Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Przekroczyli Rubikon

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

W wielkim finale na Maracanie czeka nas najważniejsze na kończącym się mundialu zderzenie Ameryki Południowej z Europą

Argentyna zagra w finale z Niemcami, nie z Brazylią. Nie do wszystkich tutaj to jeszcze dotarło. Podczas konferencji prasowej po drugim półfinale w Sao Paulo Ajenandro Sabella nie mógł uwierzyć w to, co słyszy - jeden z dziennikarzy dopytywał, jakby to było, gdyby na Maracanie musiał zmierzyć się z gospodarzami mistrzostw świata.

A jednak nadzieje Ameryki Południowej na pierwszy "wewnętrzny" finał dwóch największych potęg futbolu na tym kontynencie się nie ziściły. I to wcale nie za sprawą Albicelestes, którzy - trochę niespodziewanie nawet dla samych siebie - dotarli do finału bez poniesienia porażki, ale z powodu dewastacji przez Niemców ekipy Luiza Felipe Scolariego.

- Przekroczyliśmy Rubikon - ogłosił Sabella po wygranym w karnych półfinałowym meczu z Holandią. Nawiązał do tego, że Argentyna zagra o złoto po niemal ćwierć wieku. Chwilę później zreflektował się, że przecież jeszcze nie wygrał finału, ale było za późno - jasno dał do zrozumienia, że sam występ w ostatnim spotkaniu turnieju traktuje jako ogromny sukces.

To zupełnie inne podejście niż okazywane przez zespół niemiecki. W ich obozie nie ma krzty triumfalizmu, tam nikt nie ogłosił, że awans do finału jest spełnieniem. Joachim Loew wciąż jest pod pręgierzem opinii publicznej i nawet zwycięstwo w niedzielę nie zagwarantuje mu utrzymania posady selekcjonera.

- Nie rozumiem tego, bo według mnie "Jogi" Loew jest świetnym fachowcem - komentuje dla nas Alexander Osang, uznany pisarz i dziennikarz wpływowego niemieckiego tygodnika "Der Spiegel". - To nastawienie kibiców wobec niego narastało latami i nie wiem, czy cokolwiek jest w stanie to zmienić. Nawet wygrana z Brazylią 7:1 czy zdobycie Pucharu Świata.

Loew krytykowany jest w zasadzie za wszystko, począwszy od sposobu prowadzenia drużyny, poprzez wybory personalne, po kwestie komunikacji z otoczeniem. Niemcom nie podoba się jego charakter oraz pomysł na drużynę. - Wolą, by zespół wciąż grał w dawnym stylu, z jakiego Niemcy słynęli przez lata, a więc walka i jeszcze raz walka do ostatnich minut meczu - mówi Osang. - Tymczasem nowe pokolenie graczy jest inne, gra w sposób bardziej inteligentny. I inaczej trzeba z nimi pracować, umieć do nich trafić.

Loew tego dokonał. Konsekwentnie budowany od sześciu lat zespół wreszcie może doczekać spełnienia. Lukas Podolski mówi, że nie ma w nim gwiazd na miarę Leo Messiego, ale też bardzo trudno znaleźć słabe punkty. Jeśli się uprzeć, można na tym mundialu odnaleźć takowy w osobie Mesuta Oezila. Pomocnik Arsenalu jest w słabszej formie niż partnerzy i nie bryluje tak, jak można by oczekiwać. Loew wciąż ma jednak do niego ogromne zaufanie i wstawia go do pierwszego składu. Pewnie można by też więcej oczekiwać w akcjach ofensywnych po Benedikcie Hoewedesie, przekwalifikowanym ze stopera na lewego obrońcę, lecz zapewne jego grę determinuje taktyka. Więcej swobody w konstruowaniu akcji dostał prawy obrońca Philipp Lahm, stąd zachowawcza postawa drugiego z bocznych defensorów. Najważniejszym zadaniem u Loewa jest bowiem utrzymanie równowagi pomiędzy grą ofensywną i obronną.

Będzie to szczególnie ważne w niedzielę, bo Sabella także przywiązuje ogromną wagę do taktyki i zachowania balansu w drużynie. Jeśli Louisowi van Gaalowi zarzucano po półfinale w Sao Paulo grę w szachy, to co powiedzieć o trenerze Argentyny, który takich partii w trakcie całego mundialu rozegrał już sześć?

Zanim nastąpi finał, w Brasilii gospodarze staną do walki z Holandią o trzecie miejsce. Drużyny są na dwóch biegunach. Upokorzona Brazylia chce zapomnieć o katastrofie w Belo Horizonte, pokonując choć jedną skromną bramką innego z europejskich gigantów. Pomarańczowi woleliby w ogóle nie wychodzić na boisko.

