Masakra selekcjonerów
Mundial w Brazylii jest turniejem nie tylko najlepszym od wielu lat, lecz także takim, na którym wielu topowych trenerów zawiodło na całej linii. Część z nich poszła na bezrobocie, inni dostali szansę na rewanż
Louis Van Gaal awansował z Holandią do półfinału, stosując niespotykaną wcześniej w futbolu zagrywkę ze zmianą bramkarza przed rzutami karnymi. W środę zagra z Argentyną. Czy będzie to jego ostatni mecz? Pani Van Gaal pewnie na to liczy. Im szybciej jej mąż wróci z Brazylii, tym dłużej będzie się mogła nim cieszyć. Bez względu na wynik, który i tak jest już zadowalający, krajowa federacja będzie musiała poszukać jego następcy. 62-letni szkoleniowiec zakończy pracę z narodową drużyną i zostanie menedżerem Manchesteru United. Urlop państwo Van Gaal będą musieli więc przełożyć na inny termin, bo angielski klub przygotowania do nowego sezonu zacznie zaledwie cztery dni po finale mundialu.
Tak czy inaczej o formę Holendra fani Czerwonych Diabłów martwić się nie muszą. Ten wciąż ma nosa, by osiągać sukces. W przeciwieństwie do jego kilku kolegów. Bo tak zaskakujących mistrzostw świata nie pamiętają najstarsi kibice. Ofensywna gra, mnóstwo goli, dramaty w ostatnich minutach. Przeciętne spotkania można policzyć na palcach jednej ręki. Jednak turniej w Brazylii to też zabójczy dla niektórych drużyn klimat i zderzenie z rzeczywistością. Przez to rykoszetem oberwało wielu trenerów, w tym niektórym z topu, gdzie znajdowali się od wielu lat. Z 32 reprezentacji w grze zostały tylko cztery. Z wyeliminowanych 28 pewne jest, że w dziewięciu dojdzie do zmian selekcjonerów. Jednych zwolniono, drudzy sami zrezygnowali, a inni kończą kariery. Kolejni czekają na decyzje piłkarskich federacji, bo ich praca uzależniona była od wyniku na mundialu.
Jednym z pierwszych, który uderzył się w pierś podczas mistrzostw świata, był Cesare Prandelli. Były już szkoleniowiec Włochów po ostatnim meczu grupowym postanowił, że odchodzi. Zrezygnował z jeszcze dwuletniego kontraktu, który przedłużył miesiąc wcześniej. Widziano w nim trenera, który nie tylko jak nikt inny potrafi dogadać się ze zwariowanym Mario Balotellim, lecz także wykorzystać potencjał i stworzyć drużynę, która tak jak ta Marcello Lippiego w 2006 r. zdobędzie złote medale. W końcu włoski futbol staczał się coraz bardziej, a tamten sukces był wyjątkiem. Po turnieju w Niemczech kadrę przejął Roberto Donadoni, ale się nie sprawdził. Po dwóch latach wrócił Lippi, jednak nie z takim skutkiem jak wcześniej. Więcej, zaliczył klęskę, bo w RPA Włosi nie wyszli z grupy.
W 2010 r. postawiono na Prandellego - zachowując proporcje - włoskiego odpowiednika Adama Nawałki. Bez konkretnych sukcesów w klubie, ale mający oko do piłkarzy, pomysł na drużynę, umiejący nadać jej swój styl i wprowadzić dyscyplinę. Prowadzona przez niego pięć lat Forentina dwa razy była tuż za podium w lidze, regularnie grała w europejskich pucharach, a piłkarze byli sprzedawani za dobre pieniądze. Jego wybór na selekcjonera był kontrowersyjny, ale się bronił. Choć sparingi nie były przekonujące, to w meczach o punkty drużyna robiła swoje. Podczas Euro 2012 nikt już nie miał wątpliwości. Włochy zostały wicemistrzem Europy. W Brazylii też miał być sukces. Federacja dała mu podwyżkę. Według ustaleń brytyjskich dziennikarzy "Daily Mail" 56-letni szkoleniowiec był trzecim trenerem pod względem wielkości zarobków. Rocznie ponoć miał zagwarantowane trzy i ćwierć miliona euro. Rzeczywistość okazała się brutalna.
- Sztab szkoleniowy nie funkcjonował tak, jak chciałem. Coś się zmieniło od czasu, gdy przedłużyłem umowę. Nie wiem co, ale biorę za to odpowiedzialność. Moja rezygnacja jest nieodwołalna - postawił sprawę jasno Prandelli, który długo na bezrobociu nie będzie. Lada moment ma zostać trenerem Galatasaray Stambuł.
