Afrykański futbol w żałobie
Trzy osoby z ekipy Togo zginęły podczas zamachu w Angoli. Nie żyją drugi trener, rzecznik prasowy i kierowca autobusu. Drugi bramkarz walczy o życie w szpitalu w Johannesburgu. Rząd Togo wycofał zespół z Pucharu Narodów Afryki
Wielkie piłkarskie święto, zanim się na dobre rozpoczęło, zamieniło się w horror. Dzień przed pierwszym meczem Pucharu Narodów Afryki ostrzelany został autobus z reprezentacją Togo - zginęły trzy osoby. Największe kluby świata drżą o swoich zawodników.
Do ataku doszło w piątek. W autokarze zginął II trener Togo Abalo Amele, rzecznik prasowy Stanislas Ocloo i kierowca. Rezerwowy bramkarz Kodjovi Obilale w bardzo ciężkim stanie został przewieziony do szpitala Milpark w Johannesburgu. Szef kliniki dr Richard Friedland poinformował, że Obilale otrzymał dwa strzały w dolne partie pleców. Przeszedł już operację.
- Jest przytomny. Zdaje sobie sprawę z tego, gdzie jest - powiedział Friedland.
Na wieść o ataku Manchester City zażądał od Emmanuela Adebayora natychmiastowego powrotu do Anglii. Kapitan reprezentacji Togo wczoraj zameldował się w swoim klubie.
- W tym autobusie mogliśmy wszyscy zginąć. Wysłałem pożegnalnego esemesa do mojej rodziny. Dzwoniliśmy do bliskich, żeby ostatni raz usłyszeć ich głosy. Rozmawiałem z kolegami z reprezentacji Ghany i Wybrzeża Kości Słoniowej na temat naszego wycofania się z turnieju. Po długich dyskusjach poparli nas i też są gotowi do opuszczenia Angoli - relacjonował Adebayor, który przez afrykańskie media został obwołany bohaterem. Podczas trwającego prawie 20 minut ostrzału napastnik Manchesteru City ściągnął z siedzenia na podłogę autobusu swojego reprezentacyjnego kolegę Serge’a Akakpo. Obrońca rumuńskiego FC Vaslui dostał postrzał w plecy i nie mógł się ruszyć. Adebayor razem z Mustafą Salifou z Aston Villa Birmingham pomogli mu się schować, chwilę przed tym jak kolejna seria z automatu podziurawiła fotel, na którym siedział Akakpo.
Salifou także bardzo dramatycznie relacjonował wydarzenia, do których doszło w Angoli. - Kierowca zginął na miejscu, więc zatrzymaliśmy się na środku drogi i nie mieliśmy gdzie uciec. Uratowała nas ochrona, która odpowiedziała na ogień napastników. Słyszałem tylko świst naboi nad swoją głową. Kiedy zobaczyłem rany, jakich doznał nasz bramkarz, to się po prostu rozpłakałem. Mam szczęście, że to przeżyłem - przyznał Salifou.
Mimo tych mrożących krew w żyłach wydarzeń piłkarze z Togo postanowili zagrać w turnieju.
- Zrobimy to w hołdzie dla tych, którzy zginęli - powiedział jeden z piłkarzy Thomas Dossevi. - Decyzja została podjęta jednogłośnie podczas spotkania, które miało miejsce w nocy z soboty na niedzielę - dodał.
Tymczasem władze Togo wzywają piłkarzy do powrotu do kraju. - Rząd podtrzymuje swoją decyzję o odwołaniu występu drużyny w Pucharze Narodów Afryki - powiedział w niedzielę Pascal Bodjona, rzecznik prasowy gabinetu premiera Gilberta Houngbo.
Trudno się dziwić takim słowom. Togo trafiło do najsilniejszej grupy Pucharu Narodów Afryki - grupy B. Pechowo jej mecze mają być rozgrywane w Kabindzie - stolicy angolańskiej enklawy w DR Kongo. Działają tam od lat partyzanckie oddziały separatystów - Front Wyzwolenia Kabindy. Organizacja przyznała się do piątkowego zamachu. Zapowiada też kolejne akty przemocy. - Broń dalej będzie przemawiać - oświadczył w rozmowie telefonicznej z agencją AFP sekretarz generalny Frontu Wyzwolenia Kabindy Rodrigues Mingas. - Jesteśmy w stanie wojny i wszystkie chwyty są dozwolone - dodał.
Wiadomość o zamachu zszokowała cały futbolowy świat. Pep Guardiola mocno niepokoi się o swoich podopiecznych z Barcelony - reprezentantów Wybrzeża Kości Słoniowej Yai Toure i Seida Keity z Mali. - Cały czas jestem z tymi chłopakami w kontakcie. Niepokoimy się o ich bezpieczeństwo. Mam nadzieję, że oni wiedzą, jak wiele ryzykują. Na razie nie myślimy o tym, żeby nakazać im powrót do Hiszpanii, ale nie daj Boże jeśli dojdzie do jeszcze jednego aktu przemocy, to będą musieli wracać. Bezpieczeństwo jest ważniejsze niż futbol - mówi Guardiola.
Piłkarze Togo wczoraj do późna zastanawiali się, czy opuścić Angolę. Najprawdopodobniej posłuchają premiera i wrócą do kraju.
@RY1@i02/2010/006/i02.2010.006.000.020a.101.jpg@RY2@
Piłkarze z Togo po zamachu długo nie mogli wyjść z szoku
Fot. AP
Artur Szczepanik
artur.szczepanik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu