Dziennik Gazeta Prawana logo

Szampan dla kibiców w garniturach

3 lipca 2018

Igrzyska spowodowały duży wzrost zainteresowania uprawianiem sportu przez amatorów . Wiele osób biega i gra w tenisa

Wystarczy wybrać się na mecz angielskiej Premier League, by zobaczyć, że kibicowanie w Anglii jest bardzo specyficzne, by nie powiedzieć, że prawie nie istnieje. Gdy w ostatnich latach ceny biletów na piłkarskie spotkania gwałtownie wzrosły, kibiców z szalikami zastąpili kibice w garniturach z portfelami pełnymi złotych kart kredytowych. Na igrzyskach jest podobnie, bo ceny biletów mogą wywołać zawrót głowy. Na przykład wejściówka na dwa mecze siatkówki, sportu w Anglii kompletnie anonimowego, kosztuje średnio 50 funtów.

W czasie igrzysk brytyjskich kibiców nie poznaje się więc po szalikach, koszulkach i flagach w narodowych barwach, tylko raczej po garniturach, a przynajmniej eleganckich męskich koszulach i drogich kreacjach pań. To stan rzeczy obowiązujący nie tylko na Wimbledonie, gdzie etykieta i zwyczaje wymagają odpowiedniego stroju. I grubości portfela też, jeśli chce się na przykład zjeść obiad w tutejszych ekskluzywnych restauracjach.

Na meczach siatkówki plażowej kibice przyglądają się rywalizującym sportowcom z kieliszkiem szampana w ręku. Kieliszek, ze względów bezpieczeństwa, jest oczywiście plastikowy, ale ma szlachetne kształty, bo przecież perlistego trunku z byle czego pić nie wypada. A gdy do tego jest się w najbardziej prestiżowym miejscu w Londynie - między siedzibą premiera a pałacem królowej - to i kubka piwa nie wypada wziąć do ręki. Szampan pasuje bardziej.

Podobnie było w sobotę, gdy po ulicach Londynu ścigali się kolarze. O ile przy trasie dopingować mogli ich wszyscy, bo nie dało się sprzedać biletów na każdy metr z liczącej 250 km trasy, o tyle za obserwowanie finiszu trzeba było zapłacić 100 funtów. Garnitury i szampan też były tu oczywiście obecne.

Zupełnie inaczej jest na sportach walki czy tenisie stołowym, które rozgrywane są w hali ExCeL. Tu wyraźnie Anglików jest mniej niż przedstawicieli innych nacji. Ci, którzy są, dopingują znacznie bardziej żywiołowo, a azjatyccy kibice już nauczyli Anglików radosnego tupania po wygranych akcjach pingpongistów. No, ale skoro bilety są dwa razy tańsze, to i szampana tu nie ma.

Jedno trzeba oddać londyńczykom - lubią sport i to nie tylko oglądać. Uprawia go mnóstwo ludzi, rankiem ulice wyglądają tak, jakby przejeżdżało po nich kilka peletonów Tour de France naraz. W parkach roi się od biegaczy, gimnastykujących się grup, na publicznych kortach mnóstwo ludzi gra w tenisa. W Hyde Parku, w którym mieści się spora stadnina, bardzo popularna jest jazda konna. Wiele osób rekreacyjnie uprawia też wioślarstwo. Trzymają łódki w małych przystaniach i w wolnych chwilach spędzają czas na wodzie. Ich miłość do wioseł widać zresztą w Eton Dorney, gdzie rozgrywane są olimpijskie regaty. Trybuny są pełne, przyjeżdżają tam całe rodziny. Mimo afery z biletami, na której próbowali utuczyć się działacze sportowi z kilkudziesięciu krajów (śledztwo Scotland Yardu ma objąć 54 przypadki), frekwencja na razie jest mocną stroną londyńskich igrzysk.

W porównaniu z ostatnimi dużymi imprezami sportowymi widać jedną zasadniczą różnicę. Na igrzyskach w Pekinie i Vancouver, na piłkarskich mistrzostwach świata w Niemczech i RPA czy Europy w Polsce sprzedawcy kibicowskich gadżetów w narodowych barwach mogli dorobić się fortun. Tu umarliby z głodu. Mimo reklam i zachęt ludzi ubranych w koszulki w barwach Wielkiej Brytanii widzi się rzadko, a jeśli już to najczęściej dzieci. Kobiety czasem do garderoby dokładają niebiesko-biało-czerwoną chustę, a szczytem szaleństwa jest melonik z zatkniętą weń brytyjską flagą.

- Tu nie ma żadnych narodowych podtekstów, że skoro jeden jest Szkotem, a drugi Walijczykiem, to nie kibicują Wielkiej Brytanii - tłumaczy Mark, Szkot, prywatnie wielki fan kolarstwa, zawodowo dziennikarz piszący o polityce. - My, Brytyjczycy, mamy po prostu taki styl bycia, nie odczuwamy potrzeby machania flagą przy każdej okazji. To nie mit, że jesteśmy powściągliwi. Poza tym igrzyska traktujemy po prostu jak dobrą rozrywkę, a nie okazję do manifestowania narodowej jedności. Przecież to sport, zabawa, a nie wojna. Jedyna dezorientacja wiąże się z tym, że większość z nas po raz pierwszy widzi na oczy reprezentację Wielkiej Brytanii w piłce nożnej. Przecież po raz ostatni coś takiego miało miejsce w 1960 roku na igrzyskach w Rzymie. Mam jednak wrażenie, że większość Brytyjczyków na piłkarski turniej patrzy z bardzo dużym przymrużeniem oka, więc nie jest to duży problem - śmieje się Mark.

Szczytem kibicowskiego szaleństwa w Londynie jest melonik z zatkniętą weń brytyjską flagą

@RY1@i02/2012/147/i02.2012.147.00000140a.803.jpg@RY2@

Brazylijscy kibice wyróżniają się na tle raczej umiarkowanie radosnych Brytyjczyków. W Londynie są ich setki

Przemysław Franczak, Paweł Hochstim, Londyn

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.