- Od dziesięciu, ba, nawet od piętnastu lat powtarzam, że mecze o trzecie miejsce nie powinny się odbywać - grzmiał po spotkaniu z Argentyną van Gaal. - Możesz rozegrać fantastyczny turniej, a na koniec przegrać dwa mecze i wrócić do domu jako wielki przegrany. To absurd. Za trzecie miejsce nie ma żadnej nagrody. Jednak będziemy musieli zagrać. A mamy jeden dzień mniej niż Brazylia na przygotowania. To nie jest fair play.

Spotkania z van Gaalem nie należą do najprzyjemniejszych na świecie. Są za to niezwykle interesujące. To jedyny trener, który za każdym razem wchodzi w spory z dziennikarzami, zadaje im pytania, poucza ich. Niejeden raz słyszeliśmy z jego ust takie oto zdanie: - Nie interesuje mnie, co ludzie sądzą na mój temat.

Z drugiej strony selekcjoner Holendrów jest bardzo konkretny, nie boi się odpowiadać wprost i komentować swoich decyzji. Tak samo było w Sao Paulo. Przyznał, że znów dokonałby zmiany bramkarza przed rzutami karnymi, gdyby tylko mógł. - Wykorzystałem wcześniej wszystkie trzy - tłumaczył. We wcześniejszym meczu pokonał Kostarykę, bo w ostatniej minucie dogrywki wprowadził na boisko Tima Krula, specjalistę od "jedenastek". Bramkarz Newcastle spisał się świetnie, obronił dwa karne i Holandia zagrała w półfinale. W środowy wieczór van Gaala po raz pierwszy na tym mundialu zawiódł instynkt. Zamiast zachować sobie możliwość ściągnięcia z boiska kiepsko radzącego sobie w konkursach "jedenastek" Jaspera Cillessena, wolał wprowadzić w dogrywce napastnika Klaasa-Jana Huntelaara. A ten niczego nie wskórał.

W bramce Argentyńczyków świetnie spisał się zaś Sergio Romero. Został bohaterem, powstrzymując Rona Vlaara i Wesleya Sneijdera.

- Wiedziałem, jak Romero broni karne. Przecież sam go uczyłem - przyznał po meczu van Gaal. Okazuje się, że był jego trenerem w czasie, gdy Argentyńczyk trafił do AZ Alkmaar. Gdy holenderscy dziennikarze zwietrzyli świetny temat, selekcjoner Oranje zripostował. - Nie, nie uczyłem go bronić "jedenastek". To był żart - uściślił, nawet na moment nie zmieniając ponurego wyrazu twarzy.

Romero przyznał, że był wdzięczny Holendrowi za pomoc, jaką mu okazał po przybyciu do Europy. - Byłem bardzo młody, nie umiałem słowa w obcym języku. Van Gaal cierpliwie mi wszystko tłumaczył i bardzo dobrze się mną zajął. Dlatego po meczu podszedłem do niego, by mu podziękować - opowiadał.

Romero to także dobry znajomy reprezentantów Polski U-20, bo to on stał w bramce podczas mistrzostw świata w Kanadzie, gdy biało-czerwoni zmierzyli się z Argentyną w 1/8 finału. W ówczesnym zespole Albicelestes, który zdobył tytuł mistrza, byli także m.in. Angel di Maria i Sergio Aguero. Siedem lat później dojrzali już chłopcy chcą pokazać światu, że są najlepsi także wśród dorosłych.

To może być moja ostatnia szansa

30-latek grający na codzień w Barcelonie to weteran w argentyńskiej kadrze, jeden z jej największych wojowników. Rozmawialiśmy z nim po meczu z Holandią.

- Wyszliśmy na boisko bardzo skoncentrowani - opowiadał. - Nie zostawialiśmy Holendrom miejsca do rozegrania piłki. Jedyną rzecz, którą można było nam zarzucić, to brak skuteczności. Zakończenie było jednak dla nas szczęśliwe. Przed serią rzutów karnych powiedziałem do Sergia Romero: "To jest dzień, kiedy staniesz się bohaterem". Jestem bardzo dumny z drużyny, z wszystkich chłopaków. Teraz musimy się bardzo dobrze zregenerować, bo graliśmy dogrywkę, a mamy dzień mniej odpoczynku od rywali.

Czekam na to, co się zdarzy w finale. Wiem, jak trudno gra się przeciw Niemcom. Musimy biegać cały czas bardzo blisko siebie, by nie zostawiać żadnych luk między formacjami, przez które mogliby się przedrzeć pod nasze pole karne. Od czwartku będziemy oglądać ich grę na wideo i postaramy się wyciągnąć wnioski z porażki Brazylii.

To mój trzeci Puchar Świata. Być może ostatni, tego się nigdy nie wie. Wewnątrz jestem bardzo spokojny, bo wiem, że wykonaliśmy świetną robotę. Mamy ogromną szansę, największą w życiu i będziemy chcieli ją wykorzystać.

@RY1@i02/2014/133/i02.2014.133.000002400.101.jpg@RY2@

AP

Dla Argentyńczyków już wygrana z Holandią jest gigantycznym sukcesem

Krzysztof Kawa

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.