Unia Europejska daje fory gospodarczym maruderom
DZIĘKI ZŁAGODZENIU KRYTERIÓW i uwolnieniu przysługujących funduszy Grecja, Irlandia, Łotwa, Portugalia, Rumunia i Węgry mogą zyskać miliardy euro
Bruksela uelastyczni warunki przyznawania funduszy unijnych dla sześciu krajów z najpoważniejszymi problemami finansowymi.
Najwięcej zarobią na tym Grecy, Rumuni i Portugalczycy. Komisja Europejska przewiduje, że dzięki obniżeniu progu wymaganego wkładu własnego o 10 pkt proc. mogą liczyć na to, że w ich budżetach pozostanie odpowiednio 879 mln, 714 mln i 629 mln euro więcej. Brakujące środki zapłaci Unia. Mniejsze korzyści czekają na pozostałe objęte ułatwieniami stolice - Budapeszt (308 mln), Rygę (255 mln) i Dublin (98 mln).
To jednak nic w porównaniu z miliardami euro, które zostaną uwolnione z kas pięciu unijnych funduszy. Chodzi o Europejski Fundusz Rolnego Rozwoju Obszarów Wiejskich, Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego, Europejski Fundusz Rybacki, Europejski Fundusz Społeczny i Fundusz Spójności. Do tej pory z powodu problemów z wkładem własnym pomoc często nie była wykorzystywana.
Obniżka wkładu nie nastąpi automatycznie. Państwa będą musiały każdorazowo uzyskać zgodę na niższy wkład własny. Premiowane będą pomysły innowacyjne, nastawione na wzmocnienie konkurencyjności i infrastruktury transportowej. A przede wszystkim takie, które pobudzają wzrost PKB i tworzą miejsca pracy. W każdym z uprzywilejowanych państw poza Rumunią poziom bezrobocia przekracza i tak wysoką, 9,4-proc. średnią unijną. - Chcemy dać im pieniądze tak szybko, jak to możliwe, próbując stymulować ich gospodarki - mówił "Financial Timesowi" przedstawiciel KE.
Dlaczego na zmianach ma skorzystać wyłącznie sześć państw? Wszystkie one musiały wspomagać się unijną pomocą. Grecja, Irlandia i Portugalia otrzymały wielomiliardowe bailouty. Łotwa, Rumunia i Węgry z kolei skorzystały z niższej pomocy za pośrednictwem programu równowagi finansowej dla państw spoza strefy euro.
Otrzymanie pieniędzy w każdym przypadku wiązało się z zaciągnięciem przez nie zobowiązań, polegających m.in. na cięciach budżetowych. - Nie możemy żądać od nich oszczędności budżetowych i jednocześnie wymagać wciąż tego samego wkładu do dofinansowania projektów - tłumaczył wczoraj komisarz rozwoju regionalnego Johannes Hahn.
Część państw i bez kryzysu ma poważne problemy z absorpcją środków. Rumuni, którzy do tej pory wykorzystali zaledwie 1/35 z przysługujących im 30 mld euro (chodzi jedynie o środki z funduszy rolnych i rozwojowych), przez kilka miesięcy w ogóle nie mogli korzystać z unijnej kasy ze względu na korupcję. Z kolei Grecy - według najnowszej analizy brukselskiego Instytutu Bruegla - nie wykorzystali do tej pory 12 mld euro.
Ułatwienia nie będą dane na zawsze. - To wyjątkowa odpowiedź na wyjątkowe okoliczności - przekonywał przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso.
Co wczorajsze propozycje oznaczają dla Polski? - Ich przyjęcie nie niesie ze sobą żadnych konsekwencji finansowych dla pozostałych krajów członkowskich. Chodzi bowiem wyłącznie o łatwiejsze wydanie już przyznanych środków - tłumaczy "DGP" Ton van Lierop, rzecznik komisarza ds. polityki regionalnej Johannesa Hahna, który odpowiadał za opracowanie propozycji. Pewne obiekcje mogą mieć najwyżej płatnicy netto, którzy otrzymaliby z powrotem niewykorzystane środki. Na pewno jednak nie poniosą oni dodatkowych kosztów, ponieważ środki przysługujące omawianej szóstce pozostaną takie same.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu