Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Gorzki bilans pierwszych 100 dni Angeli Merkel

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Miało być nowe otwarcie, zamiast niego jest falstart. Sto dni po objęciu władzy w Niemczech przez koalicję CDU/CSU-FDP - mimo zapowiadanych szumnie reform - największa gospodarka Europy drepcze w miejscu. I w najbliższym czasie to się nie zmieni.

"Uwolnić Angelę Merkel!" - apelował w czasie jesiennych wyborów do Bundestagu brytyjski tygodnik The Economist, wyrażając tęsknotę biznesowej Europy, by kanclerz uwolniła się wreszcie od socjaldemokratycznego koalicjanta SPD i rozruszała niemiecką gospodarkę. Dziś europejscy obserwatorzy pytają równie wymownie: "Gdzie jest Angela Merkel? I dlaczego po wzięciu pełni władzy przez wymarzoną centroprawicową koalicję niemiecki olbrzym wydaje się jeszcze bardziej spętany niż przed wyborami?".

- To najgorsze sto dni nowego rządu w całej historii RFN. Nigdy dotąd nie było gabinetu równie pozbawionego pomysłu na to, co chce osiągnąć - mówi nam publicysta Sterna Hans Peter Schuetz, który od kilku dziesięcioleci komentuje wydarzenia na niemieckiej scenie politycznej. Nie jest to odosobniona opinia. - Niemcy zdają sobie sprawę, że w ciągu stu dni trudno przeprowadzić gruntowne reformy, zwłaszcza w warunkach wychodzenia z głębokiego kryzysu gospodarczego. Ale od dysponującego bezpieczną większością parlamentarną rządu można wymagać przynajmniej przedstawienia kierunku, w którym chce iść - mówi nam Gero Neugebauer, politolog z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Przypomina, że koalicja chadeków i liberałów walczyła o władzę pod hasłem liberalnych reform gospodarczych: solidnego obniżenia podatków i wprowadzenia większej konkurencyjności np. w publicznej służbie zdrowia. W obu przypadkach skończyło się na razie na kosmetyce, bo koalicjanci nie mogą się dogadać co do kierunku reform. - FDP forsuje obniżki podatków, CDU chce podwyższać zasiłki rodzinne, a ich własny minister finansów upiera się, że Niemców nie stać ani na jedno, ani na drugie, bo dług publiczny jest najwyższy w historii. I wszystko pozostaje mniej więcej w punkcie wyjścia - mówi Neugebauer.

Jak dotąd rząd nie przedstawił też nawet zarysu modernizacji niemieckiego modelu gospodarczego: tak by utrzymać wysoki poziom dobrobytu, a jednocześnie sprawić, by niemieckie firmy nie przegrywały w globalnej konkurencji z tańszymi Chinami czy Ameryką Łacińską. - Nie mamy czasu do stracenia. Przestaliśmy być już liderami w przemyśle elektronicznym. To samo zaczyna dziać się w branży samochodowej. Musimy przynajmniej utrzymać naszą globalną przewagę w przemyśle chemicznym, farmaceutycznym czy ekologicznym. Inaczej koniec ze starym dobrym reńskim dobrobytem - alarmował niedawno Der Spiegel.

Równie cierpkie recenzje rząd Angeli Merkel i Guido Westerwellego zbiera za swoją politykę europejską. A właściwie... za jej brak. - Niemcy są dziś tak zajęte problemami wewnętrznymi, że praktycznie nie istnieją w polityce europejskiej. A bez aktywnych Niemiec Europa może poruszać się co najwyżej na jałowym biegu - mówi nam Jan Techau z Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej. Rzeczywiście w ostatnich miesiącach niemiecka aktywność na arenie europejskiej ogranicza się do wyczekiwania i gry o wpływowe posady. Na tym polu Berlinowi udało się na przykład ustrzelić bardzo ciekawe stanowisko komisarza ds. energetyki, a w planach jest jeszcze obsadzenie zwalniającego się za dwa lata fotela szefa Europejskiego Banku Centralnego. - Stanowiska to jednak nie wszystko. Od największego unijnego gracza można spodziewać się bardziej aktywnej roli - dodaje Techau.

O dziwo jednym z niewielu jasnych punktów pierwszych stu dni niemieckiego rządu było utrzymywanie poprawnych stosunków z Polską. Stało się tak nawet mimo sporu wokół kandydatury Eriki Steinbach do rady berlińskiej Fundacji "Ucieczka Wypędzenie Pojednanie". Stał się on kością niezgody wewnątrz niemieckiej koalicji. Nieoczekiwanie w blokowanie Steinbach zaangażował się bowiem nowy minister spraw zagranicznych Guido Westerwelle, a w roli rzecznika szefowej wypędzonych znakomicie odnalazł się szef bawarskiej CSU Horst Seehofer. Merkel zaś jak zwykle nabrała wody w usta.

Paradoksalnie taki układ może utrzymać się bardzo długo. - Westerwelle punktuje u swoich wyborców, pokazując się jako minister dbający o pojednanie z Polską, Seehofer wyrasta na bohatera sympatyzującego z wypędzonymi konserwatywnego skrzydła chadecji. A Merkel? I tak ma opinię niezdecydowanej, a dzięki temu klinczowi przynajmniej unika awantury z Polską - mówi nam jeden z dobrze poinformowanych niemieckich obserwatorów.

Czy Angela Merkel znajdzie dość sił, by w najbliższych miesiącach zmienić ten niekorzystny obraz swojego rządu? - Nie ma na to szans. W maju dojdzie do wyborów w najludniejszym niemieckim landzie Nadrenii - Westfalii - i do tego czasu mamy w kraju nową kampanię wyborczą - uważa Gero Neugebauer. - Szansa na nowe otwarcie pojawi się najwcześniej jesienią, czyli równo rok po wyborach. Te stracone miesiące poważnie obciążają konto tego rządu - dodaje Hans Peter Schuetz.

@RY1@i02/2010/022/i02.2010.022.000.009a.001.jpg@RY2@

Fot. AP

Merkel obiecywała, że naprawi unijną lokomotywę. Na razie nic na to nie wskazuje

rafal.wos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.