Z większych pieniędzy, bo blisko czterech i pół miliona euro nie zamierza rezygnować Roy Hodgson. Ale nie o kasę tu chodzi. Selekcjoner reprezentacji Anglii ma dalej robić swoje, mimo że jego drużyna zdobyła tylko jeden punkt w trzech meczach, strzeliła zaledwie dwa gole i zajęła ostatnie miejsce w grupie za Włochami, Urugwajem i Kostaryką. - W żadnej z potyczek nie zostaliśmy upokorzeni. Porażki były minimalne. Nie widzimy więc sensu w zmianie trenera. Jesteśmy zadowoleni z tego, jak Roy wykonuje swoją pracę. Ocenimy go dopiero po czterech latach, czyli po Euro 2016. Nie ukrywam, że na turnieju we Francji liczymy na zdecydowanie lepszy wynik - wyjaśnił prezes angielskiej federacji Greg Dyke.
W Anglii, która jak zwykle na wielki turniej jechała z jeszcze większymi aspiracjami i jak zwykle zawiodła, to niespotykane. Nawet brytyjscy dziennikarze, znani z surowych i kąśliwych ocen, jacyś tacy łagodniejsi. Oczywiście bez krytyki się nie obeszło, ale wydźwięk większości komentarzy jest taki, że już za chwilę, już za moment Anglia będzie mocna jak nigdy i stanie się tak dzięki Hodgsonowi. To on nie bał się postawić na 19-letniego Raheema Sterlinga, 20-letniego Rossa Barkleya, 22-letniego Jacka Wilshere’a czy 18-letniego Luke’a Shawa.
- Oczywiście jestem bardzo rozczarowany naszym wynikiem, ale nie uważam, że powinienem zrezygnować - odpowiadał tuż po odpadnięciu Hodgson. - Anglia ma młody zespół, do którego może należeć przyszłość. Jeśli ci chłopcy potrafią tak grać już teraz, to za dwa lata mogą być jeszcze lepsi - dodał 66-letni trener. A to przecież nie wszystkie perełki, jakie ma do wyboru. Pytanie, czy będzie potrafił je wyłowić i odpowiednio wykorzystać. Na razie dostał duży kredyt zaufania.
Podobnie jak Vicente del Bosque. Tyle że on, w przeciwieństwie do Hodgsona, postawił na zdartą płytę. Do drużyny Brazylii wziął piłkarzy, z którymi został mistrzem Europy i świata, a jeszcze wcześniej wygrali Euro z Luisem Aragonesem. O del Bosquem powiedzieli, że był złym wyborem. Jego wygląd to nie zmyłka. Naprawdę jest sympatycznym człowiekiem. Takim do rany przyłóż. Mundialem chciał się pożegnać z grupą graczy po trzydziestce, którzy wprowadzili Hiszpanię na wyższy, nieosiągalny dla innych poziom.
O tym wiedzą ludzie w piłkarskim związku. Dlatego - wbrew opinii części Hiszpanów, że trzeba wymienić nie tylko zawodników, lecz także trenera - 63-letni del Bosque zostanie. Ma robić to, co robił do tej pory. Z tą różnicą, że wykonawcami mają być nie ci chwalący się sukcesami, a wyróżniający się umiejętnościami. Takich w Hiszpanii nie brakuje, o czym świadczą sukcesy młodzieżowych reprezentacji. Wtedy odpadnięcie na fazie grupowej za dwa lata w Francji czy za cztery w Rosji im nie grozi.
O posadę musi się za to martwić Fabio Capello. To kolejny trener, który o turnieju w Brazylii chciałby jak najszybciej zapomnieć. Rosja nie wyszła z grupy, nie wygrywając nawet jednego meczu. Teoretycznie od czasu upadku ZSRR tamtejszy futbol nie osiągał sukcesów, a w roli selekcjonerów nie sprawdzili się m.in. Holendrzy Guus Hiddink i Dick Advocaat. Za panowania włoskiego szkoleniowca miało być inaczej. To wielokrotny mistrz Hiszpanii z Realem Madryt i Włoch z AC Milan i AS Roma. Capello w 2012 r. podpisał umowę aż do mistrzostw świata w 2018 r. Ze wszystkich trenerów w Brazylii zarabia najwięcej, bo aż dziewięć milionów euro rocznie. Za jego ewentualne zerwanie 68-letni trener dostanie ok. 18,5 mln euro odszkodowania. I o tę kwotę w Rosji mają do niego najwięcej pretensji, nazywając go nawet złodziejem.
Takich problemów nie mają natomiast trenerzy, od których nie oczekiwano cudów, a w Brazylii spisali się na medal. Gorące powitania drużyn narodowych Algierii, Meksyku czy Kostaryki wywindowały w górę akcje Vahida Halilhodzicia (odchodzi, bo nie dogaduje się z algierską federacją), Miguela Herrery (chce zostać) i Jorge Luisa Pinto, o których przed mundialem świat raczej nie słyszał.
Z 28 drużyn, które już nie grają, trenerzy zmienią się w dziewięciu
@RY1@i02/2014/130/i02.2014.130.000001600.803.jpg@RY2@
AP
Jednym z pierwszych, który uderzył się w pierś, był trener Włoch Cesare Prandelli
Tomasz Biliński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu