Ukraina czeka już na finał
Na Ukrainie panuje zgoda co do jednego: ćwierćfinały w Doniecku (sobota, Francja - Hiszpania) i w Kijowie (niedziela, Anglia - Włochy) były znacznie ciekawsze niż starcia 1/8 w Gdańsku i Warszawie. Nasz współorganizator turnieju nie ukrywa jednak obaw, że nie przełoży się to na liczbę kibiców. Władze Ukrainy już dyskretnie przyznają, że w sumie na turniej przyjedzie mniej fanów, niż oczekiwano (wicepremier Borys Kołesnikow zapowiadał przybycie od 800 tysięcy do 1,2 miliona - przyp. red.).
Według nieoficjalnych szacunków weekendowe ćwierćfinały przyciągnęły na Ukrainę około 90 tys. osób. Większość z nich dotrze do stolicy, gdzie zagrają wyspiarze dysponujący obecnie największą armią wiernych fanów spośród wszystkich ukraińskich ćwierćfinalistów. Problem może mieć natomiast Donieck - Francuzi i Hiszpanie są na razie niemal niewidoczni, w dodatku stolica Donbasu ma z Kijowem dość kiepskie połączenia.
Wszystko wskazuje na to, że w Kijowie ceny hoteli znów pójdą w górę. Ich właściciele zdali sobie sprawę, że fala turystów pojawi się tylko na jedną, dwie noce, dłuższe rezerwacje są rzadsze.
Ukrainie nie pomogła jej reprezentacja - efekt odpadnięcia daje o sobie znać. Nawet w telewizyjnych serwisach wieści z Euro zaczęły zajmować wyraźnie mniej czasu niż dotychczas. Większość miejscowych mediów dość lakonicznie poinformowała o zakończeniu kariery przez Andrijów - Szewczenkę i Woronina - oraz pozostaniu na stanowisku selekcjonera Olega Błochina. O wtorkowych decyzjach Węgra Wiktora Kassaia pamiętały już tylko brukowce, dające jego zdjęcie z podpisem "Oto ślepiec".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu