Legendarny przywódca ruchu walki z apartheidem poważnie chory
Płomień życia Nelsona Mandeli gaśnie - ostrzegła wczoraj w wywiadzie dla telewizji eNCA jego żona Graca. Legendarny przywódca Afryki Południowej od soboty jest w wojskowym szpitalu w Pretorii. Został przewieziony helikopterem z rodzinnej wioski Qunu w południowo-wschodniej części kraju, po tym jak rozpoznano u niego ostre zapalenie płuc. Wczoraj lekarze przyznali, że 94-letni pacjent "dobrze reaguje na leki". Ich zdaniem Mandela "dobrze spędził noc" z poniedziałku na wtorek. Jednak lekarze przyznają też, że kondycja tak leciwego pacjenta może w każdej chwili ulec pogorszeniu. Mandela spędził aż 27 lat swojego życia w więzieniach, w tym 18 lat na znanej z trudnych warunków wyspie Robben u wybrzeży Przylądka Dobrej Nadziei.
Od początku tygodnia wiadomości o stanie zdrowia pierwszego czarnoskórego prezydenta RPA są czołowymi doniesieniami w gazetach, radiu i telewizji. Ze względu na słaby stan zdrowia Mandela już od dawna unikał wystąpień publicznych. Przyjmował jednak regularnie znamienitych gości: w lipcu odwiedził go były prezydent USA Bill Clinton.
Przede wszystkim jednak pozostał autorytetem moralnym w kraju, który coraz bardziej jest podzielony z powodów rasowych. Właśnie wczoraj Rada Kościołów RPA ostro skrytykowała w specjalnym oświadczeniu politykę Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC) za "zdradę idei Mandeli" ogólnospołecznego pojednania oraz niekompetencję i korupcję.
@RY1@i02/2012/241/i02.2012.241.00000070e.803.jpg@RY2@
ap
J.Bie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu