Obrzydliwe wydmy, czyli wstęp do Atacamy
Białe wydmy w 3. etapie z La Rioi do Fiambali dały się uczestnikom we znaki. Ale naprawdę ciężko zrobiło się wczoraj - po przekroczeniu granicy z Chile w Andach na wysokości 4000 m rajdowcy wjechali na pustynię Atacama.
Aby w poniedziałek przejechać pasmo wydm, Krzysztof Hołowczyc musiał spuścić powietrze z kół.
- To był pierwszy taki trudny odcinek. Po prostu obrzydliwy. Końcówka wyglądała, jakby organizatorzy chcieli wykończyć samochód. Te dziury na piechotę byłoby ciężko przejść - przyznał 8. na mecie Polak, który dowiedział się przez telefon od żony, że awansował na doskonałe 5. miejsce w klasyfikacji generalnej. - Nie mogłem uwierzyć, ale zobaczyłem, że na mecie jest tylko kilka załóg. Zeszłoroczny triumfator Giniel de Villiers miał awarię, Nani Roma dachował.
Trzeci etap rajdu, najkrótszy (441 km, w tym 182 km OS-u), okazał się nie do przejechania, wielu kierowców nie pojawiło się przed nocą w miejscu biwakowania we Fiambali. Organizatorzy postanowili opóźnić start 4. etapu o półtorej godziny i skrócić wczorajszy OS o 40 km (do 163).
Polacy, w większości sponsorowani przez Orlen, w poniedziałek narzekali na... chrzczone argentyńskie paliwo. Wśród motocyklistów najszybszy był Jacek Czachor (22. miejsce). Jakub Przygoński (36.) musiał rozbierać silnik, pod koniec OS-u dotankował z baku od kibica. Marek Dąbrowski nazwał ten etap najtrudniejszym w życiu, na mecie był 74. z 3,5-godzinną stratą do Cyrila Despres.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu