W Sao Paulo puszczają hamulce
W drugim półfinale mistrzostw świata Holandia mierzy się z Argentyną
Ruud van Nistelrooy wzniósł ręce w geście zwycięstwa niczym "Wilk" z Wall Street. W taki sposób były napastnik pełniący obowiązki komentatora w studiu telewizyjnym świętował awans Pomarańczowych do półfinału. Gest jak najbardziej uzasadniony - wygrana przyszła przecież niczym na giełdzie, w cokolwiek loteryjnych okolicznościach.
Holendrzy ograli Kostarykę po karnych, ale niewykluczone, że dopiero dzisiaj zapłacą rachunek za awans, który wystawi im inny zespół z Ameryki. Van Gaal przygotował drużynę pod względem fizycznym znakomicie, czy jednak możliwe jest utrzymanie piłkarzy w najwyższej dyspozycji przez cały miesiąc? Holendrzy rozpoczęli turniej z wysokiego C i długo nie spuszczali z tonu. Pierwsze oznaki kryzysu pojawiły się w meczu z Meksykiem. Ale okazały się chwilowe - w końcówce Oranje zamęczyli rywal podkręcając tempo i strzelając dwa gole. W spotkaniu z Kostaryką byli już mniej skuteczni. W dogrywce zaś, choć wciąż atakowali, z każdą minutą sprawiali wrażenie bardziej zmęczonych i wolniejszych od ekipy Jorge Luisa Pinty. Trzy dni regeneracji z pewnością zrobią swoje. Ale co, jeśli znów trzeba będzie zagrać 120 minut?
Z kolei Albicelestes grają brzydko, wręcz denerwująco, ale jednocześnie najbardziej ekonomicznie z całej czwórki półfinalistów.
- Argentyna jest mocna dzięki indywidualnościom, na czele z Messim, ale nie atakuje bez przerwy. W meczu z Belgią grała jakby na zaciągniętym hamulcu - analizuje Van Gaal. Bardzo trafnie. Tak to wygląda od pierwszych minut turnieju, który zespół Alejandra Sabelli rozpoczął na Maracanie w spot- kaniu z Bośnią i Hercegowiną.
Z grupy zawodników szanujących swoje zdrowie wyłamał się tylko Angel di Maria, który postanowił sam przesądzić o wyniku meczu ze Szwajcarią w 1/8 finału. Oddał 12 strzałów, przeprowadzał rajd za rajdem, choć koniec końców wystarczyło cierpliwie poczekać na akcję Messiego, w odpowiednim momencie wbiec w pole karne i przyłożyć nogę do piłki.
Za swoje szaleństwo Di Maria zapłacił kilka dni później. W meczu ćwierćfinałowym z Belgią mięsień uda odmówił posłuszeństwa i Argentyńczyka zabraknie na boisku w Belo Horizonte. A może nawet do końca mundialu, choć zajęcia z fizykoterapii idą pełną parą.
Przygotowanie fizyczne to jedno, jedność drużyny to drugie. W zespole Van Gaala zjednoczenie nastąpiło na zgrupowaniu w Portugalii przed wyjazdem do Brazylii. Dzisiaj selekcjoner zbiera owoce, bo wszyscy w grupie czują się za siebie odpowiedzialni. I sami się pilnują. Pokus w Rio de Janeiro nie brakuje, a jednak paparazzi czyhający pod Caesar Palace narzekali na nudę. Żadnych wyskoków, żadnych skoków w bok.
- Holandia mnie zaskoczyła, myślałem, że o mistrzostwo będą się bić Hiszpanie - mówi Zico, brazylijski piłkarz, którego pomnik znajduje się w holu Flamengo. Obiektu, który Pomarańczowi uczynili swoim centrum treningowym na czas mundialu. Dojeżdżają tu ze wspomnianego Caesar Palace.
Pikanterii pięknej przygodzie Holandii w Brazylii dodaje to, że piłkarze Van Gaala muszą opuścić ów hotel, ustępując miejsca sponsorom FIFA. Rezerwacja pokojów wygasła po fazie ćwierćfinałowej i po dzisiejszym meczu w Sao Paulo ekipa będzie do końca tygodnia zakwaterowana w innym miejscu. Co świadczy o tym, że i w samej Holandii niespecjalnie wierzono, iż drużyna będzie tak długo występować na mistrzostwach. Tak czy siak, celem jest powrót do Rio, gdzie odbędzie się niedzielny finał, bo w razie porażki z Argentyną trzeba będzie lecieć na sobotni mecz o trzecie miejsce do Brasilii.
Diego Maradona też wolałby uniknąć wycieczki do oddalonej o ponad tysiąc kilometrów stolicy Brazylii. W Rio czuje się wyśmienicie, codziennie wieczorem przyjeżdża do centrum telewizyjnego IBC, skąd komentuje mundial w programie wenezuelskiej stacji Telesur. W antrakcie zrobił szybki wypad do Dubaju, by przed sądem obciążyć swoją byłą partnerkę Rocio Olivę (zarzuca jej kradzież zegarków, pierścionków i innych kosztowności). Wróci do Brazylii akurat na mecz rodaków z Holandią. Argentyńczyków nie było w strefie medalowej od 24 lat, czyli od czasu, gdy sam "Boski Diego" prowadził drużynę do zwycięstw. Nadszedł więc długo oczekiwany czas końca kalkulacji. Messi i spółka zwalniają hamulce.
Nie tylko oni. Drugi półfinał (pierwszy zakończył się po zamknięciu tego wydania gazety) wywołuje w Sao Paulo tak ogromne emocje, iż organizatorzy postanowili zmobilizować o 30 proc. więcej służb porządkowych niż na inaugurację mundialu przed miesiącem. Policja spodziewa się nadzwyczajnego najazdu Argentyńczyków, w tym tzw. barrabravas, fanów znanych ze stosowania przemocy i nadużywania alkoholu. Agresywne grupy pojawiły się już na spotkaniu Argentyny z Belgią. Przed stadionem Mane Garrinchy prowokowały Brazylijczyków, nabijając się z urazu kręgosłupa Neymara, aż doszło do kilku bójek. Miejscowa policja odtrąbiła sukces, bo zatrzymała lidera barrabravas Pabla Alvareza, który był na liście zawierającej nazwiska dwóch tysięcy chuliganów z zakazem wjazdu do Brazylii w trakcie mistrzostw.
@RY1@i02/2014/131/i02.2014.131.000001500.802.jpg@RY2@
AP
Argentyna gra brzydko, ale bardzo ekonomicznie
Krzysztof Kawa
Sao Paulo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu