Ukraińska milicja śmieje się ofiarom w twarz
Mieszkańcy 8-tysięcznej Wradijiwki na południu Ukrainy przypuścili szturm na posterunek milicji, niszczyli radiowozy i tłukli szyby komendy. Rannych zostało dziesięciu funkcjonariuszy. To reakcja na brutalny gwałt i pobicie, jakich dopuścili się milicjanci na jednej z miejscowych kobiet.
Pogrom we Wradijiwce jak w soczewce skupia wszystkie problemy ukraińskiej milicji. Jej reforma jest zaś jednym z warunków podpisania wynegocjowanej półtora roku temu umowy stowarzyszeniowej z UE. Nie będzie to proste; ostatnie badania pokazują, że milicji ufa ułamek procenta mieszkańców Ukrainy.
Do gwałtu na 29-letniej Irynie K. doszło 26 czerwca. Milicjanci wciągnęli dziewczynę do radiowozu, wywieźli do lasu, po drodze dotkliwie bijąc. Kobieta trafiła w ciężkim stanie do szpitala. Przesłuchana przez śledczych ujawniła nazwiska oprawców: to ppor. Dmytro Poliszczuk i por. Jewhen Dryżak. W pobiciu pomagał im zaś taksówkarz nazwiskiem Riabinenko. Sąd jednak zadecydował o aresztowaniu jedynie dwóch mężczyzn. Dryżak, najstarszy stopniem, ma zeznawać jako... świadek.
Mieszkańcy osady szybko ustalili, czemu mężczyzna zawdzięcza swoją bezkarność. Porucznik jest bowiem chrześniakiem obwodowego komendanta w Mikołajowie gen. Wałentyna Parseniuka. Czara goryczy się przelała, gdy któryś z wradijiwczan zauważył Dryżaka w drzwiach komendy milicji, co powszechnie uznano za prowokację i pokaz siły. W nocy z poniedziałku na wtorek ponadtysięczny tłum ruszył na komisariat. Prócz bliskich Iryny prym wiodły także rodziny osób, które wcześniej miały być torturowane na tej samej komendzie. W ruch poszły kamienie, a z drugiej strony - gaz łzawiący.
Na Ukrainie nie ma miesiąca, by media nie podały informacji o kolejnym Dryżaku. Kasta młodych ustosunkowanych jest nazywana nad Dnieprem mażorami. Swego czasu głośny był przypadek Romana Łandika, syna deputowanego Partii Regionów, który w ługańskiej restauracji brutalnie pobił dziewczynę. Łandik w atmosferze skandalu ostatecznie usłyszał wyrok trzech lat w zawieszeniu. Wielu mniej znanych mażorów, synów radnych czy prokuratorów, zostało jednak uniewinnionych mimo podobnych wybryków: pobić czy wypadków spowodowanych po pijanemu.
Powszechna niechęć do bananowej młodzieży we Wradijiwce połączyła się z pogardą dla milicji, skorumpowanej i brutalnej. Gdy premier Mykoła Azarow niedawno nazwał zawód milicjanta "jednym z najbardziej poważanych", został wyśmiany w portalach społecznościowych. W rzeczywistości milicji w pełni ufa 0,8 proc. społeczeństwa, częściowo - 8 proc. Trudno zawierzyć organom, na które w ubiegłym roku wpłynęło 114,5 tys. skarg na brutalne traktowanie. Tortury na komisariatach, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, to smutna codzienność. Wydaje się, że jedyną receptą byłby wariant gruziński: wyrzucenie z pracy wszystkich funkcjonariuszy i stworzenie od zera zupełnie nowej służby. Gruntowne zmiany, w tym zastąpienie milicji policją, były zapowiadane już w ubiegłym roku. Gotowy projekt ustawy wycofano z parlamentu.
@RY1@i02/2013/127/i02.2013.127.00000070a.802.jpg@RY2@
Michał Potocki dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Michał Potocki
dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu