszą się przecież ochroną konkretnych urzędników. Niekiedy jednak wręcz szkodzą, zamiast pomagać. - Przedstawiamy na przykład naszą ocenę tego, co się dzieje w Czeczenii - mówiła Nowym Izwiestijom Swietłana Gannuszkina z fundacji Współdziałanie Obywatelskie. - A potem pojawiają się czeczeńskie organizacje, które jeżdżą na Zachód i mówią, że w Czeczenii wszystko jest w porządku, wszystko się rozwija. A my - jak widzicie - stajemy się tymi, którym nic się nie podoba, więc państwo nie da nam ani grosza - dodawała.

Dotarliśmy do jednej z takich fundacji typu GONGO. Dzieci Ulicy (DU) to organizacja zajmująca się - według statutu - pozbawioną opieki młodzieżą. - Nie słyszeliśmy o przypadkach fałszywych NGO - przekonuje nas jej szefowa Swietłana Wołkowa. Po chwili rozmowy okazuje się, że formalnie pozarządowe DU są... organizacją należącą do państwa. - Ale współpracujemy z wieloma zupełnie niezależnymi stowarzyszeniami - zastrzega Wołkowa i podaje nam numer do jednej z nich. Instytut Rozwoju Inicjatyw Młodzieży (IRIM) niedawno dostał od państwa 200 tys. rubli (20 tys. zł) grantu. Celem statutowym organizacji jest walka z patologiami wśród młodych ludzi. Czy to znaczy, że IRIM pracuje z trudną młodzieżą? - Nie, nasza działalność ma raczej ogólny charakter. Z jej finansowaniem nie mamy najmniejszych problemów - mówi nam jej przedstawicielka. Nie chce się przedstawić ani powiedzieć, kto jest założycielem organizacji. Dopiero gdy nalegamy, okazuje się, że na pomysł założenia IRIM wpadła... Swietłana Wołkowa, nasza poprzednia rozmówczyni.

W USA istnieje oddzielne słowo na tego typu działalność pod przykrywką: astroturfing. W wolnym tłumaczeniu znaczy tyle, co "rozsiewanie sztucznej trawy" (od AstroTurf, producenta tego typu produktu). Przykładów pozornie spontanicznych akcji, które faktycznie mają wspomagać polityków bądź biznes, jest wiele.

W sierpniu 2009 r. ujawniono, że kilka firm z branży naftowej (m.in. Exxon, Shell i BP) wynajęło pracowników, którzy jako członkowie NGO pod nazwą Energy Citizen mieli oddolnie organizować protesty przeciwko jednej z proekologicznych ustaw. Różnica między USA a Rosją polega jednak na tym, że nad Wołgą fałszywe NGO zaczynają wygrywać z prawdziwymi. - W najgorszym scenariuszu po prostu nas usuną z rynku - mówiła mediom szefowa fundacji Prawa Matki Wieronika Marczenko.

@RY1@i02/2010/039/i02.2010.039.000.011a.001.jpg@RY2@

Fot. AFP

Ekolodzy przeciw budowie rurociągu w pobliżu Bajkału

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.