Życie na podglądzie
Wydarzenia takie jak bożonarodzeniowy zamach czy nawet 11 września to umowne momenty, kiedy sprawą zaczyna interesować się szersza publika. Systematyczna inwigilacja obywateli jest ścieżką, na którą zachodnie społeczeństwa weszły wiele lat temu, i nic nie wskazuje na to, aby miały ją opuścić. Skazuje nas na to postęp technologiczny.
Bo daje nieprawdopodobne możliwości gromadzenia danych. Na początku zamierzenie było szczytne. Systematyczna inwigilacja miała wypełnić lukę w bezpieczeństwie, która pojawiła się wraz z rozluźnieniem więzi rodzinnych, sąsiedzkich czy parafialnych, które stanowiły pierwotny mechanizm kontroli społecznej. Miało być antidotum na anonimowość metropolii i związane z nią zjawiska, np. zorganizowanej przestępczości. Okazało się, że zbieranie danych o obywatelach to potężne narzędzie. Korzystają z niego zarówno instytucje publiczne, jak i sektor prywatny: firmy ubezpieczeniowe, a nawet uniwersytety.
Wraz z pojawieniem się pierwszych komputerów osobistych w latach 80. Potem nastały jeszcze wygodniejsze narzędzia inwigilacji, czyli telefony komórkowe. To samo dotyczy kart kredytowych i płatniczych. Do tego dochodzi wzmożona ochrona policyjna po 11 września i rygorystyczna kontrola transportu. Przeciętny obywatel nie może dziś funkcjonować, nie pozostawiając za sobą żadnego śladu.
Po pierwsze policja. Ostatnio wyszło na jaw, że amerykańscy stróże prawa na potęgę kontrolują nasze telefony komórkowe. Nie chodzi nawet o podsłuchiwanie, bo to sprawa wymagająca zgody sądu. Ale każdy amerykański policjant może bez trudu monitorować pracę telefonu wybranego obywatela i na tej podstawie ustalić jego lokalizację i sieć kontaktów. Po inwigilację sięgają także pracodawcy, którzy wykorzystują informacje dotyczące naszego stanu zdrowia, np. z naszych polis ubezpieczeniowych, i na tej podstawie podejmują decyzję o zatrudnieniu. Również sektor bankowy i ubezpieczalnie wiedzą o nas wszystko: jaki mamy samochód, gdzie mieszkamy, jaki jest nasz stan zdrowia. Nawet w branży edukacji zbiera się całą masę informacji.
Gromadzenie danych i dostęp do nich daje niesamowitą przewagę. Jeśli intencje są dobre, nie ma problemu. Ale te informacje można też przecież wykorzystać w złym celu.
Teoretycznie ma to sens, ale w praktyce taki podział nie znajdzie zastosowania. W nowoczesnych społeczeństwach sektor prywatny często zastępuje państwo, chociażby prowadząc więzienia czy prywatne placówki edukacyjne. A o ile możemy bronić się nadużyciami ze strony policji, o tyle wobec sektora prywatnego jesteśmy bezradni.
Są ludzie, którzy nie używają telefonów komórkowych i e-maila. Wielu się organizuje, w USA działają prawnicy specjalizujący się w ochronie wolności osobistych. Ale w ostatecznym rozrachunku zawsze będzie to walka kilku płotek przeciwko rekinom.
W ciągu dekady rząd i korporacje nauczą się lepiej korzystać z możliwości, jakie daje im telefon komórkowy, Przełomem mogą być też maleńkie chipy radiowe RFID. Sklepy już dziś używają ich do zabezpieczania drogich towarów. Są pomysły, żeby wmontować taki chip w paszport albo prawo jazdy. Można też wszczepiać je pod skórę, np. więźniom. Ale co, jeśli firmy zaczną wymagać chipowania od swoich pracowników?
Trudno mi to sobie wyobrazić. Przemysł obsługujący inwigilację tak się rozrósł, że stanowi dziś potężne lobby. Proszę sobie wyobrazić, jakie interesy można zrobić na wymianie lotniskowych skanerów, których nieskuteczności dowiódł przecież bożonarodzeniowy atak. Inwigilację lubią banki i firmy ubezpieczeniowe. Policja też najchętniej instalowałaby kamery na każdym rogu. Nie ma takiej siły, która może zatrzymać ten proces.
@RY1@i02/2010/006/i02.2010.006.000.014a.001.jpg@RY2@
Nowoczesne bramki skanujące wprowadzono już m.in. na lotnisku w Manchesterze
Fot. AFP
* bada historię inwigilacji na Uniwersytecie w Ohio. Jest autorem książki "Podglądanie maluczkich. Inwigilacja, opór i granice prywatności"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu