Samoobrona po meksykańsku
O tym, dlaczego kartele narkotykowe wystraszyły się internautów, a chłopi opłacają najemników z USA
Pod koniec stycznia mieszkańcy przemysłowego meksykańskiego miasteczka Nuevo Laredo udający się do pracy na drugą stronę granicy do bliźniaczego teksaskiego Laredo zostali powitani makabrycznym widokiem. Z kładki dla pieszych nad autostradą zwisały dwa ciała. A na kartonowej tabliczce wisiała nabazgrana markerem wiadomość: "To czeka każdego kapusia z internetu. Frontera al Rojo Vivo, Blog del Narco czy Denuncia Ciudadano (nazwy stron internetowych ostrzegających przed narcos - red.), miejcie się na baczności. Obserwujemy was. Z". Z, czyli Los Zetas, najgroźniejszy z działających karteli, którego członkowie to często dawni żołnierze meksykańskich sił specjalnych.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.