Olimpijskie marzenie Federera może się w końcu spełnić
Tenis
To wspaniała sprawa, że turniej odbędzie się na kortach Wimbledonu. To jedyna szansa, bym zagrał tu w ramach igrzysk olimpijskich - mówił przed startem igrzysk w Londynie Roger Federer. Dla słynnego Szwajcara jest to zarazem ostatnia szansa, by spełnić swoje marzenie i stanąć na najwyższym stopniu podium.
Raz już co prawda stał, cztery lata temu w Pekinie zdobył złoty medal w deblu, w parze ze swoim rodakiem Stanislasem Wawrinką i jak twierdzi, zdejmie to z niego część presji. Z drugiej jednak strony od dawna powtarza, że marzy mu się olimpijskie złoto w singlu. Nic dziwnego, to jedyne trofeum, jakiego brakuje w jego imponującej kolekcji.
Ma w niej 17 wielkoszlemowych tytułów, zdobytych na wszystkich czterech nawierzchniach, bo w 2009 r. udało mu się wygrać nawet na ziemi w Paryżu (na londyńskiej trawie triumfował w sumie siedem razy). Jest legendą białego sportu, zdaniem wielu najlepszym zawodnikiem w historii.
W turniejach olimpijskich (w singlu) nigdy nie stanął za to nawet na podium, choć będą to już jego czwarte igrzyska. W 2008 r. miał pecha. Po czterech latach bezwzględnej dominacji w męskim tenisie spadek formy przytrafił mu się akurat w sezonie olimpijskim. Najpierw stracił tytuł mistrza Australian Open na rzecz Novaka Djokovicia (porażka w półfinale). Potem koronę na wimbledońskiej trawie odebrał mu Rafael Nadal. To, co wydarzyło się w Pekinie, trudno nazwać inaczej jak katastrofą, bo Federer przegrał już w ćwierćfinale. Z Amerykaninem Jamesem Blakiem, którego do tej pory ogrywał nieomal z zamkniętymi oczami. Dość powiedzieć, że było to ich dziewiąte spotkanie i pierwsza porażka Szwajcara.
Ale i tak wypadł lepiej niż cztery lata wcześniej w Atenach. Szwajcar był już wtedy numerem 1 na świecie. Wygrał przed igrzyskami m.in. Australian Open i Wimbledon (po nich US Open i Masters). W turnieju olimpijskim dotarł jednak tylko do drugiej rundy. Najbliżej sukcesu był - paradoksalnie - w pierwszym starcie, gdy nikt jeszcze nie sądził, że może tak zdominować tenis. W 2000 r. w Sydney dotarł do półfinału. W meczu o brązowy medal nie sprostał Francuzowi Arnaudowi Di Pasquale. Tamte igrzyska są dla niego pamiętne również z innego powodu. Poznał Miroslavę Vavrinec, szwajcarską tenisistkę słowackiego pochodzenia. Obecnie Miroslavę Federer.
Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że o złocie w Londynie może tylko pomarzyć, bo najlepsze lata ma już za sobą. Kilka tygodni temu wygrał jednak Wimbledon. Potem z turnieju olimpijskiego wycofał się Nadal.
- Złoty medal byłby spełnieniem moich marzeń - nie kryje szwajcarski mistrz. Wciąż jest w grze, a sukces ma na wyciągnięcie ręki.
Hubert Zdankiewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu